Cash is king, czyli gotówka jest królem - to jedno z najbardziej znanych powiedzonek używanych przez inwestorów giełdowych. Oni najlepiej wiedzą, jak bolesne i kosztowne może być nieodpowiednie zarządzanie swoimi rezerwami gotówki. Nawet największy rekin giełdowy nigdy nie zablokuje wszystkich swoich pieniędzy, choćby miały dać najwyższy nawet procent. Część pieniędzy kosztem niższych zysków będzie trzymał na nisko oprocentowanych kontach jako polisę ubezpieczeniową od nieprzewidzianych wydarzeń.
Co to ma wspólnego z naszymi domowymi budżetami? Wbrew pozorom dla nas - choć zarządzamy mniejszymi kwotami, a nie milionami dolarów - zasada o gotówce, która jest królem, jest jeszcze ważniejsza niż dla rekinów giełdy. Jeden z moich znajomych, dość dobrze sytuowany finansowo, opowiedział mi niedawno historię, z której wynika, jak łatwo zostać bez grosza przy duszy.
Otóż znajomy, chcąc kupić akcje PZU w ofercie publicznej, przelał wszystkie pieniądze, jakie miał w banku A, do biura maklerskiego. Niestety, popełnił jakiś błąd przy logowaniu się do biura i konto maklerskie zostało zablokowane. Ani nie kupił akcji, ani nie mógł wycofać pieniędzy. Znajomy miał też drugie konto, w banku B, ale akurat dzień wcześniej spłacił ratę kredytu hipotecznego, więc zostały na nim grosze. Z trzeciego konta, w banku C, bank sam pobrał w ramach polecenia zapłaty pieniądze na spłatę karty kredytowej.
Znajomy, na co dzień szastający pieniędzmi na lewo i prawo, został bez gotówki. I jak niepyszny musiał ratować się wypłatą gotówki z... karty kredytowej, płacąc za to kilkadziesiąt złotych prowizji. Na biednego nie trafiło, przynajmniej ma nauczkę. Ale większość z nas nie ma trzech kont bankowych, a limit karty kredytowej i bez nieprzewidzianych inwestycji bywa wykorzystany do cna.
Najgorzej jest wtedy, gdy z powodu nagłej dziury w budżecie trzeba biec do banku albo do pośrednika finansowego po horrendalnie oprocentowany kredyt "chwilówkę". Gdy domowy budżet jest napięty, to odsetki od tego kredytu mogą wepchnąć niejednego z nas w pętlę zadłużenia.
Zasada jest bowiem prosta: im bardziej dramatycznie potrzebujemy gotówki, tym drożej musimy ją pożyczać. Zaciąganie kredytów samo w sobie nie jest oczywiście złe, ale pożyczka może być dużo tańsza, jeśli nie będziemy jej zaciągali, stojąc pod ścianą, ale z wyboru. Dlatego właśnie tak ważne jest utrzymywanie płynności finansowej, czyli rezerwy gotówki na nieprzewidziane, nagłe wydatki. Oto kilka rad.
1. Spisuj wydatki, by nie wpaść w dziurę
Najczęściej płynność finansową tracimy nie tyle z powodu zablokowanego konta lub zgubionej karty, ale z powodu strukturalnej dziury w domowym budżecie. Przez kilka miesięcy można z powodzeniem ten budżet łatać pożyczkami lub ekstra dochodami (np. kiedy szef przyzna premię w pracy), ale prędzej czy później nadejdzie moment prawdy. Jeśli miesięczne wydatki są większe od dochodów, kryzys płynności finansowej jest tylko kwestią czasu.
Aby sprawdzić, czy jesteś nim zagrożony, przez kilka miesięcy spisuj swoje dochody i wydatki. Sprawdź, na co wydajesz pieniądze, czy nie żyjesz ponad stan. Jeśli okaże się, że wydajesz tyle samo lub więcej, niż zarabiasz, weź się do cięcia domowych wydatków. Szczegółowo opisywałem to w pierwszym odcinku cyklu "Edukacja w finansach". Jeśli chcesz uniknąć kryzysu płynności, to staraj się tak skroić domowy budżet, by jego wydatki były o 10-15 proc. niższe od dochodów.
2. Planuj większe wydatki z wyprzedzeniem
Często kładzie nas na łopatki pojedynczy większy wydatek: ubezpieczenie samochodu, mieszkania, wyjazd na wakacje. Jest prosty sposób, by uniknąć szoku związanego z takimi przewidywalnymi, ale bolesnymi wydatkami - planuj je z wyprzedzeniem. Jeśli np. wiesz, że za pięć miesięcy będziesz musiał wysupłać 2 tys. zł na ubezpieczenie samochodu, zawczasu zacznij odkładać na ten cel pieniądze, np. na koncie oszczędnościowym. Nawet jeśli i tak trzeba będzie wydać na tę polisę jednorazowo większą sumę, odłożone zawczasu pieniądze zamortyzują domowy budżet.
