Aleksandra Krzanowska miała 25 lat, gdy postanowiła, że będzie wydawać literaturę dziecięcą. Niby bajka, ale zabrzmiało poważnie. W 2008 roku Czerwony Konik (tak nazwała swoje wydawnictwo) wykonał skok na głęboką wodę - wydał "Owadzie opowieści" autorstwa kilkunastoletniego Jana Sienkiewicza z własnymi, akwarelowymi ilustracjami. Tekst dostała od Michała Rusinka, sekretarza Wisławy Szymborskiej, przyjaciela Sienkiewiczów.
Książka zaskoczyła, w ciągu półtora roku Krzanowska wydała kolejne cztery tytuły. Udało jej się namówić do współpracy autorów z pierwszej ligi literatury dziecięcej (Wojciech Widłak, Paweł Pawlak), a jedna z książek dostała nagrodę Najpiękniejszej Książki Roku Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.
Jak idzie biznes? - Już do niego nie dokładam, ale jeszcze żyć z książek nie mogę - mówi z uśmiechem. Dorabia zleceniami graficznymi.
Czerwony Konik dołączył do coraz liczniejszego stada małych, niezależnych wydawnictw, które - jak same mówią - "czują misję".
Grunt to dobrze czytać W 2008 roku urodziło się w Polsce prawie 415 tys. dzieci, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Tymczasem w 2009 roku kupiliśmy pociechom baśnie, wierszyki, czytadła za 275 mln zł. Czyli mniej niż połowę kwoty, którą przeznaczamy na płatki do mleka. I o prawie 13 proc. mniej niż w 2008 roku.
Rynek literatury
dla dzieci jest trudny i kapryśny. - Rządzą nim bestsellery - mówi Łukasz Gołębiewski z Biblioteki Analiz, która bada rynek księgarski. - W 2008 roku wyszedł ostatni tom Harry'ego Pottera. Prawdopodobnie część spadku z 2009 roku to efekt braku hitu tej samej miary - wyjaśnia. Ma nadzieję, że w tym roku cały rynek książki urośnie o 6-7 proc.
- Rodzice już zdają sobie sprawę, że dziecku należy czytać. Ale małe znaczenie przywiązują do tego, co czytają - dopowiada Ewa Świerżewska, recenzentka, redaktor naczelna portalu Qlturka.pl.
W księgarni sięgamy więc, jeśli nie po oczywisty hit w rodzaju Harry'ego Pottera czy Mikołajka, to po jakąś klasykę - braci Grimm, Brzechwę, historie z disnejowskich kreskówek.
- Gdy wybieramy dla siebie książkę, to nie bierzemy tego, co najładniej błyszczy. Czytamy wcześniej recenzje, mamy ulubionych autorów, wydawnictwa. Dzieciom wybieramy szybciej, z mniejszym pietyzmem - ubolewa Andrzej Kuźmicki, współwłaściciel wydawnictwa EneDueRabe z Gdańska.
- Rozbój w biały dzień to grafomańskie przeróbki baśni, gdzie treść zawiera się w 15 zdaniach, a ilustrują je komputerowe rysunki, nawet nie wymienia się ich autora - wtóruje mu Katarzyna Skalska z Zakamarków.
- Pokutuje też mit, że książka dla dziecka powinna być tania, bo ma mało tekstu. A jest odwrotnie - im więcej ilustracji, tym koszt przygotowania i druku wyższy - dopowiada Monika Wróbel-Lutz z Tataraku.
Lilipucie nakłady Lilipucie wydawnictwa rzucają rękawicę bylejakości. EneDueRabe chce być specjalistą od trudnych tematów (śmierć, rozwód rodziców, emocje). Wytwórnia nie boi się nowatorskich grafik (za ilustracje do wierszy Tuwima dostała jedną z najważniejszych międzynarodowych nagród Bologna Ragazzi Award). Wydawnictwo Dwie Siostry przypomina dawne
przeboje z mistrzowskimi ilustracjami (np. "Babcię na jabłoni" z rysunkami Mirosława Pokory), dają pierwsze lekcje architektury. Tatarak wyciąga rękę do dzieci rocznych czy dwuletnich. Zakamarki odkrywają skandynawskie książki obrazkowe (w tym Astrid Lindgren już dla trzylatków). Hokus-Pokus oprócz literatury wydaje kwartalnik "Ryms" o książkach dla dzieci.
