Codziennie o świcie na madrycki plac Eliptica ściągają budowlańcy. Od samego rana podjeżdżają tu jedna po drugiej furgonetki przedsiębiorców budowlanych i po krótkich negocjacjach zabierają ekipy fachowców prosto na budowy lub do odnawianych hoteli czy restauracji. W ten sposób zatrudniają ludzi często tylko na jeden dzień, omijając system podatkowy. Na placu Eliptica dość trudno uwierzyć, że
Hiszpania przeżywa głęboki kryzys w budownictwie.
Rząd premiera Zapatero ogłosił pakiet drastycznych oszczędności. Do 2011 r. chce zredukować
deficyt budżetowy o 6 pkt proc. Stopa bezrobocia przekroczyła w tym kraju psychologiczną granicę 20 proc., a jeszcze dwa lata temu wynosiła niewiele ponad 10 proc. Jak to się dzieje, że nie dochodzi do demonstracji ulicznych?
Zdaniem "The Wall Street Journal" Hiszpania zawdzięcza to szarej strefie. W ciągu ostatnich 12 miesięcy do drugiego obiegu gospodarczego przeszło tam 80 tys. osób. Pracują za niższe stawki, ale wolą to niż
bezrobocie, a ich pracodawcy sądzą, że dzięki zaoszczędzonym podatkom przetrwają kryzys. Szacuje się, że aż 23 proc.
PKB Hiszpanii powstaje obecnie poza oficjalnym obiegiem. W zeszłym roku fiskusowi przeszło koło nosa 88 mld euro niezapłaconych podatków.
Według oficjalnych danych bezrobocie w Grecji sięga 10 proc., we Włoszech 8,8 proc., a w Portugalii 10,1 proc. Ale rzeczywistość niekoniecznie odpowiada statystykom. Gospodarki te łączy z hiszpańską wspólna cecha - duży sektor usług turystycznych, w którym wiele drobnych codziennych transakcji zawiera się w gotówce. Dotyczy to również usług dla hotelarzy, właścicieli apartamentów na wynajem czy restauratorów, takich jak prace hydrauliczne, malarskie, wszelkiego rodzaju naprawy czy dekoracja wnętrz.
Zadłużone rządy krajów Europy Południowej nie zamierzają jednak łatwo rezygnować z tak potrzebnych im wpływów. Nie tylko premier Zapatero walczy o każdy grosz. Silvio Berlusconi na przykład wraz z 30-mld pakietem oszczędnościowym ogłosił pod koniec maja zaostrzenie rygoru egzekucji podatkowej. Aby ujawnić szarą strefę, wprowadził wymóg stosowania kart kredytowych, czeków lub innych możliwych do prześledzenia sposobów płatności w przypadku transakcji przekraczających 5 tys. euro. Włochy tracą co roku na niezapłaconych podatkach 100 mld euro, co stawia ich szarą gospodarkę na drugim miejscu w Europie. Kto dzierży palmę pierwszeństwa? Oczywiście
Grecja. Tam urzędnikom podatkowym przechodzi koło nosa 270 mld euro.
Czy szara strefa jest zatem przekleństwem, czy błogosławieństwem w czasach kryzysu? Pewnie znaleźliby się orędownicy obu punktów widzenia, ale jedno jest pewne: im bardziej skomplikowany system podatkowy, tym więcej osób decyduje się go omijać. Z badań prof. Friedricha Schneidera z Uniwersytetu Johannesa Keplera w Linzu wynika, że drugi obieg gospodarczy sięga w krajach OECD średnio 18 proc. PKB, a im wyższe i bardziej zawiłe podatki, tym bujniej rozkwita.
Przywódcy południowoeuropejskich krajów muszą uważać, żeby ostra walka z szarą strefą nie przepełniła czary goryczy. Cięcia budżetowe są zawsze dotkliwe dla społeczeństw, a gdy droga ucieczki od rygorów w szarą strefę zostanie odcięta, może dojść do niepokojów społecznych.
Podwyższanie podatków, zamiast poprawić bilans budżetu, może go jeszcze bardziej nadwerężyć, bo na skutek cięć konsumpcja spada, a w ślad za nią wpływy fiskusa, za to rosną szeregi osób pobierających zasiłki. Może więc Europa powinna wykorzystać ten kryzys do reformy systemów podatkowych.