Biznes Ludzie Pieniądze

Antypampersowa kampania na Facebooku i nie tylko

Tomasz Grynkiewicz, Bloomberg
14.05.2010 , aktualizacja: 14.05.2010 20:34
A A A Drukuj
Procter & Gamble ma problem. Z kłopotliwymi klientami, którzy w sieci oskarżają, że największa innowacja w ciągu 25 lat, czyli najnowsze pieluszki Pampers nie są bezpieczne. Koncern zaprzecza, ale skargami zajęła się już komisja rządowa

Fot. THIERRY ROGE REUTERS
Antypampersowa kampania zaczęła się na Facebooku. 21-letnia Sara Fobear, matka ośmiomiesięcznej córki, założyła tam stronę o jednoznacznym tytule: "Wycofać pieluchy Pampers Dry Max!".

To najnowsza seria słynnych pieluch, pojawiła się w marcu. Według Procter & Gamble to "największa innowacja w ostatnich 25 latach". Nowe pampersy są o 20 proc. cieńsze niż poprzednie. I dwukrotnie więcej chłoną. Ale rodzice są innego zdania.

Opisują, jak po założeniu nowych pampersów nagle ich dzieci dostały wysypki, choć wcześniej im się to nie zdarzało. Piszą o chemicznych oparzeniach, krwawiących ranach, infekcjach i innych dolegliwościach.

Do strony Fobear zapisało się ponad 500 osób. Niewiele, bo strona Pampersa na Facebooku ma ponad 245 tys. fanów. Ale w innej grupie już 4 tys. rodziców domaga się, by na rynek wróciły stare wersje pieluch. A P&G?

- Jesteśmy urażeni, że ktoś może sugerować, że nasze produkty są niebezpieczne - mówi rzecznik Bryan McCleary. Dodaje, że nie ma dowodów na to, że to pieluszki powodują oparzenia czy wysypkę. A na każde pięć milionów sprzedanych pieluch przypada tylko jedna skarga. W sumie było ich kilkaset.

W komunikacie koncern twierdzi, że "pogłoski powtarza niewielka grupa rodziców, niezadowolonych z wycofania poprzednich pieluch, inni wspierają konkurencyjne produkty". Oparzenia nazywa "mitem".

Wieść o pieluchach jednak krąży. Nawet na sympozjum w Nowym Jorku z pieluch Dry Max był przepytywany dyrektor finansowy koncernu Jon Moeller. Wybrnął, twierdząc, że pieluchy sprzedają się lepiej, niż koncern oczekiwał. Ale koszmar wizerunkowy P&G dopiero może się zacząć.

- Wiele marek żyje w strachu przed blogującymi mamuśkami - mówi Jackie Huba z firmy doradztwa strategicznego Ant's Eye View. - Jeśli masz na karku wściekłe mamy, dowie się o tym cały świat. Dla P&G to niebezpieczna sprawa, bo chodzi o ich reputację, którą walczą z producentami tańszych pieluch - dodaje. - Pisząc, że zarzuty są wyssane z palca, spółka w zasadzie nazwała swoich klientów kłamcami - wytyka Huba.

"Mamuśki" nie odpuszczają. Po ich skargach amerykańska komisja ds. bezpieczeństwa produktów konsumenckich wszczęła w tej sprawie śledztwo. W stanie Ohio złożyła już dwa pozwy zbiorowe w imieniu rodziców.

Nie tylko P&G ma problem z coraz bardziej widocznymi protestami w sieci. Ostatnio wpadkę zaliczył w Polsce Nikon - zażądał, by internauci usunęli z nazwy forum, na którym wieszali psy na serwisie producenta, człon "Nikon". Efekt? Internauci przenieśli się na "Żółty Serwis Fotograficzny", a o problemach napisał jeden z ogólnopolskich dzienników. Greenpeace zaś, nagłaśniając sprawę na YouTube, Twitterze i w blogach, chce zmusić Nestlé, by przestała kupować indonezyjski olej palmowy od spółki Sinar Mas. Spółka prowadzi wycinkę lasów, pozbawiając pożywienia orangutany.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy