Biznes Ludzie Pieniądze

Najlepsza książka o transformacji

Witold Gadomski
06.06.2010 , aktualizacja: 06.06.2010 22:28
A A A Drukuj
W ostatnim dwudziestoleciu powstało mnóstwo prac o transformacji ustrojowej krajów postkomunistycznych Europy Środkowej i byłego ZSSR.
Witold Gadomski
Fot. Gazeta
Witold Gadomski
Książka Andersa Aslunda "Jak budowano kapitalizm" różni się od większości z nich. Po pierwsze, jest pasjonująca; momentami czyta się ją jak sensacyjną powieść. Po drugie, autor bardzo dokładnie badał transformację w wielu krajach postkomunistycznych. Nie poprzestaje na opisie przemian z pozycji statystyka, ale analizuje procesy zachodzące w kilkunastu krajach, które miały wprawdzie przez kilkadziesiąt lat podobny ustrój i wyznawały podobną ideologię, lecz ich punkt startu do kapitalizmu był bardzo różny. Aslund unika łatwych analogii i powierzchownych ocen. Transformację rozbiera na czynniki pierwsze. Pokazuje alternatywne rozwiązania i koszty z nimi związane.

Po trzecie, choć Aslund jest przede wszystkim ekonomistą, dostrzega procesy polityczne i społeczne, które kryły się za konkretnymi decyzjami dotyczącymi takiej a nie innej drogi reform. "Żadna reforma nie była realizowana w wyniku konsensusu, chociaż poparcie większości było wielką zaletą reformy, gdyż pozwalało pokonać interesy grupowe" - twierdzi.

Opisuje zjawiska patologiczne - korupcję, słabość państwa i prawa - oceniając je negatywnie, ale bez moralizatorstwa. Szwedzki naukowiec uważa, że te zjawiska były nieuniknione w krajach mających słabe tradycje demokratycznej kontroli władzy przez społeczeństwo, które w dodatku przechodziły rewolucyjne przemiany ustrojowe.

Przyczyną rozpadu systemu komunistycznego był głęboki kryzys gospodarczy, który dotknął przede wszystkim Związek Radziecki i Polskę, a w mniejszym stopniu także inne kraje bloku sowieckiego. System polityczny, który ukształtował się po śmierci Stalina, z wyzwaniami gospodarczymi nie potrafił sobie radzić. Opierał się na biurokracji partyjnej blokującej reformy. Aslund opowiada historię, jak w połowie lat 80., będąc szwedzkim dyplomatą, rozmawiał z wyższym urzędnikiem radzieckiego ministerstwa rolnictwa o dekrecie Gorbaczowa dotyczącym reformy rolnej. Urzędnik spokojnie powiedział, że dekret nie ma żadnego znaczenia, a ministerstwo rolnictwa nie pozwoli uszczuplić swoich kompetencji. Autor stawia zaskakującą tezę: Komunistycznej Partii Chin udało się sterować procesem reform rynkowych dlatego, że biurokracja partyjna w tym kraju była osłabiona czystkami rewolucji kulturalnej. A w ZSSR okrzepła w ciągu 20 lat rządów Breżniewa i centrum decyzyjne nie potrafiło (nawet gdyby chciało) sterować reformami.

W latach 90. najgorętszy spór wśród ekonomistów zajmujących się transformacją dotyczył pytania, czy lepsza była terapia szokowa, czy "gradualizm", czyli powolne reformy. Za drugą drogą opowiadał się między innymi prof. Joseph Stiglitz, który w książce "Globalization and Its Discontents" przeciwstawia nieudaną jego zdaniem strategię szybkich przemian w Rosji "sukcesowi" gradualizmu Chin, a także kilku innych krajów, np. Uzbekistanu. Aslund bez trudu wykazuje ignorancję Stiglitza (skądinąd wybitnego ekonomisty, laureata Nagrody Nobla) w sprawach gospodarek postkomunistycznych. Noblista napisał swą książkę pod wpływem serii kryzysów finansowych, jakie przeszły przez Azję, Amerykę Łacińską i Rosję w końcu lat 90. Uznał, że kryzys jest końcem marzeń o zbudowaniu w Rosji gospodarki rynkowej. Tymczasem dla Rosji (podobnie jak dla kilku innych krajów) kryzys okazał się ozdrowieńczy. Rosja zaczęła rozwijać się w szybkim tempie i okazało się, że transformacja zakończyła się sukcesem.

