Rząd zamierza sprzedać w ofercie do 53 proc. akcji, co ma zasilić państwową kasę kwotą nawet 8 mld zł. Cena emisyjna akcji zostanie ustalona 22 czerwca.
Około 20 proc. akcji zostanie sprzedanych indywidualnym inwestorom, ale jeśli popyt będzie wystarczająco duży, może do nich trafić kolejne 5 proc.
Sprzedaż akcji Tauronu to element planu
prywatyzacji na ten rok, którym ma przynieść około 25 mld zł.
Czy akcje Tauronu znajdą nabywców? Jeszcze dwa lata temu firma była znana tylko specjalistom od energetyki, którzy śledzili przeprowadzoną przez rząd PiS konsolidację firm wytwarzających i sprzedających prąd. Dziś 4 mln jego klientów muszą uczyć się nowej nazwy, bo dostają rachunki, na których obok dotychczasowego dostawcy widnieje też nadruk Tauron
Polska Energia. Być może dopiero giełdowy debiut sprawi, że marka Tauron stanie się tak rozpoznawalna jak np. Orlen czy Lotos.
Tauron to zlepek elektrowni, kopalń i zakładów sprzedających prąd. Powstał z połączenia grupy kilku śląskich elektrowni skupionych w Południowym Koncernie Energetycznym (PKE) oraz dwóch spółek sprzedających i dostarczających prąd bezpośrednio klientom - EnergiiPro (Dolny Śląsk) oraz Enion (Małopolska i
Częstochowa). W skład grupy wchodzi też kilka kopalń - dostarczają one 30 proc. potrzebnego Tauronowi węgla. Co ważne, nie są one wcale kulą u nogi, tak jak fatalnie zarządzane inne śląskie spółki wydobywające węgiel energetyczny - Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy. Według nieoficjalnych informacji kopalnie Tauronu przyniosły w kiepskim dla branży 2009 r. 130 mln zł zysku.
Koncern ma kilka atutów. Na pewno perłą w koronie jest nowy blok elektrowni Łagisza. To najnowocześniejszy w Polsce blok na węgiel kamienny, podłączony niedawno do sieci. Jest znacznie wydajniejszy niż stare siłownie budowane w PRL. Z drugiej strony Łagisza to tylko 460 MW, czyli zaledwie 10 proc. ogólnej mocy wszystkich elektrowni Tauronu. Stare bloki w Jaworznie, Blachowni, Halembie już niedługo przejdą na zasłużoną emeryturę i trzeba będzie budować nowe. Na razie Tauron jest numerem dwa wśród producentów prądu w Polsce. Ustępuje tylko giełdowej PGE.
Spółka deklaruje bardzo ambitne plany inwestycyjne. Chce wydać do 2020 r. aż 48 mld zł, większość na nowe elektrownie. Oczywiście spora część będzie pochodzić z kredytu. Tauron ma bardzo niski wskaźnik zadłużenia. Problem w tym, że bankowcy na razie ostrożnie podchodzą do energetyki węglowej. Powód? Unijny pakiet energetyczno-klimatyczny mocno ograniczający opłacalność produkcji prądu z węgla. Od 2013 r. prawo do wyemitowania każdej tony CO2 trzeba będzie kupować na aukcjach. Polska wynegocjowała z UE okres przejściowy do 2020 r., ale wciąż nie wiadomo, w jakim zakresie będą nim objęte nowe elektrownie. Dlatego większość bankowców na zapowiedzi energetyków o wielomiliardowych inwestycjach patrzy sceptycznie. A w końcu to banki mają pożyczać pieniądze na nowe elektrownie.