Biznes Ludzie Pieniądze

Piątka na kryzys: Strefa euro ma problemy, ale warto w niej być

Witold Gadomski
31.05.2010 , aktualizacja: 30.05.2010 21:32
A A A Drukuj
Ważne jest, by polskie społeczeństwo dobrze zrozumiało grecką lekcję - co oznacza nadmierne zadłużanie się. Do strefy euro Polska powinna dążyć, a kiedy już do niej wejdzie, może być - obok Niemiec - filarem stabilności.
Ryszard Petru
Ryszard Petru
Krzysztof Rybiński
.
Krzysztof Rybiński
Witold Orłowski
.
Witold Orłowski
Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki
Stefan Kawalec
.
Stefan Kawalec
Ryszard Petru
Ryszard Petru
Krzysztof Rybiński
Krzysztof Rybiński
Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki
Stefan Kawalec
Stefan Kawalec
Witold Orłowski
Witold Orłowski
Jak kryzys finansowy, zwłaszcza po jego greckiej odsłonie, wpłynie na funkcjonowanie Unii i europejskiej gospodarki?

Witold Orłowski: Najgorsze chyba mamy za sobą. Ale nie mam cienia wątpliwości, że wielu potężnych inwestorów instytucjonalnych, którzy siedzą na górach dolarowych aktywów, jest zainteresowanych czasowym osłabieniem euro. Oni rozdmuchują problemy europejskie ponad miarę. Mają teraz idealną sposobność, by spokojnie i bez strat aktywa dolarowe wymienić na euro.

Europa stanęła na rozdrożu. Jest grupa krajów gotowych wykorzystać kryzys do stworzenia mechanizmu stałej koordynacji polityki fiskalnej i są kraje, które pomysłom tym są niechętne. Francja próbuje ustawić się pośrodku. Ale aby zmusić kraje do utrzymywania długu publicznego na akceptowalnym poziomie, trzeba byłoby wprowadzić sankcje, których nie dałoby się bezkarnie łamać, czyli automatyczny system dotkliwych kar po przekroczeniu ustalonych kryteriów. Do tej pory nikt się na to nie godził.

Alternatywą jest rozluźnienie polityki pieniężnej według wzorów amerykańskich. W USA bank centralny współpracuje z rządem, który nigdy nie zbankrutuje, gdyż bank zawsze może dodrukować pieniądze. Podnoszony jest argument, że również EBC powinien gwarantować wypłacalność rządów krajów strefy euro, gdyż to zwiększyłoby wiarygodność Europy, choć za cenę "rozmiękczenia" euro. Tylko że ci, którym zależy na mocnym pieniądzu - Niemcy, Holendrzy - nie chcą, by EBC dawał innym gwarancje, uważając, że to stworzy tylko pokusę nadużycia.

Mamy więc alternatywę - albo miękki pieniądz, co oznaczać będzie na długą metę wyższą inflację i wyższe stopy procentowe, a być może kontynuację kryzysu, albo zacieśnienie reguł, co spowoduje rewolucję w Unii. Spełnią się przepowiednie tych, którzy obawiają się, że Niemcy będą dyktować reszcie Europy warunki wspólnej polityki gospodarczej.

Mateusz Morawiecki: Przez ostatnie dziesięciolecia w Europie narosły zjawiska powodujące bardzo dużą nierównowagę gospodarczą i cywilizacyjną. Nie tylko w sferze finansów publicznych, ale też na poziomie życia gospodarstw domowych i działania firm. Państwo hiszpańskie na przykład jest stosunkowo mało zadłużone, ale gospodarstwa domowe i firmy mają łączny dług w wysokości 150-170 proc. PKB. Swoją drogą, dobrze, aby korzystając z greckiej lekcji, Unia uważnie przejrzała całą swoją architekturę finansową.

