Grecja, Irlandia,
Hiszpania,
Portugalia, Włochy, a nawet Francja i
Wielka Brytania na wyścigi przygotowują pakiety oszczędnościowe. Obniżają pensje i zatrudnienie w sektorze publicznym, ograniczają inwestycje. Grecja i Francja przymierzają się do podniesienia wieku emerytalnego. Hiszpański parlament w minionym tygodniu jednym głosem przyjął wart 15?mld euro plan oszczędności, Wielka Brytania chce oszczędzić 6 mld funtów, Włochy 25 mld euro.
To nie zawsze wystarcza. Część krajów podnosi więc podatki.
W Grecji podstawowa stawka VAT skoczy z 19 na 21 proc., do tego wzrośnie podatek od paliwa i akcyza na alkohol i papierosy. Portugalia podnosi VAT z 20 na 21 proc., do tego także podatek dochodowy. W Wielkiej Brytanii VAT po przejściowej obniżce wrócił z 15 do 17,5 proc. Już w zeszłym roku ten podatek podniosły też m.in.: Irlandia - z 21 do 21,5 proc.,
Węgry - z 20 do 25 proc., Estonia - z 18 do 20 proc., Łotwa - z 18 do 21 proc. i Litwa - z 18 do 19 proc.
Niektóre kraje podwyższyły wtedy także podatek od dochodów dużych firm, np. Litwa - z 15 do 20 proc.
To może być szok dla przyzwyczajonych przez ostatnie lata do obniżek podatków mieszkańców Unii. Z -danych Komisji Europejskiej wynika, że -jeszcze w 2000 r. średnia górna stawka -podatku od dochodów osobistych (PIT) obejmu-jąca dochody najbogatszych -obywa-teli wynosiła w Unii 44,7 proc. W 2008 r. było to już o 6,9 pkt proc. mniej.
Z badań doradczej firmy KPMG wynika, że średnia światowa stawka podatku od dochodów firm spadła z 32,69 proc. w 1999 r. do 25,51 proc. w roku 2009. VAT zachowywał się w tym czasie dość stabilnie. Ale kryzys także tutaj popchnął stawki w górę. W 2009 r. średnia stawka VAT w krajach UE wzrosła z 19,5 do 19,8 proc. A w tym roku, jak szacowali eksperci KPMG, przekroczy 20 proc.
Cięcia wydatków, podwyżki podatków, zapowiedzi podniesienia wieku emerytalnego budzą protesty.
Najgoręcej jest w Grecji. Strajki, protesty i rozruchy na ulicach trwają z przerwami od tygodni. Posypały się kamienie, zapłonęły samochody, nawet siedziba jednego z banków. W Hiszpanii związki zawodowe właśnie zapowiedziały strajk przeciwko oszczędnościom budżetowym. Także we Włoszech związkowcy grożą strajkiem. W Portugalii z wnioskiem o wotum nieufności dla rządu z powodu ogłoszenia pakietu oszczędnościowego wystąpiła opozycja. Wniosek upadł.
Plany oszczędnościowe najmocniej uderzają w pracowników sektora publicznego, a więc klasę średnią.
W Grecji, Portugalii, Hiszpanii reformy takie serwują swoim mieszkańcom rządy socjalistów.
Coraz częściej pojawiają się głosy, że za kryzys powinni płacić najlepiej zarabiający. - Pracownicy i emeryci chcą, by to bogacze płacili podatki i ponosili -koszty kryzysu - mówił niedawno rzecznik jedne-go z greckich związków zawodowych.
Wprowadzenie 50-proc. stawki PIT dla najbogatszych rozważa Francja. Wielka Brytania już taką stawkę -wprowadziła. Objęła nią dochody przekraczające 150 tys. funtów rocznie (szacuje się, że dotknie to 300 tys. najlepiej zarabiających podatników).
Problem w tym, że podwyżka podatku dochodowego dla bogaczy niewiele daje budżetowi. W Polsce już to ćwiczyliśmy. 50-proc. stawka PIT dla garstki najlepiej zarabiających podatników miała u nas zacząć obowiązywać od początku 2005 r. Wymyśliła ją Unia Pracy. Potem przekonała do tego PiS, Samoobronę i LPR (jednogłośnie sprzeciwiła się jedynie PO). Nową stawkę udało im się nawet zapisać w ustawie podatkowej, którą jednak opublikowano zbyt późno i ostatecznie domiar dla bogaczy nie wszedł w życie.
Co ciekawe, przeciwko podatkowi dla najbogatszych było Ministerstwo Finansów, zwykle łase na każdy -dodatkowy grosz, który można wyrwać od -podatni-ków. Tłumaczyło, że jeśli w ogóle będą z tego jakieś pieniądze dla -budżetu, to niewielkie. Bardziej spodziewało się jednak spadku wpływów z podatku od najbogatszych, bo raz, że to niewielka grupa, a dwa, że najbardziej skłonna do -przenie-sienia swoich dochodów tam, gdzie podat-ki są bardziej sprzyjające (czyli -niższe).
Pomysł podniesienia podatku dla bogaczy wrócił potem w kryzysie. W zeszłym roku forsował go Ryszard Bugaj, doradca prezydenta Kaczyńskiego, wcześniej UP. Rząd pomysłu nie -podchwycił.
Wbrew temu, co dziś mówi część ekonomistów, podwyżka podatków to u nas ostateczność. Nie tylko dlatego, że rząd liczy na to, iż deficyt sektora finansów publicznych z dzisiejszych blisko 7?proc. do 3 proc. w 2012 r. uda mu się zbić -dzięki ograniczeniu wzrostu -wydat-ków budże-towych, zmianie sposobu wyli--czania pienię-dzy na wojsko i reformom m.in. emerytur mundurowych i rent. Na horyzoncie jest też podwyżka wieku emerytalnego.
Podwyżka podatków to ostateczność także dlatego, że gonimy bogatszą część Europy. Wyższe podatki uderzą w popyt i wzrost gospodarczy. Będziemy gonić wolniej. Nikt tego nie chce. Ale to nie wszystko. Niższe podatki dają nam przewagę konkurencyjną w stosunku do Zachodu. Świetnie było to widać, gdy rząd Millera skokowo obniżył stawki podatku dochodowego od firm. To podziałało na inwestorów zagranicznych jak magnes. Gdy tym tropem podążyły inne kraje naszego regionu, Niemcy i Francja uderzyły na alarm, bo ich firmy zaczęły przenosić do nas swoją działalność. Pojawiły się pomysły ujednolicenia stawek podatkowych w ramach UE. Na szczęście dla nas - nierealne.
I jeszcze jedno. Podwyżkom podatków w Polsce skutecznie zapobiega kalendarz. Wyborczy. Przed nami za chwilę wybory prezydenckie, potem samorządowe, a w przyszłym roku parlamentarne. W takim czasie politycy jak ognia unikają nawet rozmowy o podwyżkach podatków.