Drugi producent prądu w Polsce ma zadebiutować na parkiecie pod koniec czerwca. Wtedy swoje akcje będą mogli sprzedać ci, którzy dostali je z puli "pracowniczej". Prawie 13 proc. akcji Tauronu bezpłatnie otrzymało 26 525 pracowników, emerytów, rencistów, i ich spadkobierców, zatrudnionych głównie w spółkach: Południowym Koncernie Energetycznym z Katowic, krakowskim Enionie, wrocławskiej EnergiaPro oraz Elektrowni Stalowa Wola.
Średnio na jednego pracownika Tauronu przypada około 66 tys. akcji o wartości nominalnej złotówka za każdą akcję.
Na razie nie wiadomo na ile resort skarbu wyceni jedną akcję w ofercie publicznej. Z wycen banków inwestycyjnych, przygotowujących sprzedaż Tauronu, wynika, że spółka warta jest od 7,2 do 15,2 mld zł. Przecieki z resortu skarbu mówią o 12-13 mld zł. Idąc tym ostatnim tropem można oszacować, że jedna akcja Tauronu może być warta 0,86-0,93 grosze. Zatem średni pakiet pracowniczy może dać "na głowę" od 57 do 61 tys. zł. W sumie wartość pakietu pracowniczych akcji Tauronu waha się od 0,9 mld zł do 1,9 mld zł.
Otrzymane z mocy ustawy darmowe pakiety akcji (maksymalnie 15 proc.) to dla załóg prywatyzowanych firm interes życia. Kilka tygodni wcześniej ogromne pieniądze na giełdzie zarobili pracownicy PZU - ich pakiet wart był łącznie 4,5 mld zł. Wcześniej na akcjach wzbogaciły się dziesiątki tysięcy osób z TP SA, KGHM, PKO BP i kilku innych banków sprywatyzowanych przez giełdę.
Jednak nie wszyscy pracownicy Tauronu będą w dniu debiutu otwierać szampana. Część z nich sprzedała swoje akcje pracownicze już wcześniej. Od kilku lat pod bramami zakładów i w internecie kwitł handel papierami spółek energetycznych, z których powstał Tauron, np. Południowego Koncernu Energetycznego (akcje PKE zostały później zamienione na akcje Tauronu).
Chętnych na kupno nigdy nie brakowało. Już kilka dni po tym, gdy odebrali je pierwsi pracownicy, na tablicach ogłoszeń w firmach pojawiały się pierwsze ogłoszenia: "kupię akcje" razem z numerem telefonu. Ale świadomość, że mają w ręku coś wartościowego, dotarła do pracowników dopiero, gdy na adresy domowe dostali listy z ofertą kupna akcji.
- Wyrzuciłem to od razu do kosza, bo proponowali jakieś grosze. Ale zaczęliśmy się zastanawiać, skąd wzięli nasze dane. Podejrzewam, że z księgi akcjonariuszy - mówi jeden z pracowników Elektrownia Stalowa Wola i dodaje, że na ofertę handlarzy skusili się przede wszystkim pilnie potrzebujący gotówki, np. emeryci i spadkobiercy pracowników.
Akcjami PKE obracano już od 2002 r. Najgorszy interes zrobili ci, którzy zdecydowali się pozbyć ich zaraz po otrzymaniu. Za akcję PKE o wartości nominalnej 10 zł osiem lat temu płacono zaledwie 3 zł. Dziś jedna akcja PKE to 44,6 akcji Tauronu. Licząc po obecnej średniej wycenie, pracownik PKE sprzedawał wówczas akcję za mniej niż 10 proc. wartości!
- Ci którzy sprzedawali, nie wierzyli, że dojdzie do
prywatyzacji. Chcieli pozbyć się akcji i szybko zarobić - powiedział nam jeden z pracowników. Związki zawodowe szacują, że nawet jedna trzecia pracowników PKE zdecydowała się na sprzedaż przynajmniej części posiadanych akcji. - Ludzie nie wydawali tych pieniędzy na przyjemności, ale inwestowali w
dzieci, mieszkanie czy remont domu - mówi Zbigniew Dykowski, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w PKE.
Im bliżej było debiutu, tym chętnych na sprzedaż było mniej. - Pracownikom już tak się nie spieszy. Wolą poczekać i sami sprzedać, bo i tak zarobią - mówi Dykowski.
Najbardziej niezadowoleni są ci pracownicy spółek Tauronu, którzy nie mają prawa do darmowych akcji. Taki los spotkał m.in. górników z Południowego Koncernu Węglowego wchodzącego w skład PKE. Choć decydujący głos w sprawach firmy ma Tauron, to współwłaścicielem PKW jest Kompania Węglowa. - I górnicy mają prawo do akcji tej właśnie spółki - tłumaczy Paweł Gniadek, rzecznik Taurona.
Kłopot w tym, że Kompania nieprędko zostanie sprywatyzowana, a niewykluczone, że nigdy nie trafi na giełdę.