Dużo miejsca poświęca Aslund zjawisku "pogoni za rentą" w ostatnich latach systemu komunistycznego i pierwszych latach tworzenia gospodarki rynkowej. Słabo kontrolowana przez centralne ośrodki władzy biurokracja parła do decentralizacji gospodarki (nazywając to "rynkowym socjalizmem"), gdyż stwarzało to możliwości czerpania zysków z renty, jaką dawała nieustabilizowana i niekontrolowana przez nikogo gospodarka. Zjawisko to wystąpiło we wszystkich krajach bloku sowieckiego, ale w największym stopniu w Rosji i kilku innych republikach związkowych. Dyrektorzy przedsiębiorstw, urzędnicy ministerialni oraz powstająca klasa oligarchów bogaciła się, mając dostęp do nisko oprocentowanych kredytów, przy inflacji sięgającej kilkuset procent rocznie, na eksporcie surowców, kupowanych na rynku wewnętrznym za ułamek rzeczywistej wartości, na absurdalnych kursach walutowych ustalanych administracyjnie.

Beneficjenci przemian rynkowych popierali decentralizację gospodarki w końcowych latach komunizmu, a następnie stali się przeciwnikami dalszych reform, które zmierzałyby do tworzenia prawdziwego rynku i wyeliminowania "renty". Zwolennicy "rynkowego socjalizmu" okazywali się przeciwnikami walki z inflacją, równoważenia budżetu, prywatyzacji, wycofania państwowych dotacji. Byli zwolennikami "gradualizmu", czyli wydłużenia okresu przejściowego, w którym możliwe jest pozyskiwanie nadzwyczajnych zysków.

Jeden z najciekawszych rozdziałów poświęcony jest oligarchom - kapitalistom, którzy przejęli ogromne przedsiębiorstwa w Rosji, na Ukrainie, w Kazachstanie. Aslund zauważa, że byli beneficjentami i zwolennikami systemu gospodarczego, w którym były okazje do nadzwyczajnych zysków, majątek przejęli za półdarmo, lecz stopniowo stali się prężnymi kapitalistami i menedżerami, którzy potrafili zmodernizować gospodarkę. W odróżnieniu od państwowych przedsiębiorstw (takich jak Gazprom), które wykorzystując swą pozycję monopolistyczną, starają się jedynie powiększyć swoje rozmiary, firmy rosyjskich oligarchów przekształciły się w wydajne spółki zwiększające produkcję, obniżające koszty i osiągające zyski. Aslund przypomina, że "oligarchowie" nie są specyficznie rosyjskim zjawiskiem. W Stanach Zjednoczonych w XIX wieku również w szybkim tempie powstawały fortuny "rekinów biznesu" wykorzystujących warunki zbliżone do tych, które istniały (i wciąż istnieją) w Rosji: ogromny obszar, słabość państwa i prawa, możliwość osiągania "rent". Wielka skala przedsiębiorstw oligarchów wynika między innymi z braku bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Transakcje poza własną strukturą są obarczone ryzykiem, trudno egzekwować należności, kontrahent może okazać się nieuczciwy, a sądy skorumpowane. Przykład rozwoju USA pokazuje, że korupcja może być stopniowo wyeliminowana z życia gospodarczego.

Prywatyzacja, nawet nieekwiwalentna, jest zdaniem Aslunda najlepszą receptą na tworzenie stabilnej gospodarki rynkowej. Nawet jeśli właściciel przejął majątek za półdarmo, stara się wykorzystać go jak najefektywniej lub sprzedaje tym, którzy potrafią zarządzać lepiej. Zjawisko to zdaniem autora wystąpiło w Rosji po kryzysie w 1998 roku i doprowadziło do szybkiego wzrostu gospodarczego.

W ostatniej dekadzie kraje WNP (z kilkoma wyjątkami) rozwijały się szybciej niż kraje Europy Środkowej. Według Aslunda były dwie tego przyczyny - niższe wydatki i podatki oraz wzrost światowych cen surowców. Druga przyczyna jest specyficzna - odnosić się może tylko do tych krajów, które, jak Rosja, mają zasoby surowcowe.

Ważniejszym czynnikiem szybkiego wzrostu były cięcia wydatków państwa, do których Rosja została zmuszona na skutek kryzysu finansowego. Niektóre kraje Europy Środkowej zbyt szybko uwierzyły w mit państwa dobrobytu. Są biedniejsze od Europy Zachodniej, ale obciążone podobnymi wydatkami państwa i podatkami. Jeżeli chcemy dogonić bogatą Europę, musimy prowadzić inną niż bogaci Francuzi czy Włosi politykę. I to jest chyba najważniejszy wniosek z tej pasjonującej książki.

Anders Aslund, "Jak budowano kapitalizm", Książka i Wiedza, Warszawa 2010 (książka wyszła przy współpracy Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju - FOR)

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy