Misja Międzynarodowej Agencji Energetyki Atomowej gościła w Polsce od 27 do 29 kwietnia na zaproszenie wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Badała, czy jesteśmy gotowi na wdrożenie programu energetyki jądrowej. MAEA jest ONZ agendą, która kontroluje cywilną energetykę jądrową na świecie. Jej inspektorzy mogą w każdej chwili nawiedzić każdą elektrownię atomową na świecie. Z misji w Polsce powstał raport, do którego dotarła "Gazeta".
Najważniejsza konkluzja raportu jest taka: możemy wprawdzie opracować program rozwoju energetyki jądrowej do końca 2010 r., ale zrealizować go będzie trudno. Rząd zakłada, że do końca 2013 r. zostanie podpisany kontrakt z dostawcą technologii i wybrane miejsce, gdzie powstanie elektrownia. Do końca 2015 r. elektrownia zdobędzie wszystkie wymagane prawem pozwolenia, a pięć lat później zacznie działać. "Mamy wrażenie, że rząd nie uwzględnił czasu potrzebnego na wszystkie przygotowania" - napisała MAEA w przesłanej do resortu gospodarki prezentacji, na podstawie której powstał raport. To delikatne przypomnienie tego, o czym mówią niemal wszyscy eksperci: 2020 rok jest mało realny.
MAEA wytyka też Polsce niedociągnięcia organizacyjne: "Potrzebna jest silniejsza koordynacja między uczestnikami programu - resortem gospodarki i Polską Grupą Energetyczną, która będzie inwestorem elektrowni. Powinny zostać też dokładnie rozdzielone funkcje, jakie pełni w projekcie resort i PGE. Ta ostatnia powinna wzmocnić zespół powołany do wdrożenia energetyki jądrowej" - czytamy w raporcie.
MAEA oferuje też Polsce pomoc przy przygotowywaniu nowego prawa atomowego niezbędnego do nadzoru nad elektrownią.
"Gazeta" dowiedziała się w dwóch niezależnych źródłach, że Agencja miała pecha - ktoś w resorcie gospodarki zapomniał o jej wizycie. W konsekwencji kilka ważnych osób odpowiedzialnych za wdrożenie programu energetyki jądrowej w Polsce nie mogło uczestniczyć w spotkaniach, a na ich miejsce przychodzili ludzie z łapanki. - Ale gdy na wszystkie pytania odpowiadali "damy radę, zrobi się", na ludziach z MAEA nie zrobiło to dobrego wrażenia - mówi "Gazecie" osoba znająca kulisy sprawy. Porządne przygotowanie do dyskusji utrudniły też ciągłe roszady personalne w departamencie energetyki jądrowej ministerstwa. - Nowy dyrektor Mirosław Lewiński to dobry organizator, ale o energetyce jądrowej nie miał do tej pory pojęcia, wszystkiego się uczy - tłumaczą jego współpracownicy.
- Z raportem MAEA trudno się nie zgodzić, nie możemy mówić, że wszystko jest wspaniale, bo nie jest. Trzeba go potraktować jako wskazówkę - konkluduje nasz rozmówca.