Mają jednak pod górkę. Dystrybutorzy patrzą na nich niechętnie (co to za wydawnictwo, które wydaje trzy-cztery tytuły rocznie?). Jak już parę książek trafi do księgarni, to ustawia się je tak, że nieświadomy klient nie ma szans ich dostrzec. A nawet jeśli któraś się sprzeda, to bywa, że i przez rok wydawca nie dostaje za nią pieniędzy od dystrybutora.
Wejść w biznes wydawniczy jest dosyć łatwo. Przygotowanie książki i druk kosztuje około 25 tys. zł. Taniej jest kupić licencję na tytuł zagraniczny (około 1 tys. euro na początek, potem 6-8 proc. ceny), niż zapłacić grafikowi i autorowi polskiemu. Małego wydawnictwa nie stać jednak na promocję, dlatego sprzedaż rzadko kiedy przekracza minimalny opłacalny nakład 2-3 tys. egzemplarzy. - Tyle jednego tytułu sprzedajemy przez rok. A wiem, że duże wydawnictwo sprzedaje 8 tys. w dwa miesiące, i to książki wcale nie bestsellerowej - mówi jeden z wydawców. Nakład ostatniej części "Mikołajka" wydanego przez Znak wyniósł 100 tys. egzemplarzy.
Kryzys wypłukuje diamenty A kryzys? Rok był ciężki dla wydawnictw, bo borykały się z kłopotami w dystrybucji i osłabieniem złotego. - Nawet jeśli klienci nam zbiednieli, to myśmy tego nie odczuli. Więcej ludzi zaczęło może traktować książkę jako dobry prezent - mówi Kuźmicki z EneDueRabe. Tatarak paradoksalnie właśnie w kryzysowym roku po raz pierwszy miał zysk. - W kryzysie, zamiast przyczaić się, zaczęłam wydawać więcej. Ubiegły rok był wręcz szalony - wyznaje Marta Lipczyńska-Gil, szefowa Hokus-Pokus. - Powoli rośnie świadomość rodziców. Jest nas więcej, nie tylko masowa książka jest widoczna - mówią zgodnie wydawcy.
- Pamiętam, jak kilka lat temu byłyśmy na targach w Bolonii i oglądałyśmy te wszystkie piękne książki, które wydaje się w Europie. I mówiłyśmy jednemu wydawcy: Och, jak my wam zazdrościmy, u nas nie ma tak wspaniałych książek. A on nam na to: Och, jak ja wam zazdroszczę. Możecie wszystko sobie wydać - opowiada Ewa Stiasny z Dwóch Sióstr.
Za sukces krytycy uznają to, że Polacy coraz bardziej doceniają konkretnych autorów i ilustratorów. - Mamy coraz więcej liczących się nazwisk. Józef Wilkoń i Paweł Pawlak po latach artystycznej emigracji w końcu publikują w Polsce. Na uwagę zasługuje Roksana Jędrzejewska-Wróbel pisząca książki bardzo różne, ale wszystkie dobre (np. "Kosmita" o autystycznym chłopcu) - mówi Świerżewska.
Ewa Stiasny z siostrą Joanną Rzyską już mają przygotowaną strategię, by z wydawnictwa niszowego stać się bardziej masowym. - Przy każdej nowej książce myślimy, jak zrobić z tego serię. Po architektonicznym D.O.M.K.U mamy kolejny D.E.S.I.G.N, następna będzie M.O.D.A. Co miesiąc musimy mieć dwie-trzy nowości, by utrzymać się w świadomości klientów. No i żeby mieć katalog - ofertę dla dystrybutorów - wzdychają.