PZU podzieli się zyskiem po raz pierwszy w historii z rzeszą drobnych inwestorów, którzy pod koniec kwietnia kupili akcje w ofercie publicznej. Zapisało się wówczas ćwierć miliona Polaków. Nie wiadomo, ilu trzyma do tej pory akcje PZU, bo są one notowane na
warszawskiej giełdzie od środy i można je sprzedawać.
Władze PZU zwołały na 10 czerwca walne zgromadzenie akcjonariuszy, które podsumuje 2009 r. i podejmie decyzję o wypłacie dywidendy. Pod koniec zeszłego roku w wyniku ugody resortu skarbu i Eureko wypłacono już akcjonariuszom 12,75 mld zł, a teraz do ich kieszeni ma trafić dodatkowe 942 mln zł. Oznacza to, że na jedną akcję przypadnie po 10,91 zł brutto, czyli przed potrąceniem 19-proc. podatku.
Aby nabyć prawo do dywidendy, trzeba będzie posiadać akcje w planowanym dniu ustalenia tego prawa - 25 sierpnia. Potem można jest sprzedać i zainkasować pieniądze w dniu wypłaty, czyli 9 września. Pieniądze trafią bezpośrednio na rachunki inwestycyjne akcjonariuszy, już po potrąceniu podatku. Nie trzeba się z tego rozliczać PIT-em, bo podatek od dywidendy jest zryczałtowany i nikt nie zwraca nim głowy akcjonariuszowi.
PZU dzieliło się hojnie z akcjonariuszami także w czasie trwającego dekadę konfliktu między skarbem państwa i holenderskim Eureko. Wówczas oprócz tych dwóch głównych właścicieli pieniądze dostawało ponad 19 tysięcy pracowników akcjonariuszy, którzy otrzymali od skarbu państwa 14,9 proc. darmowych akcji spółki. Dotychczas aż sześciokrotnie zainkasowali dywidendę: od 2,35 zł na akcję w 2002 r. do rekordowych 147,65 zł w zeszłym roku. W sumie na akcję wypada po 178,30 zł dywidendy. Teraz dojdzie kolejne 10,91 zł.
Polityka dywidendowa PZU mówi, że co roku może być wypłacane od 25 do 45 proc. czystego zysku.