Jeszcze na początku roku w świdnickiej fabryce śmigłowców pracowało 3,7 tys. osób. W lutym właścicielem zakładu został włosko-brytyjski koncern AgustaWestland. Wygrał on wyścig prywatyzacyjny także dlatego, że dogadał się ze związkami zawodowymi w sprawie pakietu socjalnego. Nowy właściciel zapewniał o sześcioletnim okresie bez zwolnień, wzroście płac, nagrodach i inwestycjach w unowocześnienie polskiej fabryki.
Początki wyglądały obiecująco. Przejmując zakłady, Włosi mówili o potrzebie zmian i o tym, że pracownicy będą nagradzani za
pracę. Jeszcze w marcu firma zdobyła duży kontrakt. Przez 10 lat ma produkować kadłuby do szwajcarskiego samolotu Pilatus. Przy realizacji
zamówienia będzie pracowało 120 osób. Jednak równolegle ogłoszono, że do końca maja z
pracy odejdzie 285 osób - tych, które mają uprawnienia przedemerytalne. Za odejście z pracy dostaną od 12- do 36-krotności pensji (średnia miesięczna płaca w PZL Świdnik to ponad 3 tys. zł brutto). Związkowcy rozkładali ręce, bo odejścia były dobrowolne. - Właściciele wywiązują się z pakietu socjalnego, mamy nadzieję, że dalej też tak będzie - mówił nam wówczas Ryszard Kość, szef zakładowej "Solidarności".
Może być jednak inaczej. Zarząd firmy poinformował, że w ramach zwolnień grupowych odejdzie kolejne pół tysiąca pracowników. A nieoficjalnie mówi się o kolejnych planach zwolnień - do końca 2011 r. miałoby odejść 1,5 tys. pracowników.
Zarząd i związki nie komentują tej decyzji. Związkowcy zastrzegają, że rozmowy na ten temat będą się toczyć. Być może zwolnienia odbędą się jeszcze raz w ramach dobrowolnych odejść - bo w przeciwnym razie firma będzie płaciła ogromne odprawy.
Powodem zwolnień jest przerost zatrudnienia i odczuwalny spadek zamówień. Armia od ubiegłego roku ograniczyła zlecenia dla fabryki. Włosi stawiają także na bardziej efektywną pracę. W tym roku z 3,2 mln godzin produkcji zakład zszedł do 2,3 miliona.