Minister Jacek Rostowski jest na spotkaniu unijnych ministrów finansów w Brukseli. Dyskutują, jak reformować finanse publiczne państw
strefy euro i jak ratować samą walutę, która w poniedziałek była najsłabsza do dolara od czterech lat.
Pytany o doprecyzowanie stanowiska rządu w sprawie członkostwa w
strefie euro stwierdził: - 2014 jest możliwy, 2015 jest realistyczny, ale może być i 2016.
W tym samym tonie wypowiadał się jego zastępca Dominik Radziwiłł podczas debaty w Polskiej Radzie Biznesu na temat tego, czy w obecnych warunkach należałoby opóźnić przyjęcie euro.
Przedsiębiorcy zrzeszeni w radzie uważają, że nie. Aż 84,2 proc. pytanych uznało, że do strefy euro należałoby wejść jak najszybciej, nie czekając na większe zrównanie naszej gospodarki z zachodnią. Niemal 90 proc. przyznało, że w imię przyjęcia wspólnej waluty przełknęłoby przejściowy spadek dynamiki
PKB wywołany bardziej restrykcyjną
polityką fiskalną (cięcie wydatków, podwyżka podatków) i monetarną (wyższe stopy, droższy dostęp do kredytów).
Pytani o datę przyjęcia euro przedsiębiorcy wskazywali na okres od 2014 do 2018 r. Kurs wymiany miałby wynieść 3,5-4,2 zł za euro. - To znak, że biznes bardzo przywiązuje się do bieżącej wartości złotego. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile wyniesie kurs równowagi w 2018 r. - komentuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
- Część ludzi w Polsce myśli o euro w kategorii nobilitacji, znalezienia się po "lepszej" stronie, niezależnie od kosztów. To tak jak kiedyś wszyscy chcieli mieć meble na wysoki połysk - stwierdził Ryszard Bugaj, który doradzał prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i prezesowi NBP Sławomirowi Skrzypkowi.
Jego zdaniem w obecnej sytuacji należałoby dać sobie więcej czasu do namysłu.
- Kłopoty Grecji wyniknęły z przyjęcia euro w sytuacji, gdy nie była na to przygotowana - powiedział Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla wtorkowej "Rzeczpospolitej".
Zdaniem Dariusza Filara, byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, termin 2014 oznacza, że należałoby bardzo szybko obniżyć
deficyt budżetowy. Według planu konwergencji będzie on mniejszy od 3 proc. PKB w 2012 lub 2013 roku. - Powinniśmy jak najszybciej zmienić ustawę o NBP i konstytucję tak, aby być gotowym na euro. Koszt tego byłby niewielki, a już pokazywałby inwestorom i Europie, że nie ma u nas sporu politycznego o euro - stwierdził.