Komisja Nadzoru Finansowego zaakceptowała prospekt emisyjny Tauronu. Sprzedaż akcji ma zacząć się na początku czerwca, a pod koniec miesiąca spółka powinna zadebiutować na
warszawskiej giełdzie. Będzie to już trzeci wielki producent prądu, po Polskiej Grupie Energetycznej (PGE) i Enei, notowany na parkiecie. Rząd może sprzedać nawet do 53 proc. akcji Tauronu wartych ok. 6 mld zł. Byłaby to jedna z największych ofert w historii
GPW - rekordowa PZU liczyła 8,1 mld zł.
Skarb państwa posiada teraz blisko 88 proc. akcji, resztę dostało bezpłatnie 26,5 tys. pracowników koncernu. Według wycen instytucji finansowych przygotowujących ofertę Tauronu koncern jest warty od 7,2 do 15,2 mld zł. Nieoficjalne informacje z resortu skarbu mówią, że najprawdopodobniej jego wartość zostanie ustalona na 12-13 mld zł.
Minister Grad chce, aby oferta Tauronu, podobnie jak kilka tygodni temu PZU, zbudowała "akcjonariat obywatelski" wśród polskich inwestorów. Dlatego każdy drobny inwestor będzie mógł zapisać się na pakiet akcji warty ok. 10 tys. zł bez zaciągania kredytu. Akcji będzie tyle, że bez redukcji wystarczy dla ok. 150 tys. osób. Na PZU skusiło się aż 250 tys.
Co to jest Tauron? - Tauron to nie PZU. Kto go zna? - można usłyszeć w kuluarach giełdy. I słusznie, bo jeszcze dwa lata temu firma Tauron
Polska Energia była znana tylko specjalistom od energetyki, którzy śledzili przeprowadzoną przez rząd PiS konsolidację firm wytwarzających i sprzedających prąd. Dziś 4 mln jego klientów muszą uczyć się nowej nazwy, bo dostają rachunki, na których obok dotychczasowego dostawcy widnieje też nadruk Tauron Polska Energia. Być może dopiero giełdowy debiut sprawi, że marka Tauron stanie się tak rozpoznawalna jak np. Orlen czy Lotos.
Tauron to zlepek elektrowni, kopalń i zakładów sprzedających prąd. Powstał z połączenia grupy kilku śląskich elektrowni skupionych w Południowym Koncernie Energetycznym (PKE) oraz dwóch spółek sprzedających i dostarczających prąd bezpośrednio klientom - EnergiiPro (Dolny Śląsk) oraz Enion (Małopolska i
Częstochowa). W skład grupy wchodzi też kilka kopalń - dostarczają one 30 proc. potrzebnego Tauronowi węgla. Co ważne, nie są one wcale kulą u nogi, tak jak fatalnie zarządzane inne śląskie spółki wydobywające węgiel energetyczny - Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy. Według nieoficjalnych informacji kopalnie Tauronu przyniosły w kiepskim dla branży 2009 r. 130 mln zł zysku.
Koncern ma kilka atutów. Na pewno perłą w koronie jest nowy blok elektrowni Łagisza. To najnowocześniejszy w Polsce blok na węgiel kamienny, podłączony niedawno do sieci. Jest znacznie wydajniejszy niż stare siłownie, budowane w PRL. Z drugiej strony Łagisza to tylko 460 MW, czyli zaledwie 10 proc. ogólnej mocy wszystkich elektrowni Tauronu. Stare bloki w Jaworznie, Blachowni, Halembie już niedługo przejdą na zasłużoną emeryturę i trzeba będzie budować nowe. Na razie Tauron jest numerem dwa wśród producentów prądu w Polsce. Ustępuje tylko giełdowej PGE.
48 mld zł na inwestycje Spółka deklaruje bardzo ambitne plany inwestycyjne. Chce wydać do 2020 r. aż 48 mld zł, większość na nowe elektrownie. Oczywiście spora część będzie pochodzić z kredytu. Tauron ma bardzo niski wskaźnik zadłużenia. Problem w tym, że bankowcy na razie ostrożnie podchodzą do energetyki węglowej. Powód? Unijny pakiet energetyczno- klimatyczny mocno ograniczający opłacalność produkcji prądu z węgla. Od 2013 r. prawo do wyemitowania każdej tony CO2 trzeba będzie kupować na aukcjach. Polska wynegocjowała z UE okres przejściowy do 2020 r., ale wciąż nie wiadomo, w jakim zakresie będą nim objęte nowe elektrownie. Dlatego większość bankowców na zapowiedzi energetyków o wielomiliardowych inwestycjach patrzy sceptycznie. A w końcu to banki mają pożyczać pieniądze na nowe elektrownie.
- Nie rozumiem prezesów, którzy szastają tymi miliardami na konferencjach prasowych - dziwił się w marcu Maciej Stańczuk, prezes polskiej spółki niemieckiego West LB Bank, który ma spore doświadczenie w finansowaniu energetyki.
Tauron zdaje sobie sprawę z niepewnej przyszłości węgla, chce więc z PGNiG budować elektrownię gazową w Stalowej Woli.
A jak spółka sobie radzi na rynku, na którym od 2008 r. można swobodnie zmieniać klienta? Jeśli wziąć pod uwagę starą prawdę, że klienci głosują nogami, to nie najlepiej. Ponad 900 klientów sprzedających prąd Enionu i EnergiiPro w 2009 r. przeszło do konkurencji (w całej Polsce sprzedawcę zmieniło 2,5 tys. osób i firm). Żadna grupa energetyczna nie straciła tylu klientów. Odeszły głównie firmy, które znalazły sobie tańszego dostawcę. Fatalną prasę ma wchodzący w skład Tauronu krakowski Enion, który po gigantycznych awariach sieci zimą 2010 r. nie chce wypłacać odszkodowań za czas awarii. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki wszczął w tej sprawie postępowanie - Enionowi grozi kilkanaście milionów złotych kary.
Ale Tauron odnotował też sukcesy- m.in. wygrał
przetarg na dostawę prądu do całej grupy PKN Orlen.
Całą grupę czeka też potężna restrukturyzacja. I nie wiadomo, czy nie napotka na opór związków zawodowych.
- We wszystkich spółkach grupy trwa optymalizacja kosztów pracy. Kończą się prace nad przygotowaniem programów dobrowolnych odejść oraz zmian organizacyjnych. Jeszcze w tym roku ruszy program dobrowolnych odejść, m.in. w Enionie, EnergiiPro i PKE kilkaset osób otrzyma propozycje skorzystania z niego - tłumaczy Paweł Gniadek, rzecznik Tauronu.