- Wartą miliardy euro pomoc dla Grecji i dla sektora finansowego uzgodniono w parę dni, natomiast decyzję, która dotyczy miejsc
pracy w realnej gospodarce, stale się odwleka - irytował się we wtorek minister gospodarki Turyngii Matthias Machnig. Miał pretensje do ministra finansów Niemiec Rainera Brüderle, który wbrew powszechnym w Niemczech oczekiwaniom nie zatwierdził pomocy dla
Opla. Brüderle zapowiedział, że decyzja zapadnie na przełomie maja i czerwca, ale nie zdradził szczegółów. Tymczasem pierwszy wniosek o pomoc rząd Niemiec dostał od Opla 1,5 roku temu.
Nie oglądając się na decyzje Berlina, wsparcie dla Opla szykują już niemieckie landy, w których są fabryki aut tej firmy należącej do General Motors. We wtorek Turyngia przyznała Oplowi gwarancje kredytowe o wartości 27,2 mln euro. Według dziennika "Handelsblatt" władze Nadrenii Północnej-Westfalii oraz Nadrenii-Palatynatu szykują po 100 mln euro gwarancji. Jeszcze większy może być wkład Hesji, gdzie jest centrala Opla.
W sumie w Niemczech Opel zabiega o 1,3 mld euro gwarancji kredytowych. Z tego ponad połowę ma zapewnić rząd Niemiec.
Związkowcy za Odrą obawiają się, że jeśli Berlin będzie dłużej zwlekać z pomocą, to GM wyprowadzi produkcję aut z Niemiec. - Inne państwa UE,
Hiszpania,
Polska i Wlk. Brytania, już dawno zadeklarowały pomoc dla Opla, a tylko rząd Niemiec kręci się w kółko - powiedział Armin Schild, szef centrali związkowej IG Metall we Frankfurcie.
W Polsce Opel już zatrudnił dodatkowo 600 osób do swojej fabryki aut w Gliwicach, która jest z trzech europejskich ośrodków produkcji nowego modelu Astra IV. Zakład w Gliwicach miało w tym roku opuścić 160 tys. aut. Ale w polskiej fabryce Opla można produkować nawet 250 tys. aut rocznie i może się to okazać bardziej opłacalne niż montaż astr w Niemczech.
W zeszłym tygodniu rada pracownicza wszystkich fabryk Opla w Europie po półrocznych negocjacjach zgodziła się na cięcia płacowe (265 mln euro rocznie do 2014 r.), a także na zwolnienie 8 tys. z 48 tys. pracowników. Pieniądze z redukcji płac będą gromadzone na specjalnym koncie i Opel zwróci je pracownikom, jeśli nie wykona inwestycji gwarantujących utrzymanie miejsc pracy.
Ale restrukturyzacja Opla nie ruszy, dopóki Berlin nie przyzna pomocy firmie.
Nalegają na to także pracownicy Opla. - Rządowe gwarancje kredytowe to najlepsza polisa na utrzymanie miejsc pracy i działających fabryk. To jest dużo lepsze niż jakakolwiek umowa z pracownikami - powiedział lider niemieckich związkowców Opla Klaus Franz.
Odwlekanie przez Berlin decyzji o pomocy dla Opla kontrastuje z sytuacją sprzed roku, kiedy rząd Niemiec w kilka dni przyznał Oplowi 1,5 mld euro kredytu. Miało to utrzymać firmę do czasu, gdy kontrolę nad
Oplem przejmie wskazane przez Berlin na nowego inwestora konsorcjum austriacko-kanadyjskiej firmy Magna i rosyjskiego banku Sbierbank. Rząd Niemiec zapowiadał też, że da konsorcjum Magna/Sbierbank 4,5 mld euro pomocy na restrukturyzację Opla. Jednak w listopadzie zeszłego roku GM zrezygnował ze sprzedaży Opla. Amerykański koncern ocenił wtedy, że na restrukturyzację Opla potrzebuje do 2 mld euro pomocy od państw UE. Chodzi o gwarancje na kredyty, które Opel spłaci do 2015 r.
Już na początku kryzysu rząd Niemiec bez zwłoki wypłacił 2,5 mld euro ratunkowego kredytu bankowi Volkswagena na finansowanie sprzedaży aut tego koncernu. Opel jest też jedyną firmą samochodową w Europie, która w czasie kryzysu nie dostała kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.