Spotkanie polsko-białoruskiej grupy roboczej odbyło się we wtorek. - Określiliśmy warunki, na jakich most może powstać. Teraz dokumenty trafią do polskiego Ministerstwa Gospodarki i białoruskiego ministerstwa energetyki, które podejmą ostateczną decyzję - mówi "Gazecie" Jerzy Andruszkiewicz, wiceprezes PSE Operatora.
Polacy i Białorusini chcą wyremontować wybudowane jeszcze w czasach PRL połączenie Narew - Roś. - Łącznik będzie miał moc 500 MW - mówi Andruszkiewicz.
Budowa łącznika umożliwi
import prądu do Polski z elektrowni, którą pod białoruską miejscowością Zelwa chce zbudować Jan Kulczyk. Zasilana węglem siłownia ma mieć 1000 MW mocy, będzie kosztować ok. 1,5 mld euro. Na razie nie wiadomo, skąd holding Kulczyka weźmie na nią pieniądze. Ale sensowny biznesplan będzie mu łatwo napisać - prąd importowany z białoruskiej siłowni nie będzie obciążany kosztami emisji CO2, które płacą elektrownie działające w UE. Zgodnie z unijną dyrektywą PSE Operator musi organizować aukcje na połączeniach transgranicznych - prawo do zakupu prądu dostanie firma, która zapłaci najwięcej. Ale ponieważ i tak powinien być tańszy niż produkowany w kraju, z chętnymi nie powinno być problemów. Elektrownia ma też pracować na potrzeby Białorusi.
Most z Białorusią był planowany w sytuacji, w której równolegle powstanie most z Litwą. Bo warunkiem funkcjonowania obu jest wzmocnienie sieci w północno-wschodniej Polsce. Miało na to pójść 200 mln euro z unijnych funduszy. Ale ponieważ prace są mało zaawansowane, resort rozwoju regionalnego zaproponował, żeby przesunąć te pieniądze na priorytetowe inwestycje przeciwpowodziowe.
- Pieniądze z unijnych funduszy były w naszym planie wieloletnim, teraz musimy się zastanowić, co dalej - mówi Andruszkiewicz. - Na pewno jeśli łącznik nie powstanie, to inwestycje w północno-wschodniej Polsce będą mniejsze. Zamiast 11 obiektów może powstać tylko kilka. Możemy np. sfinansować je za pomocą kredytu.
Według analiz Komisji Europejskiej most polsko-litewski miał być rentowny, więc być może uda się go sfinansować bez wsparcia UE. Tymczasem według informacji "Gazety" Litwini zabiegają w Komisji Europejskiej o to, żeby unijne pieniądze na most jednak zostały. Litewski minister energetyki Arvydas Sekmokas rozmawiał wczoraj przez telefon z Waldemarem Pawlakiem. Prosił o wsparcie także unijnego komisarza ds. energii Guenthera Oettingera.
Plany budowy mostu z Litwą, były związane z budową nowej elektrowni atomowej w tym kraju. Starą, poradziecką, w Ignalinie Litwini zgodnie z traktatem akcesyjnym musieli zamknąć w tym roku, ale budowa nowej nie ruszyła i nie wiadomo, czy siłownia w ogóle powstanie. Ani
Polska, ani
Litwa nie mają więc nadwyżek energii, która mogłaby płynąć mostem. Prawdopodobnie zapełniłby go więc prąd z budowanej przez Rosjan elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim. Rosjanie proponują jednak budowę osobnego łącznika podmorskiego Kaliningrad - Elbląg. - Możemy to rozważyć, ale dopiero po 2020 r. - mówi Andruszkiewicz.