Biznes Ludzie Pieniądze

Rośniemy wolniej. Polski PKB w I kw. urósł tylko 3 proc.

Patrycja Maciejewicz
31.05.2010 , aktualizacja: 31.05.2010 21:18
A A A Drukuj
Inwestycje zawodzą, konsumenci wspierają. Polski PKB w I kw. urósł o 3 proc. Który silnik pociągnie naszą gospodarkę w tym roku?
Jeśli nasze PKB będzie rosło w tempie 4,5-5 proc. - czyli tak jak przeciętnie w latach przed kryzysem -średni poziom europejskiej zamożności
osiągniemy za 25 lat. Na zdj. centrum handlowe Złote Tarasy w Warszawie
Fot. Albert Zawada / AG
Jeśli nasze PKB będzie rosło w tempie 4,5-5 proc. - czyli tak jak przeciętnie w latach przed kryzysem -średni poziom europejskiej zamożności osiągniemy za 25 lat. Na zdj. centrum handlowe Złote Tarasy w Warszawie
Kwartalny wzrost PKB
Kwartalny wzrost PKB
Co napędzało wzrost PKB w I kw. 2010
Co napędzało wzrost PKB w I kw. 2010
W tamtym roku chwaliliśmy się i chcieliśmy świecić przykładem - nie dość, że jako jedyni w Europie nie daliśmy się recesji, to z kwartału na kwartał nasz wzrost PKB niemal podwajał się. Te wspaniałe osiągnięcia jednak się skończyły. W I kwartale tego roku mieliśmy 3-procentowy wzrost gospodarczy - wyhamował w porównaniu z 3,3-proc. z końcówki 2009 r.

Jaki będzie cały 2010 rok? W ekonomistach optymizm karmiony nasilającymi się sygnałami o wychodzeniu naszej gospodarki z dołka walczy z ostrożnością wynikającą choćby z kruchości ożywienia w Europie. Czy kryzys już się skończył? Ile będzie kosztować poszczególne kraje naprawa finansów publicznych?

Ogłoszone wczoraj 3-procentowe tempo wzrostu PKB nie zaskoczyło ekonomistów, więcej niespodzianek tkwiło w szczegółach.

Konsumpcja: pozytywnie

Najpierw pozytyw: okazało się, że mimo kiepskich sygnałów z początku roku byliśmy całkiem chętni do wydawania pieniędzy - tzw. konsumpcja prywatna zwiększyła się o 2,2 proc. - W tym samym czasie sprzedaż detaliczna wzrosła realnie tylko o 0,3 proc. Widać, że nie jest to najlepsze źródło informacji o konsumpcji prywatnej - ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium.

Razem z tzw. konsumpcją publiczną (na którą składają się nieinwestycyjne zakupy szkół, szpitali, biur itp.) odpowiada za 2 pkt proc. wzrostu.

Ekonomiści nie obawiają się, by w tym roku nasze wydatki przestały być jednym z głównych motorów napędzających gospodarkę. - Bezpieczeństwo zatrudnienia to główna podstawa decyzji zakupowych. Nie boimy się zwolnień, bo największa fala już za nami - tłumaczy Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Sytuacja na rynku pracy zaczęła się nawet delikatnie poprawiać. Bezrobocie spada, firmy powoli zaczynają zwiększać zatrudnienie. Dzięki umiarkowanym podwyżkom i spadającej inflacji realnie mamy do wydania więcej pieniędzy.

Jest jedno "ale". - Rodziny dotknięte powodzią nie będą wszystkiego wydawać na bieżąco. Będą raczej przesuwać środki z pensji i oszczędności na inwestycje - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, szefowa ekspertów PKPP Lewiatan. Do tego w kwietniu już i tak nie szaleliśmy na zakupach ze względu na żałobę narodową oraz Wielkanoc. Ekonomiści już zapowiadają bardzo kiepskie wyniki konsumpcji w II kwartale, jeśli nagle nie zaczniemy zarabiać dużo więcej.

