Cały świat mówi dziś o gazie łupkowym, tak jak kilka lat temu o internecie. Bo tak jak internet oznaczał rewolucję w komunikacji, tak gaz łupkowy już zatrząsł energetyką na całym świecie i może zmienić jej dalszy bieg.
Tak było już w 1969 r., kiedy amerykańska firma Phillips Petroleum dowierciła się do gazu na Morzu Północnym w Norwegii. Stało się to w przeddzień podpisania pierwszych wielkich kontraktów na eksport gazu z ZSRR do Europy Zachodniej. Moskwa nie zmonopolizowała wtedy europejskiego rynku, bo rosyjski gaz musiał konkurować z norweskim, wydobywanym i sprzedawanym w Europie z pomocą amerykańskich koncernów.
Ten scenariusz powtórzył się 11 lat temu, kiedy brytyjsko-amerykański koncern BP odkrył w Azerbejdżanie wielkie złoża gazu pod dnem Morza Kaspijskiego. Azerbejdżan, który do tego czasu był całkowicie zależny od Gazpromu, w ciągu kilku lat nie tylko uwolnił się od importu gazu, ale także stał się jego wielkim eksporterem do Gruzji i Turcji. Azerbejdżan może już nawet konkurować w Europie z Gazpromem - jeśli tylko powstanie zapowiadany od lat przez UE gazociąg Nabucco.
Teraz Polska Dzięki gazowi łupkowemu Amerykanie być może odmienią fortunę Polski. Bo zdaniem koncernów i ekspertów z
USA właśnie my mamy największy w Europie potencjał do eksploatacji gazu z łupków.
Renomowana firma doradcza Wood Mackenzie szacuje, że w Polsce może być 1,4 bln m sześc. gazu z łupków - tyle, co w Holandii. A firma doradcza Advanced Research Int. ocenia te zasoby nawet na 3 bln m sześc. gazu - jak w Norwegii. Gdyby sprawdziły się choć te ostrożniejsze szacunki, to nie tylko mielibyśmy własne zasoby gazu na 100 do 200 lat, ale jednocześnie niemal z dnia na dzień rezerwy gazu w UE zwiększyłyby się o połowę.
Wśród gazowników na całym świecie wizja łupkowego eldorado w Polsce wywołuje gorączkę. - Polska stanie się znaczącym producentem gazu i to budzi wielkie zainteresowanie. Są już wszystkie wielkie firmy, a Gazprom przygląda się temu z pewnym niepokojem - mówił w brytyjskim dzienniku "The Times" Oisin Fanning, szef brytyjskiej spółki San Leon Energy, która ma trzy koncesje na poszukiwanie gazu z łupków w północnej Polsce.
Większość tych koncesji firmy gazownicze zebrały w Polsce przez ostatnie dwa lata, po cichu, nie nagłaśniając swoich planów. Koncesje na poszukiwanie gazu z łupków mają już u nas wszyscy potentaci amerykańskiej branży paliwowej: ExxonMobil (największy koncern naftowy świata), Chevron, ConocoPhillips, Marathon Oil. Mają je też znane kanadyjskie firmy gazowe Talisman Energy i LNG Energy. Do rywali zza Atlantyku dołączają też potentaci z Europy.
Kilka miesięcy temu wiceprezes norweskiego koncernu Statoil Peter Mellbye wymieniał Polskę, Ukrainę i Rumunię jako państwa, w których Norwegowie wraz z amerykańską firmą Chesapeake Energy Corp. przymierzają się do szukania niekonwencjonalnych złóż gazu, takich jak gaz z łupków. A dwa tygodnie temu o takich planach mówili menedżerowie francuskiego Total.
Już od dawna nic nie zrobiło Polsce takiej reklamy na świecie, jak gaz łupkowy.
Gaz Sknerusa Co to jest ten gaz łupkowy? To taki sam gaz, jaki pali się w naszych kuchenkach i piecykach gazowych. Sekret polega na tym, skąd i jak jest wydobywany.
Większość gazu na świecie wydobywa się z tzw. konwencjonalnych złóż. To zbiornik w warstwie skał, w którym gromadzi się gaz wydobywający się z otaczających ten zbiornik skał. Wystarczy dowiercić się do zbiornika, a panujące w nim ciśnienie zacznie wypychać gaz.
Szkopuł w tym, że takich zbiorników gromadzących w jednym miejscu znaczne ilości gazu jest mało.
O niebo więcej jest skał zwanych łupkami, w których gaz jest ukryty w niewielkich szczelinkach. Tradycyjne metody eksploatacji tych zasobów zawodziły. Nawet jeśli wiertło trafiło w taką szczelinę, to uwalniało śladowe ilości gazu. Wielkie koncerny przez lata nie zwracały uwagi na ten rodzaj zasobów gazu, bo jego wydobycie po prostu się nie opłacało.
Nad udoskonaleniem metod, które pozwolą dobrać się do gazu rozproszonego w łupkach, głowiły się za to nieduże amerykańskie firmy wspierane przez Waszyngton ulgami podatkowymi. Te firmy przyjęły zasadę Sknerusa: warto schylić się po każdy grosz, bo zebrane do kupy są majątkiem.
Przełom nastąpił mniej więcej w latach 2006-07. Wtedy właśnie w USA na szeroką skalę zaczęto stosować zupełnie nowe technologie eksploatacji gazu z łupków.
Najpierw trzeba wykonać wiercenie w pionie - takie, jak do konwencjonalnego złoża gazu. Potem do gotowego otworu wprowadza się nowe urządzenie, które wierci już w poziomie - przez warstwę łupków. Następnie do wydrążonego w ten sposób kanału wstrzykuje się pod wysokim ciśnieniem mieszaninę wody, piasku i odrobiny chemikaliów, których skład jest słodką tajemnicą amerykańskich gazowników. Mieszanina tworzy w warstwie skalnej plątaninę kanalików, przypominających korzenie rośliny. Wystarczy wypłukać mieszaninę, a przez kanaliki płynie uwolniony ze skały gaz.
To była rewolucja. W 2000 r. administracja USA przewidywała, że za 10 lat ze złóż gazu łupkowego w USA będzie się wydobywać 23 mld m sześc. gazu. Tymczasem już dwa lata temu jego wydobycie wyniosło 43 mld sześc. i dziś władze USA przewidują, że do 2020 r. wzrośnie do 129 mld m sześc., a do 2035 r. nawet do 171 mld m sześc.
- Do tej pory to największe w tym stuleciu odkrycie w energetyce - twierdzi znany amerykański niezależny ośrodek badawczy ITH CERA.