Biznes Ludzie Pieniądze

Naturalne uzależnienie

Przemysław Poznański, Tomasz Prusek
17.05.2010 , aktualizacja: 16.05.2010 19:45
A A A Drukuj
Jeśli dojdzie do tego, że odbierze nam się prawo do dalszej współpracy z ZUS, to na pewno nie będzie to zgodne z interesem Zakładu i państwa, na pewno natomiast będzie wysoko ryzykowne
Adam Góral, prezes Asseco
Adam Góral, prezes Asseco
Na parkiecie głośno o rozmowach Asseco z firmą notowaną na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Analitycy pytają, czy to nie będzie zbyt duże ryzyko finansowe. Podziela pan te obawy?

Adam Góral, prezes Asseco: - Wszystko, co robię, każdy mój krok, to jest ryzyko. Ale Polacy muszą się odważać na takie kroki. Może dzięki temu zbudujemy wreszcie jedną czy dwie marki światowe. Każde przejęcie to ryzyko, bo nie ma pewności, że firma, która przez 15 lat radziła sobie świetnie, w szesnastym roku poradzi sobie tak samo dobrze. Nie ma pewności, że menedżer, który wydawał się uczciwy, nagle nie zacznie kraść. Ale gdybym myślał w tych kategoriach, to nie wykonałbym żadnego ruchu. Jaką miałbym perspektywę? Nie możemy ulegać ludziom, którzy widzą tylko bariery.

Prezesi dużych firm z branży zapewniają, że nasza przewaga konkurencyjna nad zagranicznymi firmami IT jest przygniatająca. Także dlatego, że polski informatyk zarabia znacznie mniej niż jego kolega na Zachodzie. Co więc przeszkadza polskim firmom IT w ekspansji na inne rynki?

- Musimy uwierzyć, że Polacy mogą coś w Europie stworzyć, a nie tylko być wykonawcami cudzych pomysłów. Za mało siebie wspieraliśmy i to sprawia, że nie mamy dziś marek światowych. A małe kraje mają takie marki, np. Finowie Nokię. Wszyscy płacimy cenę za niską innowacyjność w Polsce. Musimy przebudować system edukacji. Stale mówimy, że mamy świetnych programistów. To nie jest prawda. Z całym szacunkiem dla zawodu programisty, o sukcesach decydują analitycy, którzy opisują procesy informatyczne. A, niestety, nie wykształciliśmy dobrych analityków. Jeśli ich mamy, to dzięki firmom, dla których pracowali, a nie polskim szkołom, które by ich przygotowały. Przeciętny wykładowca akademicki z informatyki nie miał szansy zrealizować poważnego projektu informatycznego, więc trudno mu przekazać wiedzę mającą znaczenie dla firm.

Czy takie firmy jak Asseco powinny liczyć na lobbing polskich polityków za granicą?

- Asseco pod tym względem nie może narzekać, bo... niczego nie oczekiwało. Przejmowane przez nas europejskie firmy mają w swoich krajach tak długą historię, że nie potrzebują dodatkowego wsparcia. Ale polscy politycy powinni przestać bać się popierania polskich przedsiębiorców. Zagraniczni politycy przyjeżdżają do nas i nie krępują się promować swoich produktów. U nas wciąż pokutuje przekonanie, że kontakt polityka z przedsiębiorcą oznacza tylko kłopoty.

Ile w dzisiejszym Asseco zostało z kontrolowanego przez Ryszarda Krauzego Prokomu? Łączy was jeszcze jakaś pępowina?

- Traktuję Ryszarda Krauzego jak osobę bliską. To, że zachowaliśmy to, co w Prokomie było najlepsze, sprawia, że chyba i on szanuje mnie. Głównie dla niego nie wycofaliśmy się ze sponsorowania koszykówki. Zespoły Prokomu jednak podążyły za moim stylem zarządzania. Nie mówię, że jest on lepszy od stylu pana Krauzego, po prostu jest inny.

Na czym polega różnica?

