Wierzyciele dostali do ręki nowy bat na niesolidnych klientów. 14 czerwca wchodzi w życie ustawa, która pozwala zgłaszać dłużników do rejestrów biur informacji gospodarczej (BIG). Jeżeli dłużnik znajdzie się w takiej bazie, może pożegnać się z zakupem kolejnej usługi. Jeśli będzie chciał np. wziąć telefon na abonament, a operator sprawdzi, że klient figuruje w rejestrze BIG, to może odmówić mu usługi.
Nowelizacja przepisów o udostępnianiu informacji gospodarczych rozszerza krąg firm, instytucji i osób, które mogą wpisywać dłużników do BIG. Wcześniej były to banki, firmy ubezpieczeniowe i telekomunikacyjne. Teraz będzie mógł to zrobić praktycznie każdy wierzyciel, zwłaszcza firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne (skupujące długi) dysponujące pokaźną bazą dłużników.
Ale ustawa wyrównuje też prawa konsumentów. - Osoby fizyczne - pracownicy, konsumenci, klienci różnych firm i instytucji - będą mogli za pośrednictwem BIG ostrzec inne podmioty przed niesolidnym kontrahentem: pracodawcą, przedsiębiorcą budowlanym,
sprzedawcą - mówi Tomasz Ostrowski, uczestnik prac legislacyjnych nad ustawą.
Nie każdy dług automatycznie wyląduje w rejestrze. Zanim dłużnik zostanie zgłoszony, wierzyciel ma obowiązek powiadomić go o takim zamiarze listem poleconym. Do BIG można zgłaszać długi przeterminowane powyżej 60 dni. W przypadku osoby fizycznej minimalna wartość zadłużenia to 200 zł, a przedsiębiorcy 500 zł.
W Polsce działają trzy biura informacji gospodarczej. Żeby sprawdzić, czy osoba lub przedsiębiorca figuruje w rejestrze, trzeba podpisać umowę z danym biurem. Niestety, rejestry nie są połączone. To wierzyciel decyduje, do którego biura zgłasza dłużnika. Chcąc mieć pewność, że dana osoba lub firma nie znajduje się na czarnej liście, trzeba sprawdzić tę informację osobno w trzech biurach (raport z jednego kosztuje kilka, kilkanaście złotych).
Urszula Okarma, szefowa Rejestru Dłużników ERIF BIG, szacuje, że dzisiaj jest około 3 mln wierzytelności, które pasują do powyższej definicji i teoretycznie mogą trafić do BIG. Podkreśla jednak, że celem ustawy nie jest pogrążenie osób, które wpadły w długi. - Nowe rozwiązania pozwolą zatrzymać spiralę zadłużenia. Jeżeli osoba zadłużona nie będzie mogła wziąć na siebie kolejnego zobowiązania, np. kolejnego kredytu, skłoni to ją w końcu do kontaktu z wierzycielem i do spłaty długów - przekonuje Okarma.
Firmy windykacyjne przekonują z kolei, że długi da się spłacić. - Polacy ich nie spłacają, bo nie mają pieniędzy, dlatego trzeba im w tym pomóc. Najlepszym rozwiązaniem jest rozłożenie długu na raty. Od kilku lat proponujemy taki sposób wyjścia z pętli zadłużenia. Sprawdza się doskonale - mówi Piotr Krupa, prezes firmy windykacyjnej Kruk.
Rozłożenie długu na raty to najlepszy sposób walki z długami w opinii samych zadłużonych. Uważa tak jedna czwarta pytanych przez MillwardBrown SMG/KRC. Dlaczego się zadłużamy? Aż 90 proc. twierdzi, że długi powstają z przyczyn losowych, 24 proc., że w wyniku przecenienia swoich możliwości finansowych. Jedna trzecia dłużników winę zrzuca na nieuczciwe reklamy i umowy.