Ograniczenie kompetencji krajowych nadzorów bankowych na rzecz unijnej centrali może utrudnić przeciwdziałanie kolejnym kryzysom finansowym - ostrzega KNF w raporcie poświęconym sytuacji w polskiej branży bankowej, do którego dotarła "Gazeta".
Pokryzysowa analiza Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), do której dotarła "Gazeta", pojawi się na stronach internetowych nadzoru najpewniej dopiero dziś. W liczącym ponad sto stron raporcie KNF oceniła wpływ kryzysu na polską branżę bankową. Przyjrzała się też działaniom poszczególnych organów państwa w obliczu zawieruchy.
Wnioski? Zdaniem KNF polskie instytucje finansowe przeszły przez kryzys suchą stopą m.in. ze względu na swoją autonomię w stosunku do spółek-matek i ostrożność w podejmowaniu ryzyka. Korzystną rolę odegrało też zapewnienie przez nadzór płynności sektorowi bankowemu i ubezpieczeniowemu oraz wzmocnienie ich kapitałów. Tu KNF ma na myśli głównie własne działania zapobiegające transferowaniu zysków z polskich banków do mających kłopoty finansowe spółek-matek oraz nakłanianie polskich banków do niewypłacania dywidendy dla akcjonariuszy.
"W czasie kryzysu krajowy system finansowy nadal pozyskiwał finansowanie od zagranicznych instytucji finansowych" - pisze nadzór. KNF docenia też działania rządu i Ministerstwa Finansów - podniesienie gwarancji dla depozytów i program gwarancji kredytowych - oraz rolę powołanego w czasie kryzysu Komitetu Stabilności Finansowej.
Według KNF dzięki tym działaniom nadzoru stosunkowo niewielkim zainteresowaniem banków cieszył się pakiet rozwiązań przygotowany przez NBP (np. operacje repo, swapy walutowe, kredyt lombardowy). "Skuteczność działań zmierzających do zabezpieczenia wsparcia płynnościowego dla polskich banków okazała się kluczowa. W związku z tym skala popytu na instrumenty oferowane bankom przez NBP była niewielka" - czytamy w raporcie.
KNF zauważa w raporcie, że gdyby forma prawna polskich banków była inna - np. większość z nich była tylko oddziałami banków zagranicznych - wówczas nadzór miałby dużo mniej instrumentów do dyspozycji. "Niewielki udział oddziałów zagranicznych instytucji kredytowych w Polsce pozwolił na lepsze monitorowanie rynku i szybszą reakcję w razie zagrożeń" - pisze KNF.
O ile Najwyższa Izba Kontroli w raporcie ujawnionym przez "Gazetę" w zeszłym tygodniu obarcza KNF odpowiedzialnością za sprawę
opcji walutowych, które bankowcy wciskali firmom bez opamiętania, o tyle w raporcie KNF ten wątek jest marginalizowany.
"W trakcie kryzysu pojawiły się też kwestie, które były wyolbrzymiane przez uczestników rynku. W Polsce taką kwestią były
opcje walutowe, choć rozmiar niezabezpieczonych pozycji o charakterze spekulacyjnym, lub zabezpieczonych tylko częściowo, był niewielki" - pisze KNF. I szacuje je na 15 proc. wszystkich sprzedanych firmom opcji.
A zalecenia na przyszłość? KNF pisze, że warto byłoby rozważyć np. nałożenie obowiązku odprowadzania dodatkowej składki na
Bankowy Fundusz Gwarancyjny przez banki działające w Polsce w formie oddziałów zagranicznych instytucji kredytowych (obecnie tak działa u nas grecki
Polbank). Chodzi o zapewnienie wypłat polskim klientom na wypadek, gdyby niewypłacalna okazała się instytucja gwarantująca depozyty w macierzystym kraju danego banku.
KNF chce też wprowadzenia zachęt podatkowych, które spowodowałyby, że polskie banki zainteresowałyby się pozyskiwaniem pieniędzy z emisji długoterminowych obligacji. W raporcie czytamy też, że w związku z reformą nadzoru finansowego w UE należy zadbać o zachowanie przez nadzory krajowe uprawnień do decydowania o minimalnym poziomie kapitału, który muszą mieć banki działające na terenie danego kraju. "Utrata tej kompetencji utrudni przeciwdziałanie podobnym kryzysom w przyszłości" - alarmuje KNF.