Bardzo trudno jest zachować spójną i wspólną dla strefy euro politykę monetarną bez spójnej polityki fiskalnej. Nie do utrzymania jest na dłuższą metę polityka słabego pieniądza, prowadzona po to, by dać najsłabszym krajom strefy euro czas na naprawienie własnej gospodarki. W Unii nie mamy do czynienia wyłącznie z kryzysem o charakterze finansowym. Nie miejmy złudzeń - sami ekonomiści i finansiści się z nim nie uporają. Potrzebna jest nowa wizja Europy i przywódcy polityczni, którzy porwą Europejczyków do jej wdrożenia. Nowa wizja musi zastąpić obecne doraźne działania, kiedy zachowujemy się jak rodzina, której dom ma zniszczony dach. Zamiast ten dach w pocie czoła naprawiać, biegamy od jednej dziury w dachu do drugiej i podstawiamy wiadra i miski. Jedno wiaderko to poluzowanie ilościowe lub kupowanie przez EBC obligacji rządowych, a jeszcze inne to np. pełne gwarancje dla banków czy blisko zerowe stopy procentowe, które pośrednio oznaczają dotację dla sektora bankowego w krajach strefy euro. Naprawa dachu to zmiana filozofii patrzenia na regulacje, na politykę monetarną i fiskalną, zmiana podejścia do zadłużania się, zwłaszcza nadmiernego zadłużania się, a także inne spojrzenie na instytucje unijne.

Dziś dzięki kryzysowi Unia jest w momencie przełomowym. Słowo "kryzys" pochodzi z greckiego i oznacza właśnie punkt zwrotny, moment przełomowy. Europa stoi więc jednocześnie przed szansą wykorzystania tego momentu. Musimy przewartościować podejście do edukacji, pracy czy korzystania z dóbr i oprzeć gospodarkę na zdrowych filarach podażowych, popytowych i regulacyjnych. Nie można żyć nieustannie z dotacji, jak Grecja (w szczytowym momencie otrzymująca ponad 10 proc. PKB rocznie z UE), lub na kredyt, jak np. Hiszpanie. Kraje, które za dużo oszczędzają - Niemcy, Holandia - powinny więcej konsumować i tym samym przyjąć więcej eksportu krajów deficytowych, a na południu Europy ludzie powinni więcej oszczędzać.

Najtrudniejsze - w krótkim terminie od trzech do dziewięciu miesięcy - jest już za nami. Grecja otrzymała pomoc, która pozwoli jej przez dwa lata obsługiwać zadłużenie. Ale jeżeli rynki finansowe zobaczą, że kraje mające problemy ograniczają się do działań pozornych, ze zdwojoną siłą zaatakują najsłabsze ogniwa - nie tylko Grecję, ale też inne państwa Europy Południowej. Spójrzmy np. na ostatnie aukcje obligacji rządowych. Irlandia radzi sobie zupełnie nieźle, gdyż od roku wprowadza środki zaradcze. Wynagrodzenia w sektorze publicznym obniżyła o 10 proc., obcięto też płace w sektorze prywatnym i wydatki na emerytury. Dlatego irlandzkie obligacje rozchodzą się jak świeże bułeczki. Natomiast aukcja hiszpańska do ostatniej chwili stała pod znakiem zapytania i ostatecznie obligacje kupiły najprawdopodobniej banki hiszpańskie namówione do tego przez rząd. Rynki finansowe nie wierzą jeszcze Hiszpanii.

Krzysztof Rybiński: Kryzys grecki przyspiesza procesy, które i tak by zaszły. Mamy za sobą kryzys finansowy. Przechodzimy właśnie kryzys fiskalny, przed którym przestrzegaliśmy w minionym roku. Przed nami dramatyczne problemy wynikające ze starzenia się społeczeństw. Jeżeli uwzględnimy zobowiązania emerytalne, to średnie zadłużenie państw europejskich wynosi 500 proc., a Grecji pewnie 1000 proc. Kuracja grecka czeka wszystkie kraje. Poziom zabezpieczenia społecznego musi się obniżyć, a to oznacza strajki, presje na rządy, przesilenia polityczne. To będzie codzienność w najbliższej dekadzie. Mimo wszystko Europa jest na dobrej drodze, gdyż problemy greckie przestraszyły inne rządy. Hiszpania, Francja, Portugalia, Niemcy, Wielka Brytania ogłosiły cięcia jednych wydatków i zamrożenie innych.

Kryzys europejski był nakręcany przez rynki finansowe. Niektóre instytucje finansowe są tak wielkie, że mogą kreować wydarzenia finansowe w sposób dla nich wygodny. Grały, a być może ciągle grają na to, by doprowadzić do kryzysu finansowego w Unii Europejskiej. Sprawy zaszły tak daleko, że trzeba postawić im tamę poprzez odpowiednie regulacje. Na przykład - musimy ograniczyć rozmiar instytucji finansowych, wprowadzić podatek Tobina (czyli drobną opłatę od każdej transakcji finansowej), który utrudni gry spekulacyjne. Dzięki reformom finansów publicznych w ciągu dwóch-trzech lat część europejskich problemów będzie rozwiązana, co uwiarygodni Unię w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie się nic nie dzieje.

Reformy Obamy raczej zwiększą deficyt budżetowy i niepokój rynków finansowych przesunie się za kilka lat w stronę USA. Pojawi się wątpliwość, czy Ameryka spłaci swoje długi w inny sposób niż poprzez osłabienie dolara i zaaplikowanie światu wyższej inflacji. To może doprowadzić do gry dużo groźniejszej niż teraz. Łatwo sobie wyobrazić, jak rynkami potrząśnie obniżka ratingu USA. A przed nami są jeszcze problemy chińskie - narastający bąbel na rynku nieruchomości. Musimy się liczyć z tym, że kryzysy globalne w rozmaitej postaci będą w najbliższej dekadzie częstym zjawiskiem.

Stefan Kawalec: W Polsce wielu ekonomistów, opowiadających się za wprowadzeniem euro uważało, że jest to najlepszy mechanizm, by zdyscyplinować politykę ekonomiczną. Okazało się, że w przypadku takich krajów, jak Grecja, Portugalia, Hiszpania było odwrotnie. Posiadanie euro pozwoliło im na prowadzenie rozrzutnej polityki, na którą nie mogłyby sobie pozwolić, mając waluty narodowe. Dzięki euro mogły bardzo tanio pożyczać pieniądze na rynkach międzynarodowych, gdyż rynki finansowe traktowały wszystkie kraje w ramach strefy euro w sposób bardzo podobny. Różnice w rentowności obligacji rządowych między poszczególnymi krajami, które weszły strefy euro zmalały niemal do zera. Teraz inwestorzy odkryli nagle, że obligacja wypuszczona przez rząd niemiecki to nie to samo co obligacja grecka czy portugalska i Grekom już nie chcą pożyczać pieniędzy. Okres ekspansji fiskalnej i boomu kredytowego w należących do strefy euro krajach południa Europy doprowadził do wzrostu płac wyprzedzającego wzrost wydajności pracy, co zaowocowało znacznym pogorszeniem międzynarodowej konkurencyjności tych krajów. Przynależność do strefy euro okazała się teraz pułapką, gdyż wyklucza szybką poprawę międzynarodowej konkurencyjności gospodarki poprzez osłabienie krajowej waluty. Są w strefie euro kraje takie jak Irlandia, które potrafiły ostatnio poprawić konkurencyjność gospodarki poprzez nominalne obniżki płac, lecz jest to znacznie trudniejsze i bardziej bolesne niż dewaluacja własnej waluty.

Pytanie - co dalej z euro. Pierwszym wyjściem jest wycofanie się Europy z tego projektu. Niemcy miałyby silną markę nie oddając swej wiarygodności innym krajom. Drugi wariant - o którym najwięcej się mówi - to pozostawienie euro i koordynacja polityki fiskalnej na poziomie prawie takim, jak w suwerennych państwach. Jest też trzeci wariant, moim zdaniem najbardziej rozsądny i prawdopodobny - pozostawienie euro, lecz wyraźna rezygnacja z solidarnej odpowiedzialności za długi państw należących do eurolandu. Jeżeli w USA Kalifornia popada w długi albo bankructwo grozi General Motors, to nie oznacza to zagrożenia dla istnienia dolara, gdyż żaden pojedynczy stan ani korporacja nie mają zdolności emisji waluty amerykańskiej, a ich dług nie jest objęty żadną gwarancją ze strony amerykańskiego banku centralnego. Podobnie powinno być w strefie euro. Jeżeli jakiś kraj strefy euro ma kłopoty z obsługą swego długu, to nie znaczy to, że zagrożona jest wspólna waluta, gdyż żaden pojedynczy kraj nie ma zdolności do emisji euro . Europejski Bank Centralny nie powinien zajmować się podtrzymywaniem wypłacalności niewypłacalnych krajów. Po prostu taki dług powinien być zrestrukturyzowany tak, by koszty poniósł dłużnik i wierzyciele.