Inwestycje i zapasy: gorzej

Inwestycje sprawiły drugą, tym razem negatywną niespodziankę. W I kwartale gwałtownie skurczyły się - w porównaniu z I kwartałem 2009 roku aż o 12,4 proc. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że kulą u nogi okazała się sroga i śnieżna zima. Wiele budów i remontów trzeba było wstrzymać, bo niemożliwe było prowadzenie prac przy mrozie przekraczającym 20 st. Celsjusza.

- Ja się tym spadkiem nie martwię, bo będzie on nadrobiony w kolejnych miesiącach - uspokaja Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. Skąd to przekonanie? - Projekty infrastrukturalne, finansowane ze środków unijnych muszą być zrealizowane w zakładanym czasie - dodaje.

- Pogoda to jedno. Z drugiej strony firmy nie potrzebują jeszcze na gwałt inwestycji, bo wykorzystanie istniejących mocy produkcyjnych jest umiarkowane - wyjaśnia Marcin Mróz.

Firmy nie inwestowały w sprzęt i moce produkcyjne, na potęgę kupowały jednak półprodukty i surowce. Dzięki temu wzrost zapasów dał 2,1 pkt proc. wzrostu i zasypał tę dziurę, którą wyrwał spadek inwestycji. Zapasy i inwestycje razem odpowiadają za 0,3 pkt proc. wzrostu.

W ubiegłym roku inwestycje skurczyły się, ten rok powinien pokazać ich wzrost. - Drugi kwartał może być jeszcze słaby, bo firmy mogą zwlekać, a dodatkowo sprawę komplikuje powódź. W drugiej połowie roku spodziewam się jednak przyspieszenia. Także dlatego, że trzeba będzie odbudowywać po wielkiej wodzie. Bez powodzi tych inwestycji nie byłoby - mówi Starczewska-Krzysztoszek.

Eksport: dobrze, ale...

W ubiegłym roku od recesji uratował nas eksport netto, czyli bilans w handlu zagranicznym. Jeśli eksport rośnie szybciej niż import to eksport netto ma dodatni wkład w PKB. Sytuacja naszych eksporterów byłaby o wiele gorsza, gdyby złoty nie był wyjątkowo słaby. Dzięki temu mogli utrzymać się na wielu rynkach, bądź uniknęli strat.

W I kwartale 2010 za granicę wciąż sprzedawaliśmy więcej niż stamtąd sprowadziliśmy, choć gdy gospodarka się rozkręca to i import przyspiesza. Kurs złotego też przestał aż tak sprzyjać. Mimo to właśnie handel zagraniczny odpowiada za 0,7 pkt proc. wzrostu.

To nad naszą wymianą zagraniczną wiszą teraz najciemniejsze chmury. Nie wiemy, czy ta symboliczna poprawa wyników w strefie euro będzie trwała. czy nasi kontrahenci nie będą oszczędzać? Maciej Reluga nie wieszczy jednak katastrofy. - Kryzys dotknął rynków finansowych, a nie fundamentów gospodarek. Niemcy, nasz główny partner, notuje coraz lepsze wyniki. Do tego złoty nie dość, że przestał się umacniać, to euro jest na poziomie zapewniającym sporą zyskowność eksporterom - wymienia.

Ekonomiści dzielą się dziś na tych, którzy nie wierzą, że ten rok będzie lepszy od 2009, i tych, którzy wciąż mają nadzieję na kontynuację dobrej passy. Marcin Mróz jest zdania, że możemy liczyć na 3-proc. wzrost PKB. Grzegorz Maliszewski mówi nawet o 3,5-proc. To jednak wciąż za mało, by wyraźnie zmniejszyć bezrobocie i namówić firmy na duże inwestycje.

- Liderem wzrostu w Europie już pewnie nie będziemy, ale pozostaniemy wśród liderów. Dla rynków finansowych to będzie jasny sygnał, że w niepewnych czasach pozostajemy gospodarką stabilną. I tym powinniśmy się chwalić - kończy optymistycznie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów