Biznes Ludzie Pieniądze

Merkel obiecuje pomoc Grecji i straszy rozpadem strefy euro

Bartosz Wieliński
19.05.2010 , aktualizacja: 20.05.2010 11:39
A A A Drukuj
- Jeśli upadnie euro, upadnie Europa - przestrzegała wczoraj w Bundestagu kanclerz Angela Merkel
Kanclerz Niemiec Angela Merkel
Fot. AP
Kanclerz Niemiec Angela Merkel
To pierwsze wystąpienie niemieckiej kanclerz przed parlamentem, odkąd Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy uruchomiły wartą 110 mld euro pomoc dla bankrutującej Grecji.

Pojutrze Bundestag ma zatwierdzić niemiecki udział w akcji ratowania Aten, na co Berlin w ciągu trzech lat ma przeznaczyć prawie 20 mld euro. - To największy kryzys w historii zjednoczonej Europy. Przetrwamy go i wyjdziemy z niego silniejsi - zapewniała Merkel.

Przestrzegała jednak, że Europa potrzebuje mocniejszej kontroli nad rynkami finansowymi. Opowiedziała się też za opodatkowaniem w całej Europie transakcji finansowych, który płaciłyby banki. - Chodzi tu o kwestię sprawiedliwego obciążania kosztami kryzysu. Ludzie mają prawo się tego domagać - mówiła Merkel.

Proponowany przez Merkel podatek ma uspokoić jej wyborców. Gdy kilka tygodni temu po długim wahaniu zgodziła się na pomoc dla Greków, Niemcy zareagowały z wściekłością. Społeczeństwo uznało, że Grecy sami doprowadzili swój kraj do upadku i nie powinni dostawać pomocy z niemieckich podatków. Tym bardziej że Niemcy sami zmagają się z recesją. Tymczasem podatek zapłacą banki. Większość Niemców ich nienawidzi za gigantyczne pensje dla zarządów i obwiniania, że doprowadziły do kryzysu.



Merkel zresztą przyznała rację rodakom, którzy krytykują Greków. - Zbyt wiele słabych krajów strefy Euro żyje ponad stan. Ale my Niemcy od 40 lat też robiliśmy długi - mówiła.

O ile niemiecki pomysł na opodatkowanie transakcji Europie się spodobał, bo zapewni zastrzyk gotówki, to inny wprowadzony przez niemiecki nadzór finansowy zakaz tzw. krótkiej sprzedaży bez pokrycia skrytykowały, bo Niemcy wprowadzili go bez uzgodnień. Zakaz dotyczy obligacji w euro i akcji dziesięciu wielkich niemieckich instytucji finansowych. Rynek na całym kontynencie na regulację zareagował negatywnie. Euro osiągnęło nowe czteroletnie minimum względem dolara - 1,2143 dol. Od południa euro zaczęło jednak zyskiwać. Przyczyniła się do tego seria pogłosek - najpierw, że Europejski Bank Centralny będzie interweniował na rynku, potem - że Grecja może opuścić Unię Europejską. Około godziny 17 wspólna waluta kosztowała 1,234 dol.

Złe nastroje na rynku nie przysłużyły się złotemu. W środę stracił ponad 2 proc., euro pod koniec sesji kosztowało 4,11 zł. W stosunku do amerykańskiej waluty złoty również osłabł. Cena dolara oscylowała w przedziale 3,29-3,37 zł.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów