O planach przesunięcia napisaliśmy w czwartek. Sam most, który połączy Ełk z litewskim Alytus, a tym samym polski i litewski system energetyczny, kosztuje niewiele. Lwią część środków pochłonie wzmocnienie systemu energetycznego w północno-wschodniej Polsce. UE przeznaczyła na to 200 mln euro. Ale ponieważ projekt znajduje się jeszcze w fazie "papierowej" (ocena wpływu na środowisko), to MRR boi się, że nie zdążymy wydać unijnych pieniędzy i w konsekwencji przepadną.
Dlatego w zeszłym tygodniu szefowa resortu Elżbieta Bieńkowska zaproponowała przesunięcie tych pieniędzy na inwestycje przeciwpowodziowe. Ale wycofała się z tego pomysłu. - Nie ma mowy o przesunięciu funduszy, a jeśli już, to w bardzo małym zakresie - powiedziała dziś na konferencji prasowej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w
Katowicach.
Zdecydowane poparcie dla mostu wyraził też przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. - To jest jeden z najważniejszych unijnych projektów, trudno przecenić jego wartość - tłumaczył. Dodał, że żałuje, że most nie powstał już 10 lat temu.
Dużo większe jest prawdopodobieństwo przesunięcia unijnych pieniędzy z projektu rurociągu naftowego Odessa-Brody-
Płock, którym przez Ukrainę mogłaby popłynąć ropa z krajów Zakaukazia, zwłaszcza z Azerbejdżanu. Bieńkowska mówiła, że ukraińscy partnerzy są mało zainteresowani tym projektem. - Jeżeli nie nastąpi przyspieszenie, to będzie trzeba coś z tym zrobić - stwierdziła.