Biznes Ludzie Pieniądze

Walec drogowy, czyli kto tu właściwie rządzi

Rozmawiali Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
31.05.2010 , aktualizacja: 30.05.2010 21:00
A A A Drukuj
Urzędnicy traktują ministrów jak wojska okupacyjne: "Dzisiaj są, jutro może ich nie być. A my zawsze będziemy".
Mirosław Barszcz jako wiceminister finansów ze swoją szefową, Zytą Gilowską. Zrezygnował z teki gdy do rządu weszła Samoobrona. Po rozpadzie koalicji PiS-LPR-Samoobrona wrócił jako minister budownictwa
Luty 2006 r. Mirosław Barszcz ze swoją ówczesną szefową minister finansów Zytą Gilowską. Zrezygnował z teki wiceministra, gdy do rządu wszedł Lepper. Po rozpadzie koalicji PiS z Samoobroną Barszcz wrócił jako minister budownictwa
Mirosław Barszcz jako wiceminister finansów ze swoją szefową, Zytą Gilowską. Zrezygnował z teki gdy do rządu weszła Samoobrona. Po rozpadzie koalicji PiS-LPR-Samoobrona wrócił jako minister budownictwa
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Panie ministrze, niech pan nam powie, skąd to się bierze: urzędnicy skarbowi przychodzą do przedsiębiorcy i mówią mu, że nakradł. Że ma zapłacić podatek. A już siedem lat później okazuje się, że jednak był uczciwy. Tylko kontrola się pomyliła. Firma rzecz jasna dawno splajtowała.

Mirosław Barszcz*: To proste. Minister finansów widzi, że budżet mu się nie dopina - załóżmy brakuje 3 mld zł. Idzie do wiceministra odpowiedzialnego za kontrolę podatkową i mówi: Rysiu, Zdzisiu, Heniu, potrzebuję trzy bańki więcej. Rysiu mówi: „No dobra, spróbujemy”.

Wiceminister daje sugestie dyrektorom urzędów kontroli skarbowej: "Słuchajcie, kraj w potrzebie". No to kontrolerzy ruszają do przedsiębiorców.

Ale to są metody rodem z bananowych republik!

- Wystarczy popatrzeć, jak wygląda historia polskiego deficytu budżetowego, i porównać to z wysokością nałożonych kar przez organy podatkowe. W 2009 r., gdy zaczęto mówić o wielkiej dziurze w budżecie, wysokość naliczonych kwot pokontrolnych w porównaniu z 2008 r. wzrosła o 50 proc.

Ta prawidłowość występuje od dawna. Gdy w 1998 r. zaczynał się kryzys, w ciągu kilku lat kwoty naliczonego podatku i kar - tylko z tytułu niezapłaconego VAT - wzrosły dziesięciokrotnie.

W 2010 r. dziura w budżecie - według ustawy budżetowej - miała sięgnąć ponad 50 mld zł. Przedsiębiorcy - jak rozumiemy - powinni się bać.

- Na to wygląda. Wyjście według mnie jest jedno. Żeby uniknąć w przyszłości takich sytuacji, trzeba oddzielić urzędy skarbowe od ministra finansów. Tak jak oddzieliliśmy prokuraturę od ministra sprawiedliwości. Nie będzie nacisków na urzędników, aby nakładali kary na przedsiębiorców tylko dlatego, że minister finansów jest akurat w potrzebie.

W USA i Wielkiej Brytanii organy podatkowe to odrębne agendy rządowe. A jak minister będzie potrzebował więcej pieniędzy, to po prostu podniesie podatki - jawnie, a nie poprzez nękanie podatników.

Ale to jest przecież idiotyczne. Jaki zysk fiskus ma z tego, że zniszczy firmę? Urzędy skarbowe powinny wręcz pomagać przedsiębiorcom, gdy wpadną w kłopoty. Bo firma, która padnie, nie zapłaci już ani złotówki podatku. A taka, która wygrzebie się z kłopotów, wręcz przeciwnie.

- Urzędnik skarbowy, gdy wyda decyzję korzystną dla podatnika, tylko niepotrzebnie zaryzykuje, że jakaś kontrola dopatrzy się w tym nieprawidłowości i da mu naganę. Po co mu to? A jak wyda decyzję niekorzystną, ma święty spokój. Najwyżej państwo po latach wypłaci firmie karne odsetki.

Może gdyby urzędnik płacił kary z własnej kieszeni, zastanowiłby się bardziej, co robi?

- Wtedy w obawie przed karą nie będzie podejmował żadnej decyzji. Warto też spojrzeć na doświadczenia USA u schyłku rządów Ronalda Reagana. Wprowadzono tam daleko idącą ochronę praw podatnika.

Wcześniej amerykańscy inspektorzy skarbowi byli znienawidzeni przez obywateli. Potrafili w czasie operacji oderwać lekarza od zszywania pacjenta tylko po to, by wyjaśnił, czy prawidłowo rozliczył się z podatków.

Reagan powołał urząd rzecznika praw podatnika - specjalny organ, który co roku sporządza raport o funkcjonowaniu prawa podatkowego i nadzoruje przestrzeganie prawa przez wszystkie organy skarbowe. Każdy podatnik uzyskał też prawo do obrony z urzędu w sprawach podatkowych, identycznie jak w sprawach karnych. Ponadto w urzędach skarbowych powołano specjalne komórki doradców podatkowych, którzy za darmo doradzają przedsiębiorcom.

Kiedyś zajrzałem na stronę internetową amerykańskiej skarbówki i przeczytałem: "Nie płać za mało podatku, nie płać za dużo podatku. Płać tyle, ile trzeba". To pokazuje, że ich celem nie jest ostrzyc podatnika do ostatniego dolara. Tak jak dzieje się u nas.

Wróćmy na polski grunt. Przychodzi do pana kontroler ze skarbówki i mówi: "Zalega pan na milion". Uzasadnienie decyzji jest dęte. Na pierwszy rzut oka widać, że to się kupy nie trzyma. Ile czasu zajęłoby panu wygrzebanie się z tego?

- Co najmniej dwa, trzy lata.

Ile by to kosztowało?

- Doradztwo podatkowe najwyższej jakości kosztuje ok. tysiąca złotych za godzinę. Jeśli doradca ma być tylko dobrej jakości, przedsiębiorca musi wydać na obronę ok. 50 tys. zł. To obejmuje przygotowanie zastrzeżeń do protokołu, odwołania od decyzji urzędu skarbowego, skargę do sądu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    54 głosy