Do połowy roku UE miała przyjąć rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady o bezpieczeństwie dostaw gazu. Wydaje się to już jednak mało prawdopodobne.
W środę rozporządzeniem zajmowali się ministrowie państw UE na posiedzeniu Rady ds. energii i transportu. - Przedstawiono tylko sprawozdanie z postępu prac. Proces nie jest tak zaawansowany, aby można było podejmować rozstrzygnięcia - powiedział "Gazecie" wiceminister gospodarki Marcin Korolec, który reprezentował Polskę na posiedzeniu Rady.
Hiszpania, która do lipca przewodzi UE, zapowiadała, że w tym czasie chce doprowadzić do przyjęcia rozporządzenia. - Hiszpania to podtrzymuje, ale nie wiem, czy będzie to możliwe - przyznał Korolec.
Chodzi o kluczowe przepisy dla energetyki UE.
- Rozporządzenie wskazuje, jak Unia solidarnie ma pomagać tym, którzy zostaną odcięci od dostaw gazu - tłumaczył wiosną w
Warszawie europoseł Jacek Saryusz-Wolski (PO). I podkreślał, że rozporządzenie ma nadać prawny kształt zapisowi z traktatu lizbońskiego o solidarności energetycznej UE, który bez tego pozostanie pustą deklaracją.
Rozporządzenie zastąpi dyrektywę o kryzysach gazowych przyjętą w 2004 r., dosłownie w przeddzień rozszerzenia UE o nowe państwa członkowskie z Europy Środkowej. Według dyrektywy kryzys gazowy można ogłosić dopiero wtedy, gdy cała Unia straci 20 proc. dostaw gazu z importu.
Polska krytykowała ten zapis, wskazując, iż pozwala on na wiele miesięcy radykalnie ograniczyć dostawy gazu do nowych państw członkowskich, a dla Brukseli formalnie nie będzie kryzysu.
Prace nad nowymi przepisami przyspieszyły dopiero w zeszłym roku, gdy w środku zimy Gazprom na trzy tygodnie wstrzymał tranzyt swojego gazu do UE ukraińskimi rurami.
Do niedawna wydawało się, że rozporządzenie zostanie przyjęte w terminie. W marcu projekt rozporządzenia przyjęła komisja przemysłu europarlamentu, chociaż wymagało to rozpatrzenia aż 500 poprawek! Projekt przyjęty w europarlamencie przewiduje wzmocnienie Komisji Europejskiej, która będzie mogła podejmować działania antykryzysowe. W projekcie określono też tzw. odbiorców chronionych (np. przedszkola), którym nie można ograniczyć dostaw gazu. Mniej gazu mógłby dostać za to przemysł. A uzyskaną w ten sposób nadwyżkę gazu KE mogłaby kierować do państwa dotkniętego kryzysem. Nadal kryzys byłby ogłaszany nadal po spadku dostaw o 20 proc. do całej UE. Ale dodatkowo kryzys KE mogłaby też ogłosić na wniosek dwóch państw UE dotkniętych ograniczeniem dostaw.
Na problemy rozporządzenie nadziało się jednak w Radzie, czyli na forum rządów państw UE. - Stanowiska Rady i Parlamentu Europejskiego są oddalone - powiedział "Gazecie" Marcin Korolec. Jego zdaniem najwięcej oporów rządy państw UE mają przed wzmocnieniem roli KE w razie kryzysów gazowych. Spory rodzi też definicja odbiorcy wrażliwego. - Przedstawiciele Francji i Danii chcieli, by tę kwestię pozostawić w gestii poszczególnych państw - relacjonował nam Korolec. Taka ochrona wszystkich odbiorców, w tym przemysłu, może jednak doprowadzić do tego, że państwa UE będą mogły odmawiać dostaw do państwa dotkniętego kryzysem.
Europoseł Jacek Saryusz-Wolski mówił wczoraj "Gazecie", że są jeszcze szanse, aby do połowy roku Rada i europarlament doszły do kompromisu w sprawie rozporządzenia.
Łatwiej o solidarność poszczególnych państw UE. W poniedziałek w Brukseli w obecności komisarza UE ds. energii Günthera Oettingera Polska, Litwa,
Łotwa i
Estonia podpisały umowę o wspólnej budowie elektrowni atomowej - powiedział "Gazecie" Marcin Korolec.