Ustanowiony w 1997 r. pakt stabilności i wzrostu wskazuje, że dla stabilności wspólnej waluty kraje strefy euro powinny utrzymywać w ryzach swoje finanse publiczne: deficyt budżetowy powinien pozostawać na poziomie poniżej 3 proc. PKB, a dług publiczny - poniżej 60 proc. PKB. Jednak jak pokazuje analiza Bloomberga, państwa nagminnie łamią te ustalenia - w sumie w czasie 11-letniego trwania strefy euro państwa wchodzące w jej skład łamały jedną lub dwie najważniejsze fiskalne regulacje przez 57 proc. swojego czasu spędzonego w strefie euro.
Spośród państw, które są w strefie euro od momentu jej utworzenia, najgorzej wygląda sytuacji w Belgii i we Włoszech, które przekraczały jeden z dwóch celów w każdym roku swojej bytności w eurolandzie. Podobnie sytuacja była w Grecji, która nie potrafiła dostosować się do wymogów redukcji długu i deficytu od dziewięciu lat, czyli od momentu, kiedy przyjęła euro. Z zestawienia Bloomberga wynika, że tylko
Finlandia i Luksemburg były w stanie każdego roku spełniać fiskalne reguły strefy euro.
- Kraje strefy euro przez lata zbyt luźno traktowały ustalenia traktatu z Maastricht dotyczącego limitów zadłużenia i teraz muszą za to zapłacić - komentuje Kenneth Rogoff, profesor z uniwersytetu Harvarda, były główny ekonomista MFW.
Sytuacja strefy euro się pogarsza. Według prognoz Komisji Europejskiej wszystkie kraje strefy euro będą miały w tym roku problemy z nadmiernym deficytem - najwyższy ma być w Irlandii (14,7 proc. PKB), Grecji (12,2 proc.) i Hiszpanii (10,1 proc.), a najmniejszy w Finlandii (4,5 proc.), na Malcie (4,4 proc.) i w Luksemburgu (4,2 proc.).
Równie źle wygląda sytuacja z prognozowanym na ten rok poziomem długu publicznego. KE prognozuje, że limit 60 proc. przekroczy w 2010 r. 11 z 16 członków strefy euro. Największy dług mają mieć na koniec roku
Grecja (124,9 proc. PKB), Włochy (116,7 proc.) i
Belgia (101,2 proc.), a poniżej progu 60 proc. znajdą się:
Cypr, Finlandia,
Słowenia, Słowacja i Luksemburg.