Do
przetargu na przejęcie Ssangyonga - czwartego co do wielkości producenta aut w Korei - zgłosiło się siedem firm koreańskich i zagranicznych. Za głównego rywala sojuszu Renault/Nissan uznany został indyjski koncern Mahindra & Mahindra. Ten konglomerat o obrotach sięgających 6 mld dol. rocznie chciałby zostać producentem samochodów, na razie bez rezultatów. Dwa lata temu Mahindra zabiegało o odkupienie od Forda brytyjskich firm Jaguar i Land Rover, ale poniosło prestiżową klęskę, bo Amerykanie sprzedali te firmy konkurencyjnemu indyjskiemu konglomeratowi Tata.
Natomiast atutem oferty Renault/Nissan jest to, że francuski koncern już od dziesięciu lat jest właścicielem firmy Renault
Samsung - trzeciego co do wielkości producenta aut w Korei. Przejmując Ssangyonga, francuski koncern wzmocniłby swoją pozycję w koreańskiej branży samochodowej zdominowanej przez koncern Hyundai/Kia. To zwiększyłoby konkurencję w koreańskim przemyśle motoryzacyjnym, przyspieszając jego rozwój.
Według koreańskich analityków na przejęcie kontroli nad Ssangyongiem nowy inwestor będzie musiał wyłożyć od 300 do 500 mln dol.
Ssangyong znalazł się na granicy plajty, gdy w czasie kryzysu dodatkowych pieniędzy na wsparcie firmy odmówił jej główny akcjonariusz - chiński koncern samochodowy SAIC. Chińczycy, którzy przejęli Ssangyonga po upadłym koncernie Daewoo, mają już tylko 10 proc. akcji koreańskiej firmy. Przed Daewoo partnerem strategicznym i mniejszościowym udziałowcem Ssangyonga był niemiecki Daimler-Benz.
W zeszłym roku Ssangyong wyprodukował zaledwie 40 tys. aut. Ale w tym roku po wprowadzeniu do salonów nowego samochodu terenowego C200 oraz zwiększeniu sprzedaży w Rosji i Wietnamie Ssangyong chce podwoić produkcję do 85 tys. sztuk. Do 2013 r. firma chciałby znowu podwoić produkcję, do 183 tys. aut rocznie.