Biznes Ludzie Pieniądze

Co oznacza pakiet klimatyczno-energetyczny dla polskiej gospodarki?

Rafał Zasuń
31.05.2010 , aktualizacja: 03.06.2010 18:59
A A A Drukuj
UE zobowiązała się zmniejszyć do 2020 r. emisję CO2 oraz zużycie energii, a 20 proc. energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Polska gospodarka oparta jest na węglu, produkujemy z niego aż 94 proc. prądu.
Lech Wałęsa na Europejskim Kongresie Gospodarczym 2010
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Lech Wałęsa na Europejskim Kongresie Gospodarczym 2010
GALERIA ZDJĘĆ
Jak zatem poradzimy sobie z tym wyzwaniem - zastanawiali się szefowie największych polskich spółek energetycznych zgromadzeni na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Dla Polski kluczowy będzie rok 2020 - to od tej daty nasze elektrownie i przemysł zaczną kupować prawa do emisji CO2 na aukcjach, a ceny prądu poszybują. Unia przewiduje, że za emisję jednej tony trzeba będzie płacić ok. 30 euro, ale równie dobrze może to być 60 euro.

- Od tej dyskusji nie uciekniemy - ostrzegał minister środowiska Andrzej Kraszewski. I wzywał energetyków, aby wzięli się do roboty.

- Na razie bezpiecznie wpisujemy się w parametry - mówił Paweł Olechnowicz, szef paliwowego Lotosu. - Ale już za kilka lat przestaniemy się wpisywać, i to będzie wyzwanie. Pracujemy nad projektem zatłaczania CO2 do pokładów wyeksploatowanej ropy naftowej pod dnem Morza Bałtyckiego.



- Udział węgla w produkcji energii w Polsce musi się zmniejszyć - ostrzegał Filip Thon, szef polskiej spółki energetycznego giganta z Niemiec, RWE, która zrezygnowała niedawno z planów budowy 800-megawatowej elektrowni węglowej w Polsce.

W posłaniu do uczestników konferencji komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard wezwała do zmniejszenia emisji aż o 30 proc. Twierdziła, że będzie to kosztować niewiele więcej niż 20 proc., choć jej propozycje odrzucili niedawno pozostali komisarze.

- Te grube miliardy, o których mówiła pani komisarz, dobrze wyglądają na papierze - ostrzegał Wojciech Topolnicki, wiceprezes PGE. PGE realizuje w Bełchatowie pilotażowy projekt wychwytywania i zatłaczania CO2 pod ziemią. - Z naszych obliczeń wynika, że będzie to kosztować 67 euro za wychwytywanie tony węgla, czysta strata 2 mld zł. Podeszliśmy do tego nie jak do inwestycji przynoszącej zyski, projekt CCS jest współfinansowany z UE. Musimy mieć więcej środków publicznych. Ale Polski nie stać na dekarbonizację - mówił Topolnicki.

A jeśli ludzie dowiedzą się o zatłaczaniu CO2 pod ich domy i ogródki, to okaże się, że czeka nas jeszcze wiele pracy.

- UE postawiła sobie cele tyleż ambitne, co nierealne - mówił Jacek Krawiec, szef Orlenu. - Namawiam do zachowania zdrowego rozsądku, zmniejszenie emisji będzie kosztowało 1,5 proc. PKB, dla porównania na zbrojenia UE wydaje 2 proc.

- Odpowiadamy za wynik firmy, a nie jakość powietrza za 20 lat. A przecież Chiny nie zmniejszą emisji o 20 proc. - tłumaczył Maciej Owczarek, szef Enei.

Ale nie wszyscy prezesi są takimi pesymistami. - My rozpatrujemy to w kategoriach szansy, a nie zagrożenia, bo gaz emituje najmniej CO2 ze wszystkich paliw kopalnych - mówi z kolei Michał Szubski, szef PGNiG.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy