Kłopoty Grecji, której kryzys finansowy zaskoczył Unię Europejską nieprzygotowaną na szybkie ratowanie stabilności wspólnej waluty, sprawił, że kraje eurolandu - po uzgodnieniu 90 mld kredytów pomocowych dla Aten (110 mld łącznie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym) - zdecydowały się już 10 maja na stworzenie mechanizmu stabilizacyjnego na wypadek kryzysu w którymkolwiek kraju euro.
Mechanizm stabilizacyjny ma zapewnić do 500 mld euro (750 mld euro łącznie z MFW), po które - zdaniem pesymistów - będą musiały wkrótce sięgnąć
Hiszpania i
Portugalia. Do 60 mld euro ma pochodzić ze środków UE, a ministrowie finansów eurolandu ustalili wczoraj, że za kolejne 440 mld euro będzie odpowiedzialny międzyrządowy fundusz powołany wczoraj w Luksemburgu. Każdy kraj eurolandu będzie miał jednego przedstawiciela w radzie tego funduszu, a decyzje o pomocy i wypłacie kolejnych transz będą podejmowane jednogłośnie.
Skąd wziąć pieniądze na pomoc? Luksemburski fundusz prawdopodobnie będzie mógł - w zależności od decyzji krajów eurolandu - zarówno udzielać gwarancji kredytowych dla stolic pogrążonych w kryzysie, jak i zapożyczać się na rynkach finansowych i przekazywać pożyczki potrzebującym krajom. - Właściwie chodzi o
euroobligacje, choć zapewne będziemy chcieli uniknąć tej politycznie drażliwej nazwy, która jest trudna do przełknięcia m.in. w Berlinie - mówi jeden z brukselskich dyplomatów.
Poszczególne kraje eurolandu będą odpowiedzialne za długi (lub gwarancje kredytowe) luksemburskiego funduszu proporcjonalnie do ich udziałów w Europejskim Banku Centralnym. Wprawdzie chęć uczestnictwa w pomocy dla zagrożonych krajów deklarowały w maju
Szwecja i
Polska, ale jako kraje spoza strefy euro nie będą mogły przystąpić do fundusz stabilizacyjnego. - Jeśli będzie trzeba, mogą udzielić swych gwarancji dwustronnie - tłumaczą unijni dyplomaci.
Dla zwolenników pogłębiania integracji gospodarczej w UE fundusz stabilizacyjny eurolandu jest zaczątkiem Europejskiego Funduszu Walutowego, ale sceptycy przypominają, że to mechanizm powołany na zaledwie trzy kolejne lata i nie przesądza o tym, czy cała UE istotnie pójdzie na trwałe pogłębienie koordynacji gospodarczej.