- W tej skali firmy informatycznej jak obecnie Asseco musiałem mocno delegować odpowiedzialność. Ryszard Krauze mógł mieć władzę w swojej firmie bardziej scentralizowaną. Musiałem wychowanych przez niego ludzi przystosować do myślenia, że na coś się umawiamy, i oczekuję określonego wyniku. Ja w tym procesie jestem tylko doradcą, a nie decydentem.

Klienci, rozmawiając z panem, myślą jeszcze w kategoriach: "Asseco, dawniej Prokom"?

- Mnie myślenie o nas jako o byłym Prokomie nie przeszkadza. To są świetni profesjonaliści, pracuję z nimi do dziś. Wokół Prokomu stworzono jednak wiele krzywdzących mitów, jak np. uzależnienie od siebie ZUS-u.

Czy ZUS nie jest uzależniony od Prokomu?

- Oczywiście, że w sytuacji, gdy dostarcza się firmie oprogramowanie, to niejako uzależnia się ją od siebie. Pół świata zależy od Microsoftu, to nie jest dla nas ohydne, z tym się godzimy. Nasi wrogowie szepczą po rynku: "Mają monopol, mogą zaszantażować, mogą system w ZUS-ie wyłączyć". Jak słyszę takie bzdury, to co mam powiedzieć? My zawsze rozmawiamy, negocjujemy, nigdy nie stawiamy pod ścianą, nie wykorzystujemy zależności.

Żadna inna firma nie jest w stanie przejąć z dnia na dzień administrowania systemem ZUS-u. Przejęcie takiego systemu może potrwać nawet rok. To nie monopol?

- Tak pojmowany "monopol" jest wszędzie. Wynika z faktu produkowania oprogramowania przez konkretną firmę. Jeśli panowie kupicie oprogramowanie niemieckiego SAP-u, to też całkowicie jesteście od tej firmy zależni. Co możecie zrobić? Zmiany sami nie wprowadzicie, musicie o nią prosić. Możecie wyrzucić system i wziąć inny.

To nie nasza wina, że nie ma na świecie drugiego ZUS-u. Bo gdyby był, można by wziąć tamten system i zainstalować go u nas, a wyrzucić system Asseco.

Gdy mówi się, że kontrakt z ZUS-em dużo kosztował, to zapomina się o tym, że płacimy za wiedzę, którą w skali kraju posiada może kilkaset osób. Zapomina się też, że to nie tylko Prokom czy Asseco dostają pieniądze, ale i inni podwykonawcy i dostawcy sprzętu. Stworzyliśmy system we współpracy i dużej zależności od HP czy IBM. Wracając do tematów kosztów. Gdybyśmy porównali miesięczny koszt obsługi jednego rachunku ZUS-owskiego do kosztów utrzymania konta bankowego, to jest on siedmio-, a nawet ośmiokrotnie niższy.

System informatyczny ZUS-u budowano tak, by szybko osiągnąć doraźne cele i wyjść z papierowego zarządzania Zakładem. Jeśli ktoś dziś krytykuje ten sposób informatyzacji, to znaczy, że nie wie, o czym mówi, a jego wiedza o systemie jest żadna. To jest 20 mln obsługiwanych rachunków, na których trwa nieustanny ruch. W Polsce nie ma drugiej instytucji, z bankami włącznie, gdzie dokonywano by takiej liczby transakcji. Gdyby jakaś inna firma przejęła od nas administrowanie systemem informatycznym któregoś z banków, to też potrzebowałaby lat, żeby się wdrożyć. W przypadku systemów budowanych na potrzeby państwa ta zależność od firmy informatycznej jest jeszcze większa, bo to są rozwiązania indywidualne.

To, co się dzieje między nami a ZUS-em, jest czymś naturalnym w świecie informatyki. Można oczywiście się podjąć szalonego projektu budowania systemu od nowa. To ryzyko, którego efektów nie da się oszacować, a oznacza na pewno ogromne wydatki. Zbudowaliśmy zespół ludzi, którzy wdrażali się dziesięć lat. Mówienie, że ktoś to samo zrobi w dwa lata, jest nieodpowiedzialne i świadczy o braku pojęcia o skali i złożoności realizowanego w ZUS-ie projektu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów