Biznes Ludzie Pieniądze

Prywatyzacja mocno polityczna

Konrad Niklewicz
24.05.2010 , aktualizacja: 24.05.2010 21:06
A A A Drukuj
Debiut giełdowy Tauronu wypadnie najpewniej między I i II turą wyborów prezydenckich. To przypadek. Ale Platforma może wykorzystać go do swoich celów. Choć ta gra będzie obarczona sporym ryzykiem
Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz


250 tysięcy. Aż tyle osób zapisało się na akcje PZU. Z tego aż 140 tysięcy było giełdowymi nowicjuszami, którzy po raz pierwszy zakładali rachunek maklerski - właśnie po to, by nabyć akcje PZU.

Jak na tym wyszli? Jeśli sprzedali akcje ubezpieczyciela na pierwszej sesji, mogli zarobić nawet 1,2 tys. zł. Żadna lokata bankowa, żaden fundusz inwestycyjny takiego zarobku po trzech tygodniach nie oferują.

Ci, którzy zatrzymali akcje, też nie mają powodów do narzekań. Wciąż są na plusie, a w perspektywie mają niemałą dywidendę. Jakby nie patrzeć, debiut PZU będą wspominać miło. Podobnie jak kiedyś wejście na giełdę banku PKO BP. Jaki wniosek wyciągną? Że prywatyzowanie jest korzystne. Dziesiątki tysięcy zadowolonych akcjonariuszy - to musi mieć swoje konsekwencje polityczne. Korzystne dla Platformy.

Teraz rząd gra na powtórkę. Tydzień temu minister skarbu Aleksander Grad ogłosił, że w ofercie publicznej sprzeda akcje Tauronu - drugiego co do wielkości producenta i dystrybutora prądu w Polsce. Ile? 53 proc. Początkowo miało być ich mniej, ale sukces PZU ośmielił zarząd energetycznego koncernu.

Co czwarta oferowana w debiucie akcja Tauronu ma przypaść inwestorowi indywidualnemu. I znów - jak było z PZU - zasady sprzedaży akcji będą takie, by ryzyko ograniczyć do minimum. Każdy chętny będzie mógł kupować akcje tylko do określonego limitu (ok. 10 tys. zł) - co zmniejszy ryzyko tzw. redukcji, czyli ograniczania przydziału akcji, gdy popyt mocno przewyższa podaż. A skoro tak, nie trzeba będzie tracić pieniędzy na tzw. lewary - kredyty zaciągane na zakup większej liczby akcji.

Ilu indywidualnych inwestorów będzie mogło kupić akcje Tauronu? Wstępne szacunki mówią o 150 tys. osób. Z kalendarza wynika, że debiut Tauronu nastąpi w ostatnich dniach czerwca - prawdopodobnie pomiędzy pierwszą (20 czerwca) a drugą (4 lipca) turą wyborów prezydenckich. Ale harmonogram prywatyzacyjny był ustalony dużo wcześniej, gdy nikt nie przypuszczał, że będziemy wybierać prezydenta już w czerwcu.

Taka gra jest jednak obarczona sporym ryzykiem. Nikt nie może wykluczyć, że atmosfera na rynku będzie sprzyjająca. Równie dobrze w dniu debiutu giełda może lecieć w dół z powodu kolejnej odsłony kryzysu finansowego, jaki od tygodni trawi Europę. Ostatnio przekonaliśmy się, jak podatna jest GPW na zawirowania w strefie euro, na które Polska nie ma żadnego wpływu.

W takiej sytuacji inwestorzy indywidualni nie mieliby powodów do radości. Musieliby zaciskać zęby i wierzyć w to, że bessa za chwilę przeminie.

Taki scenariusz rządu nie odtraszy. Tauron jest atrakcyjną spółką, a jej wycena będzie robiona tak, by oddać godziwą wartość spółki, ale też dać szanse na "przebitkę" w dniu debiutu. To zwiększa szanse Grada.

I jeśli wejście Tauronu na giełdę okaże się sukcesem (a pewnie tak będzie), kolejne dziesiątki tysięcy inwestorów będzie miało kolejny powód do zadowolenia. Rzecz bezcenna w ostatnich dniach kampanii wyborczej.

Jest też inny polityczny argument, który każe rządowi prywatyzować Tauron już teraz, a nie np. za rok. W 2010 r. dochody z prywatyzacji mają być kluczowym wsparciem dla ministra finansów. Zaplanowane na 25 mld zł, o tyle zmniejszą potrzeby pożyczkowe Polski. Choć giełdowy debiut PZU był największym tegorocznym w Europie - przyniósł tylko 1,5 mld zł dochodu netto (bo większość sprzedanych akcji pochodziła w portfela Eureko). Wykonanie planów prywatyzacyjnych zależy od powodzenia trzech kolejnych transakcji sprzedaży: Tauronu, koncernu energetycznego Enea i warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Zwłaszcza od tej pierwszej, mogącej przynieść skarbowi ponad 6 mld zł.

Byłoby jednak szczytem hipokryzji czynić rządowi PO-PSL zarzut, że na początku maja sprzedała na giełdzie akcje PZU, by teraz w ten sam sposób postąpić z Tauronem. Rząd PO-PSL od dwóch lat stara się prywatyzować, narażając na krytykę opozycji krzyczącej o "wyprzedaży sreber rodowych". Platforma prywatyzuje, bo obiecała to swoim wyborcom, bo prywatyzacja jest jedną z podstaw jej politycznego programu, partyjnej doktryny (i nic w tym złego, bo partie po to są, by mieć doktryny). Podobnie jak większość ekonomistów tak i politycy Platformy wierzą, że prywatny właściciel będzie dla firm lepszy niż państwowy. Po co zresztą państwo ma być właścicielem setek przedsiębiorstw, łącznie z warsztatami samochodowymi, wytwórnią sieci rybackich i fabryką drutu?

Rząd PO-PSL starał się prywatyzować, choć w czasie ogólnoświatowego kryzysu nie było to łatwe. Z ministerialnych statystyk można wyczytać, że na każde sto prób sprzedaży ponad 40 kończy się porażką. Szczególnie bolesną lekcją były stocznie - okazało się, że, absolutnie nikt nie był zainteresowany ich zakupem w 2009 r.

Teraz, gdy tragiczny zbieg okoliczności sprawił, że giełdowe debiuty atrakcyjnych spółek (PZU i Tauronu) pokryły się z wyborczą kampanią, Platforma ma prawo próbować zgarnąć polityczną premię.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy