W Polsce toczy się ożywiona dyskusja na temat architektury i zasad funkcjonowania systemu emerytalnego, tak by zwiększyć pulę pieniędzy gromadzonych przez przyszłych emerytów. Szczególnie dużo uwagi poświęcano zmianom w funkcjonowaniu II filaru, czyli otwartych funduszy emerytalnych. Włączając się do dyskusji, chciałbym zaproponować dwie zmiany, które mogą przyczynić się do wzrostu oszczędności emerytalnych.
Reforma emerytalna została przygotowana w Polsce przed 1 stycznia 1999 r., gdy rynek finansowy był bardzo niedojrzały. Możliwości powierzenia zarządzania środkami
OFE działającym instytucjom rynkowym były w związku z tym ograniczone. Dlatego -argumentowano - trzeba było powołać wyspecjalizowane instytucje. Obecnie sytuacja jest inna. Na polskim rynku funkcjonuje wiele instytucji finansowych, które mogłyby podjąć się zarządzania aktywami funduszy emerytalnych. Barierę stanowią jednak przepisy regulujące działanie systemu emerytalnego, które od końca lat 90. nie uległy zmianie i nadal gwarantują PTE monopol na zarządzanie oszczędnościami, którymi będziemy finansować życie na emeryturze. Istnieje wiele argumentów przemawiających za zniesieniem tego ograniczenia.
Doświadczenia krajów Europy Zachodniej wskazują, że obligatoryjne części systemów emerytalnych mogą z powodzeniem funkcjonować w oparciu o istniejące instytucje rynkowe. Przykładowo w Szwecji oraz we Włoszech produkty emerytalne II filaru, który ma obowiązkowy charakter, są oferowane przez podmioty rynkowe.
Na rynku działa wiele towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI), które specjalizują się w tworzeniu funduszy i zarządzaniu ich aktywami. Biorąc pod uwagę, że OFE jest również szczególnym typem
funduszu inwestycyjnego, widać, iż zadania i kompetencje TFI i PTE są w zasadzie tożsame.
Podstawowe różnice pomiędzy tymi instytucjami są następstwem odmiennych przepisów prawnych dotyczących ich funkcjonowania. Działalność PTE, jako prywatnych instytucji zarządzających środkami publicznymi jest ściśle uregulowana ustawowo. Przepisy te są bardziej rygorystyczne niż w przypadku TFI, przykładowo PTE nie może powierzać na zewnątrz usług zarządczych i ma inne wymogi kapitałowe. Jednakże te same ograniczenia można by nałożyć na TFI ubiegające się o dopuszczenie do II filaru. Takie rozwiązanie ułatwiłoby to, że podmiotem regulującym zarówno TFI, jak i PTE jest Komisja Nadzoru Finansowego (KNF).
Jednym z najistotniejszych następstw obowiązujących przepisów jest uprzywilejowana, oligopolistyczna pozycja PTE. Dodatkowo obowiązkowy charakter OFE gwarantuje tym instytucjom stałe źródło przychodów pochodzących przede wszystkim z prowizji od składek i - w mniejszym stopniu - z opłat za zarządzanie. W konsekwencji PTE w zasadzie nie konkurują między sobą wysokością pobieranych prowizji. Zabieganie o klienta ogranicza się w ich przypadku do szeroko krytykowanej akwizycji. Likwidacja barier prawnych zwiększyłaby konkurencję między podmiotami zarządzającymi środkami OFE. Na rynek zostałyby dopuszczone podmioty, które z powodzeniem funkcjonują w konkurencyjnym środowisku. Z dużym prawdopodobieństwem doprowadziłoby to do obniżenia pobieranych opłat w sposób rynkowy, a nie administracyjny. W 2008 roku przychody z opłat za zarządzanie stanowiły 1,19 proc. aktywów pod zarządem TFI. Wprawdzie przychody z tego źródła były w przypadku PTE istotnie niższe (0,42 proc. aktywów), jednak po uwzględnieniu prowizji od składek przychody PTE osiągnęły 1,38 proc. zgromadzonych środków. Należy także dodać, że aktywa zgromadzone przez OFE są obecnie mniej więcej dwa razy większe od aktywów zgromadzonych przez TFI, a stabilność wpłat i faktyczny brak (a w następnym okresie pełna przewidywalność) wypłat środków z systemu powodują, że zarządzanie środkami OFE powinno być znacznie prostsze i tańsze. A nie jest.
Otwarcie II filaru na rynkowe instytucje finansowe mogłoby pozwolić na wygenerowanie oszczędności poprzez integrację działalności PTE i TFI. Uwzględniając bardzo zbliżoną strukturę ich działalności, przejęcie przez TFI zarządzania funduszami emerytalnymi wiązałoby się z ponoszeniem przez nie niewielkich, marginalnych kosztów. Natomiast znikłyby koszty związane z funkcjonowaniem odrębnej instytucji, PTE. Biorąc pod uwagę strukturę właścicielską działających na polskim rynku PTE i TFI, taki scenariusz jest jak najbardziej realny. Osiem z 14 PTE, które łącznie zarządzają blisko 81proc. aktywów emerytalnych, jest własnością akcjonariuszy bądź grup finansowych, które posiadają również TFI. Właściciele pozostałych sześciu towarzystw emerytalnych prowadzą natomiast działalność na rynku ubezpieczeń na życie, co również stwarza możliwość przejęcia zadań PTE.
Szacunkowa zdyskontowana wartość skumulowanych oszczędności z okresu 30 lat (tyle ile przeciętnie gromadzimy środki na emeryturę) wyniosłaby ok. 15 mld zł. Kwota ta zrekompensowałaby instytucjom zarządzającym całkowite wyeliminowanie prowizji od wpłacanych składek.
Na podstawie obserwacji funkcjonowania III filaru w Polsce można wnioskować, że większość osób postawionych przed wyborem podmiotu zarządzającego oszczędnościami emerytalnymi wybiera instytucje rynkowe. Zależność tę można zaobserwować na przykładzie PPE. O środki emerytalne konkurują tutaj instytucje wyspecjalizowane - pracownicze towarzystwa emerytalne, oraz profesjonalni i licencjonowani zarządcy aktywów. TFI wraz z firmami ubezpieczeń na życie dominują na rynku, zarządzając blisko 70 proc. aktywów zgromadzonych przez PPE. Liczba osób uczestniczących w programach, które powierzyły swoje środki tym podmiotom, jest niemalże 4,5-krotnie wyższa niż w przypadku PTE.
Autor jest prezesem zarządu PKO TFI oraz adiunktem w SGH. Artykuł prezentuje poglądy autora, a nie instytucji, z którymi jest związany.