55-letni prezes i współwłaściciel Asseco Poland, największej spółki informatycznej notowanej na warszawskiej giełdzie, wartej ponad 4 mld zł. Należy do niego 10,4 proc. akcji, których giełdowa wycena sięga blisko pół miliarda złotych. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie, kierunek informatyka, doktor nauk ekonomicznych. Ma żonę i córkę.
- Jestem majętnym człowiekiem od lat. Te pieniądze dają mojej rodzinie poczucie bezpieczeństwa, ale nie marzy ona o jachtach, samolotach, cudach. Nikt nie wywiera na mnie presji, by wydawać codziennie milion złotych - mówi prezes Góral.
Według rankingu "TOP100 European Software Vendors" pod względem przychodów Asseco jest piątym producentem oprogramowania w Europie. Asseco powstało z połączenia kilku znanych firm informatycznych: Softbanku, Prokomu Software, Compu Rzeszów i ABG. Jej spółki zależne działają m.in. na Bałkanach, w Hiszpanii, Niemczech, Czechach i na Słowacji. Zatrudnia 8,5 tys. pracowników, z czego 5 tys. w Polsce. Zanim Góral trafił do Asseco, szefował w Rzeszowie informatycznej spółce Comp, którą w 2004 r. wprowadził na warszawską giełdę. Jak wszedł w buty prezesa wielkiego Asseco?
- To wszystko działo się bardzo szybko, wymagało ciężkiej pracy, ale i wiele było przypadku. Zadawałem sobie tylko jedno pytanie - czy dalej iść tą drogą, czy się wycofać. Jestem menedżerem samoukiem. Dużo dał mi pobyt w USA i zaangażowanie w projekt budowy Instytutów Przedsiębiorczości w Polsce. Miałem też przygotowanie dzięki wieloletniej pracy na uczelni - mówi. Jest wielkim fanem siatkówki i futbolu. Lubi chodzić na mecze piłkarskie, najczęściej podczas pobytów za granicą.