700 przedstawicieli handlowych firmy Target BPO wsiada codziennie w
samochody i jeździ jak kraj długi i szeroki. Cel? Sprzedaż towarów na zamówienie największych firm FMCG (oferujących produkty szybko zbywalne, a więc artykuły spożywcze, kosmetyki i chemię gospodarczą) w ponad 90 tys. sklepów. Od początku roku ich miny są równie ponure jak polskie drogi. Po kilkunastu miesiącach bryndzy mieli nadzieję że "coś się ruszy".
I faktycznie, początek był obiecujący. - Wyniki za styczeń? Całkiem "satysfakcjonujące" - przyznaje Łukasz Gajewski, prezes Target BPO. - Ale już luty był słaby przez mrozy, które zniechęciły konsumentów do odwiedzania sklepów. Lepszy był marzec. W kwietniu była tygodniowa żałoba narodowa w związku z katastrofą w Smoleńsku. Ludzie nie myśleli o konsumpcji.
Według opublikowanych wczoraj danych GUS sprzedaż detaliczna zmniejszyła się o 1,6 proc. w porównaniu z kwietniem 2009 r. i o 5,6 proc. w stosunku do marca. To było do przewidzenia już miesiąc temu, gdy przypadające na początek kwietnia święta wielkanocne podbiły sprzedaż w marcu. W dodatku przez kolejne dwa weekendy sklepy były zamknięte z powodu żałoby narodowej. - A przez osiem dni nie funkcjonowały kina, co dodatkowo ograniczyło wizyty w galeriach handlowych - przekonuje Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku.
Ten efekt kalendarza widać np. w sprzedaży ubrań - spadła o 6,3 proc. w stosunku do kwietnia 2009, choć wcześniej rosła, nawet po kilkanaście procent. Wielu Polaków kupuje ubrania i buty podczas weekendowych wędrówek po centrach handlowych.
Nie szła też sprzedaż samochodów, prasy i książek (spadek aż o 20 proc.) czy żywności (o 7,6 proc.). Łukasz Gajewski, prezes Target BPO, twierdzi, że jego handlowcy mają mniej zamówień na tzw. wyroby wysoko przetworzone, czyli kawę, słodycze, napoje, potrawy w proszku, sosy itd. W kwietniu ich sprzedaż była o 10 proc. niższa niż w kwietniu 2009 r. - Spadki są wszędzie, żaden artykuł znacząco się nie wyróżnia - mówi Gajewski.
Podobnie uważa Piotr Haman, wiceprezes zarządu Cursor, która na zlecenie firm handlowych zajmuje się tzw. wsparciem sprzedaży. Jego zdaniem od kilku miesięcy sklepy i dostawcy generalnie skarżą się na spadek obrotów. Dotyczy to zwłaszcza tradycyjnych rodzinnych sklepów.
Kiepskie nastroje panują też w sklepach i hurtowniach mebli (przychody niższe o jedną piątą), RTV i AGD. Ten ostatni sektor w pierwszym kwartale spadł o 13 proc. (z 6,21 mld zł do 5,42 mld zł ) w stosunku do wyniku sprzed roku (dane GfK Retail and Technology). Pralki? 14 proc. w dół. Lodówki? 22 proc. w dół. Zmywarki? 21 proc. Telewizory? 16 proc. w dół.
Komputery - spadek o 8,2 proc. Telefony komórkowe i
smartfony - spadek o 23 proc.
Co będzie dalej? Tym razem Zielone Świątki sprawiły, że sklepy znów były zamknięte w ostatnią niedzielę. A za chwilę kolejny wolny dzień - Boże Ciało. Według wyliczeń ekonomistów jeden świąteczny dzień kosztuje naszą gospodarkę 0,4 proc. PKB, czyli ponad 6 mld. zł. Zamknięcie sklepów na jeden dzień - zwłaszcza w weekend - to z kolei koszt 1,5 mld zł.
Słabych wyników spodziewa się Wojciech Matysiak, ekonomista Pekao SA. I to nie ze względu na powódź. - Gospodarstwa domowe spłacają wyższe raty kredytów zaciągniętych w walutach obcych, gdyż
złoty osłabił się. Do tego wzrosły ceny paliw - wyjaśnia.
A przed nami wakacje. Czerwiec, lipiec i sierpień tradycyjnie są słabe. - Straty powstałe z tych przyczyn trudno jest odrobić - uważa Haman.
Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową dodaje: - Zadyszka firm handlowych odbije się na kondycji całej gospodarki. W obliczu mniejszych obrotów firmy będą musiały oszczędzać. Dojdzie do zwolnień. A jeśli wzrośnie
bezrobocie, spadną wpływy podatkowe do budżetu.
Rynkowi analitycy uspokajają jednak, że Polacy coraz chętniej będą wydawać pieniądze. Bezrobocie zaczęło spadać (z 12,9 w marcu do 12,3 proc. w kwietniu), firmy w końcu przestały zwalniać pracowników, realnie zarabiamy więcej nie tylko dzięki podwyżkom, ale też spadkowi inflacji. Potwierdzają to wyniki badań koniunktury konsumenckiej. Zarówno dane instytutu Ipsos, jak i GUS pokazują wzrost optymizmu w maju (choć to znów badania sprzed powodzi). Dziś najlepiej oceniamy finansowe perspektywy naszych gospodarstw. Coraz więcej Polaków uważa, że nadchodzi dobry czas na dokonywanie ważnych zakupów.
- Branża czeka na jesień. Według ekspertyz Target BPO i koncernów FMCG wskaźniki sprzedaży będą rosnąć dopiero od września do końca 2010 r. O ile oczywiście nie nastąpi gwałtowne pogorszenie koniunktury gospodarczej - przekonuje Gajewski.
J. Borowski: Spadek sprzedaży to efekt żałoby narodowej