Rząd sprzedaje do 52 proc. akcji drugiego co do wielkości producenta prądu w Polsce - Tauron
Polska Energia. Szacowane na 5-6 mld zł (według nieoficjalnych informacji) przychody z tej oferty publicznej są kluczowe dla rządowego planu
prywatyzacji na ten rok, który zakłada zdobycie 25 mld zł. Do końca maja rządowi udało się uzyskać ze sprzedaży państwowych firm 7,5 mld zł. Prywatyzacja ma poprawić stan
budżetu państwa.
Dla ministra skarbu Aleksandra Grada Tauron to kolejna po PZU okazja, by budować "obywatelski akcjonariat". Dlatego zabiega o masowy udział drobnych inwestorów. Na sprzedawane ostatnio papiery PZU dało się skusić aż 250 tys. osób.
- Przewidzieliśmy dla inwestorów indywidualnych pulę 20 proc. akcji Tauronu. Będziemy mogli ją zwiększyć do 25 proc., obserwując zainteresowanie ofertą. Zależy nam, by indywidualnych inwestorów było jak najwięcej - powiedział minister Grad.
Zapisywać się na akcje będą mogli od 9 do 18 czerwca. Cenę sprzedaży poznamy 22 czerwca, a przydział akcji nastąpi do 25 czerwca. Minimalnie można zamówić 1350 akcji, a maksymalnie - 13,5 tys.
Nie wiadomo jeszcze, ile trzeba będzie wyłożyć na to pieniędzy, bo cena maksymalna ma zostać podana dopiero dziś o godz. 11 na Europejskim Kongresie Gospodarczym w
Katowicach. Wcześniej minister Grad dawał do zrozumienia, że przy wielkich prywatyzacjach indywidualna pula akcji dla inwestora powinna być warta ok. 10 tys. zł. W ofercie PZU wynosiła 9375 zł.
Zakładając, że maksymalna pula 13,5 tys. akcji Tauronu warta byłaby również ok. 10 tys. zł, to wartość jednej akcji można oszacować na 0,74 zł. Wówczas cała pula detaliczna bez redukcji zapisów wystarczyłaby dla 137 tys. inwestorów. Banki prowadzące ofertę Tauronu wyceniają go od 7,2 do 15,2 mld zł. Licząc po cenie 0,74 gr za akcję, wartość koncernu to 10,5 mld zł.
Chętni na Tauron muszą pamiętać o tzw. scalaniu akcji spółki, które jest prowadzone równolegle z ofertą publiczną. Dziewięć "starych" akcji zostanie zamienionych na jedną "nową". Wszystko po to, aby na giełdzie nie handlować akcjami groszowymi, których wartość nie przekracza złotego, gdyż sprzyja to spekulacji i dużym wahaniom kursu.
Na razie sąd jeszcze nie zatwierdził scalania akcji Tauronu. Dlatego może być tak, że maksymalnie inwestor zapisze się na 13,5 tys. "starych" akcji, a na debiucie giełdowym, już po scaleniu, będzie posiadać tylko 1,5 tys. "nowych" akcji, o cenie dziewięć razy wyższej. Z powodu scalania każdy zapis na akcje musi być wielokrotnością liczby dziewięć.
Scalenie powinno nastąpić, zanim spółka wejdzie do obrotu na giełdzie. W przeciwnym razie procedura łączenia już notowanych akcji wymagałaby około trzytygodniowej przerwy w obrocie giełdowym, co byłoby nie do zaakceptowania szczególnie przez inwestorów instytucjonalnych z uwagi na niepokoje na rynkach światowych.
Skarb państwa przygotował dla przyszłych akcjonariuszy Tauronu marchewkę w postaci dywidendy. Po ofercie publicznej pozostanie mu jeszcze 34 proc. akcji, co w praktyce zapewni władzę na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy.
- Polityka dywidendy, za którą będziemy głosować, to na pewno przez najbliższe trzy lata minimum 30 proc. W kolejnych latach 40-50 proc. - zadeklarował minister Grad.
Sam Tauron także ma w zanadrzu coś ekstra dla swoich współwłaścicieli. Sprzedaje prąd 4 mln odbiorców i zaproponował, że jeśli ktoś przetrzyma akcje kupione w ofercie przez rok, licząc od debiutu, to dostanie od 5 do 15 proc. zniżki na rachunek za prąd. Byłby to roczny rabat obowiązujący od lipca 2011 r. do czerwca 2012 r. Aby go uzyskać, wystarczy, że akcjonariusz po roku trzymania akcji złoży oświadczenie, że chce skorzystać z tej możliwości (poparte zaświadczeniem z biura maklerskiego).
Według prezesa Tauronu Dariusza Lubery w programie lojalnościowym będzie obowiązywać zasada: "im więcej akcji, tym większy rabat". To oznacza, że osoba zamawiająca maksymalny pakiet będzie mogła liczyć na 15-proc. upust.