Głównym tematem pierwszego dnia kongresu była dyskusja nad przyszłością Unii Europejskiej i światowej gospodarki po globalnym kryzysie, a także możliwą nową konfiguracją sił w światowej gospodarce. - Po kryzysie mamy trzy Europy - tę nad Morzem Śródziemnym, Europę Zachodnią i rynki wschodzące, Europę Centralną, o której jeszcze do niedawna mówiono z wielką nieufnością. Teraz zaś
Polska i cały region mają swoje 5 minut. Stoi przed nami ogromna szansa, którą musimy wykorzystać - mówił podczas dyskusji panelowej dr Jan Kulczyk. Dodał, że kluczem do sukcesu jest myślenie o rynkach rozwijających się jako o regionie. Jego zdaniem nieformalna grupa państw, które można określić wspólną nazwą Central Eastern European Development (CEED), ma wszelkie dane ku temu, aby szybko się rozwijać i być europejskim odpowiednikiem BRIC (Brazylia,
Rosja, Indie,
Chiny). - Czemu nie? To u nas tydzień pracy trwa 48 godzin, a we Francji 36, to my najlepiej wykorzystujemy talenty młodych ludzi - dowodził Kulczyk. Jak dodał, Europa może się uczyć od krajów naszego regionu. - Spójrzmy na przykład Estonii. Miała ogromne problemy, ale zacisnęła pasa i dokonała drastycznych reform. Tam nie ma strajków, demonstracji, jest za to większa świadomość - stwierdził Kulczyk. - Mamy okazję pokazać światu, że potrafimy. Już dziś ministrowie wielu państw UE powinni patrzeć na ministra Rostowskiego i brać przykład - dodał.
W podobnym tonie wyrażał się Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu. - Kiedy latem 2008 roku występowały spekulacyjne wahania złotego, a kurs oscylował w granicach 3,30-4,80, cały nasz region uznawany był za źródło niepokoju i potencjalnej zarazy, od której ucierpi Europa. Od tego czasu nieufność zmieniła się jednak w zaufanie - powiedział.
Niemiecki bankomat nieczynny Ostrożną prognozę wizji przyszłości UE przedstawił Jan Krzysztof Bielecki. - Podstawowym warunkiem rozwoju jest makroekonomiczna stabilizacja, bez tego nie da się osiągnąć gospodarczych sukcesów. Łotwa potrafiła się zmobilizować i zapłacić ogromną cenę za fiskalne dostosowanie, niestety w Grecji nie ma takiej politycznej możliwości - powiedział Bielecki. - Moim zdaniem w ciągu najbliższych dwóch lat Grecy będą musieli pójść polskim śladem, będą szukali porozumienia w celu redukcji poziomu swojego zadłużenia, ponieważ sami nie są w stanie spłacić zobowiązań - dodał. Jego zdaniem zmienia się obecnie model finansowania rozwoju UE. - Wcześniej dostęp do niemieckiego bankomatu był praktycznie nieograniczony, tymczasem większość krajów UE jechała na gapę, żyjąc miło i przyjemnie. To są źródła obecnych kłopotów, w obliczu których
Niemcy powiedziały, że bankomat nieczynny, a ewentualny dostęp do niego wiąże się z wysokimi opłatami - powiedział Bielecki.
Niemcy patrzą na nas z zazdrością - Jeszcze kilkanaście lat temu Niemcy, mówiąc o "polnische wirtschaft", uśmiechali się pod nosem, dzisiaj patrzą na nas z zazdrością. Polska zaczęła zdrowo myśleć o sprawach gospodarczych, nasze fundamenty ekonomiczne są normalne. Co prawda cały czas uważam, że państwa jest w gospodarce za dużo, ale i tak znacznie więcej jest na przykład we Francji - powiedział Kulczyk. - Najlepszym przykładem i jednocześnie powodem do dumy z tego stanu rzeczy jest dla mnie to, że volkswageny produkowane w
Poznaniu są tańsze o 35 proc. od tych produkowanych w Hanowerze, a przy tym lepsze. A ta różnica w cenie nie wynika wcale z wysokości pensji, która w przypadku tego koncernu wynosi tylko 4 proc. Różnica wynika z większych obciążeń socjalnych, kosztów, które Volkswagen musi ponosić na rzecz państwa. W rozmowach, które prowadzą, coraz więcej przedsiębiorców zastanawia się, gdzie przenieść produkcję, żeby zmniejszyć obciążenia socjalne - powiedział Kulczyk.