Wywiad z byłym prokuratorem Filipem Dopierałą (zamieściliśmy go we wtorkowej "Gazecie") doprowadził szefów Prokuratury Krajowej do szewskiej pasji. Jeszcze tego samego dnia odebraliśmy telefon. - Nie mieści się nam w głowie, jak nasz były kolega może mówić takie rzeczy. Że prokuratorzy są niedouczeni? Że nie chodzą na swoje sprawy do sądu? Że w ogóle są niepotrzebni? To nieprawda! I natychmiast wyznaczono przedstawiciela, który miał obalić tezy o złej prokuraturze. W tej roli Krzysztof Parchimowicz, p.o. zastępca dyrektora departamentu do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Generalnej
Krzysztof Parchimowicz: Domyślam się, że notowania są niekorzystne.
42 proc. - No tak. Mało.
Bardziej niepopularny są tylko NFZ i ZUS. Jak pan sądzi dlaczego? - Choćby przez to, że nie informujemy społeczeństwa, co to jest prokuratura, czym się zajmujemy, jakie mamy sukcesy.
Chce pan powiedzieć, że brakuje wam PR-u? - Chcę powiedzieć, że prokuratura mogłaby bardziej dbać o swoją twarz, wizerunek.
Może lepiej by zadbała, nie oskarżając takich ludzi jak Roman Kluska. Zamknięty w klatce dwa na dwa metry, uniewinniony po półtora roku. Albo takich jak Lech Jeziorny i Paweł Rey. Dziewięć miesięcy w areszcie bez przesłuchania. Ich zakłady mięsne upadły. Po ośmiu latach śledztwa prokuratura umorzyła sprawę z powodu niestwierdzenia przestępstwa. Itd. - Nie znam tych spraw i nie chcę wypowiadać się na temat poszczególnych przypadków. W system prawa karnego wpisane są również porażki prokuratury. Kilku prawników tak samo wykształconych może różnie ocenić materiał dowodowy, wyciągnąć odmienne wnioski z tego, kto i co powiedział. W orzekaniu jest pewien ładunek metafizyki wynikający z tego, że każdy jest innym człowiekiem, ma inną wrażliwość, inne doświadczenie życiowe. Ważne jest, by odróżniać kontrowersyjną, ale dozwoloną ocenę od braku wiedzy lub staranności.
Kluska, Jeziorny, Rey to wypadki przy pracy? - Oczywiście. Proszę spojrzeć na to tak: skuteczność wykrywania sprawców przestępstw gospodarczych jest bardzo duża - 94 proc. Wyroków uniewinniających w 2009 r. było niewiele ponad 2 proc., czyli dotyczy to 10 tys. osób. Owszem nie jest to mało, ale przy takiej skali...
Wie pan, skąd się biorą takie statystyki? Przedsiębiorcy często nie wytrzymują psychicznie. Wolą się przyznać i zgodzić na wyrok w "zawiasach", niż przez lata chodzić z etykietą podejrzanego - Dobrowolne poddanie się karze jest poddawane ocenie sądu. Jeżeli sąd ma wątpliwości co do winny, może się na taką karę i tryb postępowania nie zgodzić. Każdy podejrzany jest też informowany o swoich prawach. To jego rzecz, jak będzie z nich korzystał.
Ale sam pan wie, że dla sędziego podobnie jak prokuratora najważniejsza jest statystyka. Sędzia zainteresowany jest tym, aby zatrzymany i prokurator się dogadali. Bo wtedy może szybko sprawę zakończyć. Z porozumienia cieszy się też prokurator. Nie musi już ciągnąć śledztwa. Ma czas na inne.
- Nie zgadzam się. Ocena prokuratorów jako ignorantów, którzy nie mają sumienia, jest niesprawiedliwa. Prokuratura nie jest zajadłym przeciwnikiem biznesu. A z każdej błędnej decyzji wyciągamy wnioski.
Prokurator oskarżający Lecha Jeziornego awansował do krakowskiej prokuratury apelacyjnej. Szef prokuratury krakowskiej, która zajmowała się sprawą Romana Kluski, awansuje na prokuratora do Prokuratury Krajowej. - Nie mam podstaw twierdzić, że ci prokuratorzy poza omawianymi sprawami popełnili inne poważne błędy. Nie można na podstawie jednej sprawy stwierdzić, że ktoś jest złym prokuratorem. Tak samo jak na podstawie tylko jednej sprawy nie można ocenić, że ktoś jest dobrym prokuratorem.
Dziś prokuratorzy nie są okresowo oceniani za swoją pracę. Były minister sprawiedliwości prof. Ćwiąkalski mówi wprost: - Prokurator może sześć-siedem lat stawiać niewinnemu człowiekowi bezpodstawne zarzuty i nie ma to żadnego wpływu na jego awans. - Jestem za okresową oceną prokuratorów. Prace nad takimi przepisami trwają.