Należy pomyśleć o awaryjnym mechanizmie czasowego wyjścia ze strefy euro, co mogłoby okazać się ratunkiem dla krajów, w których w wyniku własnej niefrasobliwej polityki lub innych przyczyn doszło do drastycznego obniżenia konkurencyjności. Kraje które notorycznie łamałyby zasady dotyczące polityki fiskalnej, mogłyby być ze strefy euro czasowo usuwane. O mechanizmie takim niedawno wspomniał niemiecki minister gospodarki . Euro pozostaje bardzo ważnym projektem ekonomicznym i cywilizacyjnym. W olbrzymim stopniu ułatwia handel i funkcjonowanie firm na rynku europejskim. Nie sądzę, by Europejczycy skłonni byli rozstać się z euro i powrócić do nieustannej wymiany walut, gdy przekraczają granice.

Ryszard Petru: Prezes amerykańskiego banku Lehman Brothers (od jego upadku datuje się kryzys finansowy) przez długi czas oskarżał spekulantów, że grają na zniżkę akcji banku, używając do tego instrumentu zwanego krótką sprzedażą. W jego ocenie nie jakość aktywów banku, ale spekulacja na cenie akcji była głównym problemem banku. Podobnie jest w przypadku Grecji. Oskarża się spekulantów, a nie nieodpowiedzialne rządy, które są winne kryzysowi.

Podczas naszych spotkań w "Gazecie" zwracaliśmy uwagę, że kolejną fazą kryzysu będzie kryzys fiskalny, trudno było przewidzieć, w jakiej formie się on objawi. Polska na tle Europy ma niezłą sytuację. Dzięki wyżowi demograficznemu z czasów stanu wojennego mamy korzystną strukturę wiekową społeczeństwa. Komisja Europejska dokonała szacunku, jak bardzo poszczególne kraje powinny zredukować wydatki, by zacząć równoważyć w długim okresie swoje finanse i sprostać wyzwaniom demograficznym. Grecja o 14 proc., a Polska poniżej 4 proc.

Innym naszym atutem jest zapis w konstytucji i ustawie o finansach publicznych niepozwalający na nadmierne zadłużanie się. Dzięki temu dyskusja o polityce fiskalnej zaczyna się wówczas, gdy dług przekracza 50 proc., a nie 80-100 proc., jak w innych krajach. Ten zapis jest chyba najskuteczniejszym straszakiem na polityków, aby nadmiernie nie zadłużyli kraju.

Nasza gospodarka jest dziś bardziej stabilna niż przed dwoma laty, gdy zaczynał się kryzys. Bo po upadku Lehman Brothers każdy rozsądny minister finansów w naszej części Europy drżał, że nie uda mu się rolować długu, i wiedział, że musi robić wszystko, by rynki miały do jego kraju zaufanie. A Grecja w tym czasie szybko się zadłużała, gdyż była przekonana, że obecność w euro sprawia, że obligacje zawsze da się sprzedać, a koszt długu będzie niski. W Polsce na początku lat 90. mieliśmy gorszą sytuację niż obecnie Grecja. Ale w ciągu dekady udało nam się wyjść na prostą, gdyż powszechne było przekonanie, że wyjścia nie ma i musimy zaakceptować trudne reformy, a pomóc możemy sobie tylko sami. Grecy w przeciwieństwie do Polaków nie widzą związku przyczynowo-skutkowego między swą obecną sytuacją a populistyczną polityką uprawianą przez poprzednie rządy.

Model europejski, z którego jest dumny prezydent Sarkozy i inni przywódcy, jest nie do utrzymania. Wszystkie kraje europejskie powinny zmierzać w stronę modelu anglosaskiego - bardziej elastycznego rynku pracy, otwartych zawodów, otwarcia na migrację. Przez lata Europejczycy się przed tym bronili, gdyż byli zadowoleni ze swego status quo. Wymuszać to będzie rynek, który dotychczas wymusił np. na Hiszpanii reformy fiskalne. Nie dlatego, że Zapatero jest zwolennikiem twardej polityki finansowej, tylko Hiszpanie chcą się jak najwyraźniej odróżnić od Grecji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów