Biznes Ludzie Pieniądze

Znowu mocno zatrzęsło kursem złotego

Tomasz Prusek, Patrycja Maciejewicz
07.06.2010 , aktualizacja: 07.06.2010 20:17
A A A Drukuj
W poniedziałek rano kurs dolara przebił psychologiczną barierę 3,50 zł, a frank - 3 zł. Później nasza waluta mozolnie odrabiała straty
Rynki finansowe chwiały się już w ubiegłym tygodniu. Jak zimny prysznic podziałały na nie piątkowe informacje z Węgier. Rzecznik rządu stwierdził m.in., że gospodarka tego kraju jest w poważnych tarapatach, bo poprzedni rząd manipulował danymi. Wieszczono też, że węgierska gospodarka jest o krok od bankructwa. Sam forint stracił 2 proc. i znalazł się na najniższym od roku poziomie. Międzynarodowi gracze przestraszyli się rozszerzania greckiej zarazy. Cena euro względem dolara była najniższa od czterech lat.

Złotemu nie dało się uniknąć skutków tej zawieruchy. Cena euro skoczyła niemal do 4,20 zł, dolar szybował w kierunku 3,50 zł.

Unijni oficjele, jak mogli, starali się łagodzić sytuację. Komisarz ds. walutowych Olli Rehn przekonywał, że Węgry w ciągu ostatnich paru lat poczyniły duże postępy w konsolidowaniu finansów publicznych. - Gospodarka Węgier jest na dobrej drodze do ozdrowienia, w pierwszym kwartale tego roku wykazała pierwsze oznaki poprawy. Jakiekolwiek twierdzenia, że kraj ten nie będzie się wywiązywać ze swoich zobowiązań w sferze finansów czy spłaty długów, są grubo przesadzone - przekonywał dziennikarzy.

Potem przedstawiciele rządu Węgier zaczęli przekonywać, że wszystko jest pod kontrolą. Minister gospodarki Gyorgy Matolcsy zadeklarował, że uda się utrzymać deficyt budżetowy w ryzach - ma wynieść 3,8 proc. PKB. Lada chwila mają być podane szczegóły reform gospodarczych. Na razie rząd zapowiada cięcia wydatków o 1-1,5 proc. PKB, ale też obniżkę podatków. - To ryzykowne - mówią eksperci.

Sytuację łagodził też szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn. Jego zdaniem nie ma "żadnego szczególnego powodu do zaniepokojenia".

Mimo uspokajających komentarzy nerwowo było także przez pierwszą część poniedziałkowej sesji. Cena euro spadła do poniżej 1,19 dolara. Złoty rozpoczął dzień od spadków, dolar podrożał do 3,52 zł. Potem nasza waluta zaczęła odrabiać straty. W ciągu kilku godzin odzyskała 4-5 gr do dolara i franka. Równolegle indeks giełdy warszawskiej także odrobił część strat.

W południe nadeszły bardzo pomyślne wieści z Niemiec, gdzie w kwietniu produkcja przemysłowa podskoczyła nieoczekiwanie o 2,8 proc. Oznacza to, że kondycja największej gospodarki eurolandu poprawia się i realny jest prognozowany wzrost PKB w tym roku o 1,4 proc. Niemcy to drugi światowy eksporter po Chinach i poprawę w produkcji przemysłowej zawdzięczają przede wszystkim słabemu euro, które sprawia, że eksportowane przez nich produkty są konkurencyjne cenowo, np. na rynku amerykańskim czy azjatyckim.

Uspokojeniu sytuacji na europejskich rynkach sprzyjały też zapewnienia władz węgierskich popieranych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unię, że doniesienia o słabej kondycja gospodarki były przesadzone.

Po południu na rynku międzybankowym euro wyceniano na 4,14 zł, dol. - 3,47 zł, a franka - 2,99 zł.

Reuters



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy