W styczniu 2009 r. irlandzka organizacja zrzeszająca wydawców muzyki (Irish Recorded Music Association, IRMA) podpisała z największym na tamtejszym rynku operatorem internetowym - firmą Eircom - pozasądową ugodę, na mocy której telekom miał odcinać piratów od sieci. Internauci mieli być identyfikowani na podstawie numeru IP.
Ugoda weszłaby zapewne w życie jeszcze w zeszłym roku, ale tamtejszy komisarz ds. ochrony danych (odpowiednik polskiego GIODO) podał ugodę do sądu. Regulator uznał, że numer IP to prywatne dane i nie mogą być one wykorzystywane do takich celów bez zgody właściciela. Sprawa trafiła na wokandę. 16 kwietnia sąd najwyższy w Dublinie wydał wyrok. Eircom i IRMA dostały zielone światło. Od poniedziałku Irlandczycy naruszający prawa autorskie w internecie mogą spodziewać się odcięcia od sieci.
Na jakiej zasadzie ma się to odbywać? Najpierw IRMA dostarczy operatorowi adresy IP internautów podejrzanych o piractwo. Ustalaniem adresów ma się zajmować firma Dtecnet. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób badanie będzie przeprowadzane. Zarówno IRMA, jak i Eircom zapewniają jedynie, że odcięciem od sieci zagrożeni są jedynie ci, którzy udostępniają dane, a nie ci, którzy je pobierają, natomiast informacje o ruchu poszczególnych internautów (np. o tym, jakie strony odwiedzają) nie będą nikomu udostępnione.
Następnie Eircom wyśle klientom trzy ostrzeżenia. Pierwsze będzie telefoniczne, dwa pozostałe listowne lub mailem. Jeśli upomnienia nie dadzą efektu, abonent zostanie odcięty na siedem dni. Czwarte upomnienie poskutkuje odcięciem od sieci na rok.
Początkowo IRMA będzie dostarczać operatorowi 50 adresów dziennie. Nie dlatego bynajmniej, że ma tak mało podejrzanych, ale dlatego, że Eircom we wstępnej fazie wdrażania schematu "trzech uderzeń" nie jest w stanie zająć się większą liczbą zgłoszeń. Wydawcy zapewniają, że mogą dostarczać tysiące adresów tygodniowo.
Według Dicka Doyle'a, dyrektora generalnego IRMA, 80 proc. internautów zrezygnuje z udostępniania plików, zanim dojdzie do trzeciego ostrzeżenia. - Chcemy tylko zachęcić ludzi do tego, żeby wrócili do legalnych sposobów pozyskiwania muzyki z sieci - powiedział Doyle.
Na razie wyrok dotyczy tylko jednej firmy, która jest największym dostawcą internetu w Irlandii. Eircom zajmuje 40 proc. tamtejszego rynku i ma 750 tys. klientów. IRMA zapowiada jednak, że to dopiero początek. Jeszcze w tym tygodniu organizacja chce pozwać do sądu firmę UPC, która nie ma zamiaru wprowadzać tego typu restrykcji, bo - jak twierdzi - nie ma ku temu przesłanek prawnych. Na celowniku są też mniejsi operatorzy, ale nimi wydawcy zajmą się w późniejszym terminie.
Dziennik
Irishtimes podał, że
Irlandia jest pierwszym na świecie krajem, który wprowadził tego typu restrykcje. Podobne prawo zamierza wprowadzić
Francja. Tamtejszy parlament po wielu sprzeciwach przyjął kontrowersyjną ustawę, ale czeka ona jeszcze na podpis tamtejszego komisarza ds. ochrony danych. Podobne prawo przejęła
Wielka Brytania, ale wejdzie ono w życie dopiero w 2012 r.
W zeszłym roku pojawiły się też informacje o tym, jakoby polski Aster stosował podobne praktyki. Firma jednak szybko zdementowała te doniesienia.