Polsko-niemieckie konsultacje pod egidą szefów obu rządów miały się odbyć pod koniec zeszłego tygodnia w Berlinie. Jednak z polskiej inicjatywy spotkanie przełożono. - Ze względu na sytuację powodziową - wyjaśnił "Gazecie" rzecznik rządu Paweł Graś. Dodał, że ustalony zostanie nowy termin konsultacji, ale nie sprecyzował, czy dojdzie do nich jeszcze w czerwcu.
W Berlinie szefowie rządów Polski i Niemiec mieli się zająć rozstrzygnięciem zastrzeżeń Warszawy wobec trasy gazociągu Nord Stream, który ma dostarczać rosyjski gaz do Niemiec przez Bałtyk.
Kontrolowane przez Gazprom konsorcjum chce ułożyć tę rurę w poprzek tzw. toru północnego do portu w Świnoujściu - bezpośrednio na dnie morza. Zdaniem naszych władz rura będzie tak płytko, że uniemożliwi to większym statkom dostęp do portu w Świnoujściu i zablokuje jego rozwój. Według najnowszych symulacji Ministerstwa Infrastruktury już przejście statków o zanurzeniu 13,5 m będzie się wiązać z ryzykiem uszkodzenia gazociągu.
Polska zgłaszała te zastrzeżenia od 2007 r. Ale Nord Stream nie reagował, a
Warszawa nie mogła zażądać od konsorcjum Gazpromu, by zakopał rurę lub przesunął ją na głębsze wody. Bo sporne akweny leżą na terenie niemieckiej wyłącznej strefy ekonomicznej.
Sytuacja zaogniła się pod koniec zeszłego roku. Niemiecki rządowy Urząd Żeglugi i Hydrologii (BHS) zgodził się na ułożenie rury, nie uwzględniając w pełni polskich postulatów. O tej sytuacji już kilka razy dyskutowali eksperci rządów Polski i Niemiec - na razie bez wyników.
Dwa tygodnie temu wiceminister infrastruktury Anna Wypych-Namiotko na spotkaniu z dyrektorem generalnym niemieckiego ministerstwa transportu Reinhardem Klingenem przedstawiła dokumenty uzasadniające nasze zastrzeżenia. Ale i to spotkanie polityków nie dało rozstrzygnięć. Wydawało się, że przyniesie je dopiero rozmowa premierów.
Ministerstwo Infrastruktury poinformowało "Gazetę", że po odwołaniu konsultacji rządowych chce "około 10 czerwca" urządzić kolejne spotkanie niemieckich i polskich ekspertów w sprawie Nord Streamu.
Sprawa jest coraz bardziej pilna. Budowa gazociągu trwa już dwa miesiące i Nord Stream informował "Gazetę", że do listopada ułoży rurę na niemieckich wodach terytorialnych, a potem zacznie prace na akwenach, gdzie rura przechodzi przez tor do Świnoujścia.
Wkrótce wzrośnie też presja Gazpromu na jak najszybsze ułożenie gazociągu. Za trzy tygodnie na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Gazprom ma przyznać francuskiemu bankowi Societe Generale 12,1 mld euro gwarancji tytułem zobowiązań za transport gazu przez Nord Stream. To znaczy, że jeśli Nord Stream nie będzie miał uzgodnionych dochodów z przesyłu - np. z powodu opóźnień inwestycji - to pieniądze te spółka dostanie od francuskiego banku, a ten zażąda zwrotu wypłaty od Gazpromu.