3. Miej otwarty debet w koncie
Nie jestem zwolennikiem zadłużania się bez potrzeby, ale uważam, że na wszelki wypadek każdy z nas powinien mieć otwartą w banku linię debetową. Czyli po prostu możliwość zejścia pod kreskę z saldem konta osobistego. Za utrzymywanie takiego limitu bank zażąda 0,5-2 proc. prowizji od jego wartości, więc nie ma sensu ustanawiać zbyt dużego limitu. Ale możliwość zdebetowania konta do jedno- lub dwukrotności comiesięcznych dochodów da wam możliwość większej elastyczności, jeśli chodzi o niespodziewane wydatki. W awaryjnej sytuacji znacznie taniej i szybciej jest "pociągnąć" pieniądze z debetu, niż biec do banku po szybki kredyt gotówkowy.
4. Jeśli możesz, płać kartą kredytową, a nie debetową
Karty kredytowe bywają niebezpiecznym narzędziem w ręku osób niezbyt zorientowanych w istocie ich działania. Ale nie ulega wątpliwości, że używane rozsądnie pomagają w utrzymaniu płynności domowego budżetu. Co to znaczy: rozsądnie? Jeśli masz do wyboru: zapłacić za zakupy kartą debetową (bank natychmiast ściągnie ci pieniądze z konta osobistego) lub wyciągnąć z kieszeni kartę kredytową, bardziej opłaci ci się to drugie. Płacąc kartą kredytową, de facto płacisz pieniędzmi banku. Jeśli oddasz pieniądze niedługo po tym, jak bank prześle ci wyciąg z karty, kredyt w karcie będziesz miał darmowy. W świecie finansów mówi się, że zawsze lepiej jest finansować wydatki cudzym kapitałem niż własnym. Stosuj tę zasadę w domowych finansach. Płać za zakupy kartą kredytową, ale pamiętaj - zawsze oddawaj bankowi pieniądze po tym, jak dostaniesz wyciąg z historią zadłużenia za ostatni miesiąc. Tylko wtedy nie natniesz się na prowizje, opłaty i odsetki od zaciągniętego kredytu. Finansując zakupy kartą kredytową, chronisz własną płynność i masz rezerwę pieniędzy na wypadek nieprzewidzianych wydatków.
5. Inwestując, część pieniędzy trzymaj pod ręką
Jeśli masz jakieś oszczędności i lokujesz je na rynku kapitałowym (a więc masz akcje, obligacje, lokaty strukturyzowane), to pamiętaj, że potencjalny zysk nie może być jedynym kryterium wyboru inwestycji. Zawsze zbadaj też możliwości wycofania się z inwestycji przed terminem i wynikające z tego koszty. Jeśli nie masz pewności, że zdołasz doprowadzić inwestycję do końca, wybierz coś mniej dochodowego na krótszy termin. No i przede wszystkim nigdy nie inwestuj wszystkich pieniędzy w instrumenty finansowe wymagające zablokowania ich na długi czas. Część pieniędzy (od 10 do 30 proc.) trzymaj na kontach lub lokatach, które możesz w każdej chwili zerwać.
Dla "Gazety"
Monika Szlosek, Deutsche Bank PBC
W świecie biznesu cash flow, czyli zdolność do terminowego regulowania krótkoterminowych zobowiązań, to jeden z elementów oceny finansowej przedsiębiorstwa. W życiu prywatnym zarządzanie płynnością to podstawa domowego budżetu. Dlatego, aby nigdy nie zabrakło nam pieniędzy na regulowanie comiesięcznych zobowiązań, warto z wyprzedzeniem planować wydatki.
Banki oferują wiele rozwiązań pomagających zachować płynność finansową. Jeśli deficyt w domowym budżecie jest kwestią chwilowego braku pieniędzy, a spodziewamy się w niedalekiej przyszłości wpływów na konto, możemy skorzystać z kredytu odnawialnego w rachunku, czyli wypłacić z konta więcej pieniędzy, niż na nie wpłaciliśmy, korzystając z linii kredytowej udostępnionej przez bank. W razie krótkotrwałych kłopotów finansowych warto zapłacić kartą kredytową, która dzięki okresowi bezodsetkowemu pozwala na korzystanie z zupełnie nieoprocentowanego kredytu, pod warunkiem że spłacimy ją w terminie, tzn. po 50-60 dniach - w zależności od oferty banku.
Adam Miziołek, mBank
W utrzymaniu płynności finansowej pomocne może być planowanie domowych wydatków. Przeanalizujmy je. Część to te, które są konieczne do poniesienia (np. raty kredytów, bieżące rachunki i pieniądze na utrzymanie), pozostałe to wydatki opcjonalne - a więc takie, które chcemy i możemy ponieść (najchętniej na drobne przyjemności). Jeśli pieniądze trudno nam podzielić w taki sposób, należy przeanalizować codzienne płatności. Może uda się zrezygnować ze zbędnych lub nadmiernych wydatków?
Warto również przygotować się na niezaplanowane wydatki. Dobrze wiedzieć, że w przypadku korzystania z kredytu odnawialnego odsetki naliczane są tylko od rzeczywistego zadłużenia. Jeśli więc nie korzystamy z kredytu, ale utrzymujemy go "na wszelki wypadek", nie musimy się o nie martwić.