Poszukująca ropy naftowej i gazu spółka Kulczyk Oil Ventures (KOV) to już ósma spółka, która zadebiutowała na
warszawskiej giełdzie w czasie obecnych zawirowań na światowych rynkach finansowych.
- Drogi Janie, cieszę się, że ty, który jesteś ikoną nowoczesnego kapitalizmu, znalazłeś się wreszcie na giełdzie - powiedział prezes giełdy Ludwik Sobolewski, zwracając się do Jana Kulczyka, jednego z najbogatszych Polaków, który kontroluje KOV i swoim nazwiskiem firmuje działania tej spółki. Sobolewski życzył też Kulczykowi, by amerykański reżyser Oliver Stone uczynił go bohaterem trzeciej części filmu "Wall Street" - jeśli ją kiedyś nakręci.
Jednak ani magia nazwiska znanego przedsiębiorcy, ani plany KOV nie wzbudziły euforii inwestorów. W pierwszej minucie notowań kurs akcji KOV wzrósł o 1 proc., z 1,89 do 1,91 zł, ale potem spadł nawet o 8 proc. Na zamknięcie giełdy jedna akcja KOV kosztowała 1,83 zł, o 6 gr mniej niż w ofercie publicznej.
Z oferty KOV chciał zebrać 756,4 mln zł na sfinansowanie dwuletniego programu poszukiwania złóż w Brunei i Syrii oraz na zakup gazowych pól na wschodzie Ukrainy. Ale ten plan się nie powiódł. Z oferty publicznej spółka zebrała 314,5 mln zł, z czego niemal połowę wykupił Kulczyk Investments -
fundusz inwestycyjny przedsiębiorcy. W efekcie fundusz Kulczyka zwiększył swoje udziały w KOV z 41,5 do 48,6 proc. Z pieniędzy zebranych na giełdzie KOV chce jak najszybciej sfinalizować zakup gazowych pól na Ukrainie. -
Ukraina jest teraz bardziej stabilna niż kiedyś, bo nie ma różnic między prezydentem a premierem - powiedział "Gazecie" Jan Kulczyk.
KOV to druga spółka na warszawskiej giełdzie, która poszukuje złóż ropy i gazu. Od trzech lat notowany jest już
Petrolinvest kontrolowany przez Ryszarda Krauzego, jeszcze jednego z najbogatszych Polaków. Wczoraj kurs akcji Petrolinvestu spadł o 6,5 proc. i na zamknięciu giełdy kosztowały one 13 zł za sztukę.