Wobec ogromnych nacisków Mark Zuckerberg postanowił dać opinii publicznej odpowiedź. "Popełniliśmy szereg błędów" - napisał do popularnego w
USA blogera
Robertowi Scoble'owi. "Przygotowujemy się do debaty na temat zmian w ustawieniach prywatności" - pisał Zuckerberg. Dodał, że zmiany te mają być wprowadzone w tym tygodniu.
Nie wiadomo jednak dokładnie, o co chodzi. W
Washington Post Zuckerberg dał do zrozumienia, że chodzi najpewniej o uproszczenie interfejsu do zarządzania danymi.
"Najważniejszy przekaz, jaki otrzymaliśmy [od użytkowników], był taki, że ludzie chcą prostszego narzędzia do kontrolowania własnych informacji. Mówiąc najprościej, wielu z was uznało, że opcje kontroli są zbyt rozbudowane. Naszą intencją było dać wam dużo drobnych możliwości zmiany ustawień (...). To był chybiony pomysł" - pisał szef Facebooka.
Faktycznie system ochrony prywatności mógł przyprawiać o zawrót głowy - jak obliczył
PCWorld, jest tam 170 opcji do wyboru, przez co trudno jest dobrze zarządzać swoją prywatnością. Zdarzają się też poważniejsze wpadki:
Wall Street Journal podał w piątek informację o tym, że serwis wysyła firmom reklamowym prywatne dane użytkowników (m.in. numer ID i nazwisko). Firmy reklamowe dzięki temu mogłyby przygotowywać bardziej spersonalizowane reklamy, a Facebook mógłby na tym zarobić.
Biuro prasowe serwisu twierdzi jednak, że był to błąd, który po pierwsze, już został naprawiony, a po drugie, nikt w zespole Facebooka nie był go świadomy.
Niezadowolenie jednak rośnie. Według badań firmy Sophos przeprowadzonych na grupie 1588 użytkowników Facebooka trzy czwarte z nich poważnie rozważa dezaktywację swojego profilu ze względu na złą politykę prywatności. Powstała nawet
strona, na której każdy może złożyć deklarację, że z dniem 31 maja (Dzień Wyjścia z Facebooka - Quitfacebookday) odejdzie z serwisu. Zapisało się tam już 14 tys. osób.
Słabą politykę prywatności krytykują też politycy, m.in. Unii Europejskiej i senatorowie amerykańskiego Kongresu, a także pozarządowe organizacje broniące praw obywatelskich.