I kwartał tego roku pokazał, że pogoda może wpłynąć na wyniki finansowe PZU. W tym okresie spółka wypadła bowiem marnie. Owszem, z jednej strony była to kwestia niskiej rentowności ubezpieczeń komunikacyjnych. Z drugiej strony PZU musiało wypłacić sporo odszkodowań za straty spowodowane przez zimę. To jednak było mniej spektakularne od tego, co może się wydarzyć teraz.
Dlaczego huragan "Katrina" zyskał taką czarną sławę? Bynajmniej nie dlatego, że był największy. "Katrina" uderzyła po prostu w duże skupisko majątku, co spowodowało ogromne zniszczenia. Dlatego wśród głównych czynników, które przełożą się na ewentualne straty ubezpieczeniowe (czyli de facto wypłaty odszkodowań), jest nie tylko skala powodzi, ale też miejsce, w które woda uderzy. Trzy newralgiczne dla PZU miejsca to:
1. Pojedyncze gospodarstwa. PZU ma na tym obszarze większy udział niż konkurencja.
2. Duże i średnie firmy. W tym przypadku, nawet jeśli ubezpieczyciel będzie musiał wypłacić tylko pojedyncze odszkodowania, będą one bardzo wysokie, od kilkudziesięciu milionów złotych w górę (choć cały czas trzeba pamiętać o tym, że wszystko zależy od skali powodzi).
W przypadku przedsiębiorstw musimy również pamiętać o wypłatach za przestój w działalności firm, które mogą być bardzo wysokie. Powódź trwa tydzień, dwa tygodnie, ale jeśli w jej wyniku zalana zostanie np.
maszyna, to jej naprawa może potrwać nawet sześć miesięcy.
3. Duże osiedla lub miasta, gdzie skoncentrowana jest spora wartość majątku na małym obszarze. Z punktu widzenia ubezpieczyciela powódź w takim miejscu jest bardzo niebezpieczna, bo w jednym momencie woda niszczy duży majątek.
Dlatego część ubezpieczycieli już teraz aktywnie stara się pomóc w zabezpieczeniu mienia swoich klientów. Czasem nawet radzą, czego bronić przede wszystkim, a co można zostawić. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nas ma obowiązek ratowania swojego mienia.
Notował: mib