Stowarzyszenie Twoja Sprawa na razie nie sieje przerażenia w agencjach reklamowych, ale na koncie ma coraz więcej akcji. Udanych czy nieudanych? Nieważne. Głośnych.
Stowarzyszenie Twoja Sprawa? - Pierwsze słyszę - mówi Tomasz Bałuk, prezes agencji reklamowej Gruppa66 Ogilvy.
- Nie kojarzę - wtóruje Marek Gargała, dyrektor zarządzający agencji reklamowej Publicis. - Nie zetknęłam się - dodaje Beata Mońka, szefowa agencji Young & Rubicam Brands. Podobnie reagują dziennikarze i organizacje branżowe.
Inną odpowiedź można usłyszeć w firmie Iberia Motor Company, która jest wyłącznym dystrybutorem samochodów marki Seat w Polsce. Jej rzeczniczka Inga Kasak powiedziała nam, że firma dostała ok. 130-140 maili w ciągu zaledwie kilku dni, które były skutkiem akcji zainicjowanej przez Stowarzyszenie Twoja Sprawa. - To było w kwietniu, tuż po starcie naszej kampanii reklamowej - mówi Inga Kasak, rzeczniczka firmy.
Uciekający Seat
Obok białego seata leona twarz ponad 50-letniego mężczyzny. "Co na to moja żona? Zależy która" - mówił z lekkim uśmiechem. Przygotowana przez agencję MarketShare kampania trwała także w radiu i internecie. Stowarzyszenie szybko zinterpretowało jej przekaz: "Reklama sugeruje, że potrzebę posiadania przez mężczyznę w średnim wieku atrakcyjnego sportowego samochodu bardziej zrozumie nowa (w domyśle: młodsza) żona. Poprzednia - jak łatwo wywnioskować starsza i mniej atrakcyjna - nie pasuje do wykreowanego przez reklamodawcę obrazka. Przekaz ten jest czytelny dla każdego odbiorcy: atrakcyjność to nowa żona i sportowy samochód". A na koniec zaapelowało do swoich członków i sympatyków, żeby składali skargi do Rady Reklamy, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i pisali listy do Iberia Motor Company.
Ale to był dopiero początek. 21 maja pałeczkę przejęła fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO). "Kampania rozpowszechnia treści szkodliwe społecznie, uwłacza godności kobiet i mężczyzn" - czytamy w ogłoszeniu zamieszczonym przez fundację w "Gazecie Wyborczej". Fundacja wezwała producenta Seata oraz właścicieli mediów nie tylko do przerwania kampanii, ale i do "naprawienia szkód wywołanych emisją reklamy". Zdaniem Jacka Strzemiecznego, dyrektora i prezesa CEO, równie szkodliwa społecznie i żerująca na stereotypie była także kolejna odsłona kampanii Seata, w której bohaterka mówi: "Nikt mi nie powie, że jeżdżę jak baba".
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie interweniowała w sprawie Seata. - Reklama nie narusza Ustawy o radiofonii i telewizji - ucina Stanisław Celmer, dyrektor departamentu KRRiT. Do Rady Reklamy wpłynęły 133 skargi, co umieściło tę kampanię w gronie najbardziej kontrowersyjnych. - Wszystkie są sygnowane przez osoby prywatne i wszystkie brzmią jednakowo - mówi Konrad Drozdowski, dyrektor generalny Rady Reklamy. Rada ma zająć się Seatem już wkrótce. Szkopuł w tym, że feralnej kampanii już nie ma. - Zgodnie z planem zakończyła się z końcem maja - mówi Inga Kasak, rzeczniczka Iberia Motor Company.
Speszony Ruch
To nie pierwszy bój, który stoczyło działające od ponad roku Stowarzyszenie Twoja Sprawa. Wcześniej wypowiedziało wojnę reklamom m.in. perfum Davidoff Hot Water (KRRiT nakazała telewizjom wycofanie reklamy), tygodnika "Wprost" (Rada Reklamy upomniała wydawcę pisma) czy napoju Ozone (Rada Reklamy oddaliła skargę).
Zobacz reklamę perfum Davidoff Hot Water
Wszystkie - zdaniem STS - zawierały "treści seksistowskie i w sposób przedmiotowy traktowały wizerunek kobiety". Członkowie i sympatycy Stowarzyszenia zasypywali listami m.in. firmę reklamy zewnętrznej AMS (własność Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej") z powodu wiszących na jej tablicach niesmacznych reklam leku na hemoroidy oraz sieć barów Burger King, która na swojej stronie zachęcała klientów: "Ktoś Cię wkurza? Wygarnij mu", "Ostro cię wkurzają? Odgryź się znajomym. Wyślij wiązankę. Niech wiedzą, co o nich *** myślisz". Gdy w lutym Rada Reklamy oddaliła skargi na działania tej sieci fast foodów, STS umieściło na swojej stronie nazwiska orzekających i poinformowało, że od ich decyzji wciąż można się odwołać.
Chrztem bojowym dla STS był spór z Ruchem - notowanym na giełdzie numerem jeden w kolportażu prasy w Polsce. Stowarzyszenie domagało się, by kioski giganta nie eksponowały pism pornograficznych i erotycznych. Zamiast iść na pikietę, kupiło dwie akcje spółki po 17 zł i wybrało się na walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki w czerwcu zeszłego roku, gdzie zażądało od niej informacji o tym, czy golizna w witrynach zwiększa obroty firmy. Ruch nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. - To dziwne, bo firma na część pytań odpowiedziała, a na część nie chciała udzielić odpowiedzi. Zarząd zastanawiał się, czy musi mówić o tym, czy czerpie zyski z eksponowania pornografii. Gdy okazało się, że musi, stwierdził, że zrobi to pisemnie - mówił w "Dzienniku" Rafał Porzeziński, rzecznik STS. Sprawą zajęli się Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Rzecznik Praw Dziecka, którzy wezwali Ruch do podjęcia "skutecznych działań".
Commercial Alert po polsku
Kto stoi za STS? „(...)Niemal wszyscy osiedliśmy w Warszawie i okolicach, gdzie pracujemy i mieszkamy. Wykonujemy lub wykonywaliśmy różne zawody: dziennikarzy, prawników, tłumaczy, specjalistów od marketingu. Niektórzy z nas zajęli się »na pełen etat « życiem rodzinnym (...) Jesteśmy więc różni. W większości przestaliśmy już być bardzo młodzi, a to oznacza, że nabraliśmy pewnego doświadczenia życiowego i zawodowego. Większość z nas ma dzieci. Można czasem pomyśleć, że reprezentujemy idealny profil konsumenta...” - tak Stowarzyszenie opowiada o osobie. Jako pierwsza jego działalność opisała Elżbieta Isakiewicz na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Swoich bohaterów przedstawiła tak: „Paweł Woliński, prezes dwóch spółek, ojciec trojga dzieci; Ewa Stanisławska-Karłowicz, architekt, matka trzech synów; Barbara Bednarz, właścicielka trzech warszawskich kawiarni, matka trójki dzieci; Anna Olasik, tłumaczka, atrakcyjna blondynka stanu wolnego; Rafał Porzeziński, dziennikarz telewizyjny, ojciec trójki dzieci, rzecznik Stowarzyszenia”.
Podobnie jak amerykańska organizacja Commercial Alert polskie Stowarzyszenie walczy z zawłaszczaniem przestrzeni publicznej przez firmy, a przy okazji z chamstwem i seksizmem w reklamie. I robi to przy użyciu coraz bardziej nowoczesnych narzędzi. W styczniu założyło swój profil na Facebooku, gdzie ma już 268 fanów.
Marek Gargała z agencji Publicis nie bije na alarm. - To, że w Polsce powstają organizacje społeczne, które patrzą rynkowi na ręce, uważam za dobre zjawisko. Inna sprawa, że polska reklama wcale nie należy do drapieżnych - dodaje.