"Gazeta": Zrobiliście śmieciową rewolucję. Co było impulsem? Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski: Jakość powietrza. Gorsza chyba niż na Śląsku. Po prostu fatalna. Zwłaszcza zimą.
Przecież dookoła macie lasy. - Ale i pomysłowych mieszkańców. Nie tylko my zresztą. To niesłychane, w jakiej schizofrenii żyje nasz naród. Boimy się spalarni odpadów, bo groźne. Blokujemy ich budowę, protestujemy. A w domu? Cichaczem dorzucamy plastiki do pieca. I udajemy, że to nikomu nie szkodzi. Że te dioksyny, fenole i sadze to nie my. Efekt? Sporo tu lasów, zero przemysłu, a bywa, że nie ma czym oddychać. Złe powietrze - to zdecydowało. Swoje dołożyły sterty śmieci w lasach. Przepełnione altanki na osiedlach. No i całe reklamówki śmieci w ulicznych koszach. Z gospodarstw i domków jednorodzinnych.
Zwołaliście referendum i... - W 2006 r. zaproponowaliśmy mieszkańcom zmianę systemu, bo dotychczasowy był podwójnie idiotyczny - niewydajny i nieruchawy. Z jednej strony gmina odpowiada za porządek, z drugiej - przed co ważniejszą decyzją musi pytać o zdanie mieszkańców. Parę gmin już się przekonało, że referendum nie gwarantuje powodzenia.
I chyba sporo kosztuje. - I tu mamy kolejny idiotyzm. Nawet jeśli się takie połączy je z wyborami samorządowymi, koszty rosną o 40-60 tys. zł. Bo urny, kabiny i komisje muszą być osobne.
W skali kraju dałoby to... - 50 tys. zł razy 2800, bo tyle mamy gmin, czyli w sumie 140 mln zł! Tyle można zaoszczędzić na referendach zmieniając system ustawowo. I to bez ryzyka niepowodzenia.
Wam się udało. - Ledwo. Przyszło tylko 40 proc. uprawnionych. Na szczęście aż 85 proc. było na tak. A to dopiero połowa sukcesu. Są gminy, gdzie referendum się udałom, ale nic po nim nie zrobiono.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie pali się, by system zbiórki odpadów komunalnych zmieniać ustawą, bo uważa, że gminom nie można niczego nakazywać. - To niech minister już gromadzi pieniądze na kary, jakie Unia przywali Polsce za brak polityki śmieciowej. W
Warszawie tego nie widać. Ale już na wsiach - tak. W wielu za wywóz śmieci nie płaci nikt.
Wdrożyliście nowy system trzy lata po referendum. Były problemy? - Były. Wprawdzie coś podobnego przerabiała śląska Pszczyna, ale tam ilość śmieci na osobę ograniczono do 50 litrów miesięcznie, a my nie chcieliśmy limitów. Dlatego zleciliśmy Politechnice Warszawskiej, by taki system opracowała.
Potem był
przetarg. Pierwsza próba - nieudana. Podzieliliśmy miasto na ćwiartki, ale zamiast taniej zrobiło się drożej, bo efekt skali nie zadziałał. Firmy odbierające odpady żądały nawet 30 zł od głowy. Druga próba - wygrał potentat - Remondis. Jak w Pszczynie.
Ile wasi mieszkańcy płacą co miesiąc? - Kto odpady sortuje - 8,50 zł. Kto nie - 15 zł. Ilość nie gra roli. Czteroosobowa rodzina oszczędza ponad 10 zł w porównaniu z tym, co było wcześniej.