- To nie jest sklep muzyczny. Naszym celem jest przede wszystkim udostępnienie ludziom muzyki na żądanie. Sprzedaż plików nie jest główną działalnością Niagaro.pl - podkreśla Sebastian Wojciechowski, pełnomocnik zarządu holdingu Eurozet.
Oferta serwisu została skonstruowana tak, by zachęcić internautów przede wszystkim do słuchania muzyki z serwerów firmy w tzw. streamingu, a nie ściągania ich na komputer czy telefon komórkowy. Pod tym względem Niagaro.pl jest kopią znanego zagranicznego serwisu Last.fm, gdzie użytkownicy mogą tworzyć własne listy odtwarzanych piosenek i dzielenia się nimi z przyjaciółmi. Użytkownicy, którzy będą chcieli zapłacić miesięczny abonament, będą mogli ściągnąć określoną liczbę piosenek, płacąc już od 0,55 zł za utwór. Jednak przy zakupie poza pakietem cena
piosenki może wzrosnąć nawet do 9 zł (przy płatności SMS-em).
Na starcie w bazie Niagaro.pl jest dostępnych 2 mln utworów. To więcej niż w konkurencyjnym serwisie Muzodajnia.pl mającym około miliona piosenek, ale o wiele mniej niż jest w
Nokia Music Store, który oferuje swoim klientom już ponad 7 mln utworów. Przedstawiciele Eurozetu zapewniają, że oferta ich serwisu będzie się poszerzać.
- Podpisaliśmy umowy z Universal Music
Polska,
Sony Music oraz eMuzyka. Z pozostałymi wytwórniami muzycznymi wciąż prowadzimy negocjacje - tłumaczy Wojciechowski i dodaje, że Niagaro.pl obejmuje już "prawie 75 proc. polskiej muzyki". Rozmowy nie są łatwe. Prace nad uruchomieniem Niagaro.pl trwały przez dwa lata, z czego najwięcej czasu pochłonęły właśnie negocjacje z koncernami muzycznymi. Właściciel Radia ZET liczy na pozyskanie 750 tys. unikalnych użytkowników serwisu w ciągu roku po starcie, z czego blisko 20 tys. będzie płaciło abonament. Serwis ma osiągnąć rentowność w 2012 r.
Sprzedaż muzyki w internecie to ciężki kawałek chleba. Sklepy muzyczne zmagają się z sieciami wymiany darmowych plików, ale ograniczoną ofertą, niechęcią Polaków do płacenia kartami kredytowymi oraz pirackimi serwisami w Rosji i krajach azjatyckich, które "sprzedają" pliki muzyczne bez licencji za niewygórowany abonament rzędu 10-12 dolarów miesięcznie. W tej walce poległ między innymi sklep Melo.pl uruchomiony przez portal Interia.pl w 2004 r.
Według danych Międzynarodowego Stowarzyszenia Przemysłu Fonograficznego (IFPI) na muzykę w postaci cyfrowej w zeszłym roku przypadło 27 proc. światowego rynku (co daje 4,2 mld dol.). W Polsce było to - według różnych szacunków - od 3 do 5 proc., czyli 16-21 mln zł. - Polski rynek muzyki cyfrowej przypomina raczej to, co się dzieje w Azji niż w Europie czy
USA. Wciąż sprzedajemy więcej utworów na dzwonki oraz tzw. granie na czekanie w sieciach komórkowych niż pełnych piosenek - mówi Piotr Kabaj, szef EMI Music Polska. Według niego na zakup pełnych piosenek w wersji cyfrowej Polacy wydali w zeszłym roku nie więcej niż 1-2 mln zł, podczas gdy cały rynek muzyczny był wart 410-420 mln zł (w cenach detalicznych).
- Piosenka w internecie nie może kosztować 5 zł ani nawet złotówki. Polacy prędzej zapłacą abonament za dostęp do bazy utworów, z której będą ściągać zabezpieczone pliki - twierdzi Piotr Kisiel, prezes firmy Avantis, do której należy sklep iPlay.pl mający ponad milion piosenek i ponad 100 tys. zarejestrowanych użytkowników. Już za kilka tygodni iPlay.pl zamierza zaoferować swoim użytkownikom abonament. - Jeśli jedna czwarta z nich to kupi, będzie bardzo dobrze - dodaje Kisiel, który w zeszłym roku podpisał umowę z EMI Music Polska.
Właśnie na zasadzie abonamentu funkcjonuje sklep Muzodajnia.pl należący do operatora telefonii komórkowej Polkomtel i rentowny od ponad roku. Regularnie płaci mu już ok. 120 tys. użytkowników. - Dzięki temu osiągnęliśmy status największego i najtańszego portalu z legalną muzyką nie tylko w Polsce, ale w całym regionie - podkreśla Jacek Klubiński, szef projektu Muzodajnia.pl. Większość z nich to klienci, którzy kupili telefon w mixPlusie wraz z opłatą za Muzodajnię i ściągają muzykę bezpośrednio na komórki bez opłat za transfer danych. Pojedyncza piosenka kosztuje tam od 0,08 zł do 0,32 zł brutto.
- Wszystkie dane ze świata pokazują, że w tych krajach, w których legalne piosenki w internecie są szeroko dostępne, złodziejstwo spada. Dlatego trzymam kciuki za każdy nowy sklep muzyczny, który otwiera się w sieci, bo im będzie ich więcej, tym mniej będzie kradzieży. Polacy wolą kupić piosenkę niedrogo, ale legalnie, niż ukraść. Jako producent chętnie będę współpracował ze sklepem Eurozet - mówi Hirek Wrona, dziennikarz muzyczny i producent, właściciel wytwórni Pink Crow Records.