Ekonomiści z niepokojem czekali na dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej. Spodziewali się słabych wyników, blado wypadających po rewelacyjnym marcu Wówczas sprzedaż zwiększyła się o 8,7 proc.
Tymczasem kwiecień nie zapowiadał się dobrze. Przez trzy weekendy sklepy były praktycznie zamknięte: najpierw z powodu Wielkanocy, a kolejne dwa z powodu żałoby po katastrofie pod Smoleńskiem. Okazało się, że bardzo wyraźnie wpłynęło to na sprzedaż detaliczną. Zmniejszyła się ona o 1,6 proc. w ujęciu rocznym; w porównaniu z marcem spadła o 5,6 proc. Najbardziej spadła sprzedaż książek i prasy: o 20,1 proc. w ujęciu rocznym.
W tym samym czasie ceny wzrosły średnio o 2,4 proc., a więc realnie kupowaliśmy mniej.
Dane te jednak nie oznaczają, że z naszą skłonnością do wydawania pieniędzy dzieje się coś złego. Polacy zarabiają nieco więcej niż przed rokiem (w kwietniu średnia płaca zwiększyła się o 3,2 proc.), a ekonomiści podejrzewają, że w odróżnieniu od zachodnich Europejczyków po części przejadamy swoje oszczędności.
Sytuacja na
rynku pracy zaczęła się poprawiać. Kwiecień był drugim miesiącem spadku
bezrobocia. GUS podał, że stopa bezrobocia wyniosła 12,3 proc. Z opublikowanych wcześniej danych wynika, że liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 102,9 tys.
Według Mateusza Szczurka z
ING Banku Śląskiego dane te są pocieszające. - Bezrobocie jest takie, jak przewidywało ministerstwo pracy (...). Podejrzewamy, że to jest związane z budownictwem i przetwórstwem przemysłowym. Jest to stosunkowo szybki spadek bezrobocia. W drugą stronę idą dane o aktywności ekonomicznej ludności BAEL, ale to nie dziwi, one są niejako zawsze z tyłu - powiedział Szczurek agencji Reuters.
GUS podał też dane na temat zamówień w przemyśle, które wzrosły w kwietniu o 19,3 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W marcu wzrost ten wyniósł 23,6 proc. W ujęciu miesięcznym natomiast
zamówienia spadły o 5,9 proc.