Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Od czerwca wzrosły nasze rachunki w gazowni. Za
gotowanie na kuchenkach gazowych zapłacimy o 3,1 proc. drożej niż dotąd, a rachunki za ogrzewanie mieszkań piecykami gazowymi podskoczyły w kraju średnio o 3,7 proc. miesięcznie. Ta podwyżka miała obowiązywać do końca listopada, ale gazownicy nie chcą trzymać cen tak długo. W zeszłym tygodniu szef Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Michał Szubski zapowiedział, że koncern chciałby wprowadzić kolejną podwyżkę już od września. - Na razie nie złożyliśmy wniosku o tę nową taryfę do Urzędu Regulacji Energetyki, ale mamy taki plan - potwierdził wczoraj "Gazecie" wiceprezes PGNiG Sławomir Hinc.
To byłby mocny cios w budżety gospodarstw domowych. Z najnowszych danych unijnego biura statystycznego Eurostat wynika, że ceny gazu dla ludności w Polsce należą do najwyższych w Europie w odniesieniu do siły nabywczej Polaków. W drugiej połowie 2009 r. za 1 GJ gazu (to odpowiada 28,3 m sześc. "błękitnego paliwa") gospodarstwa domowe w Polsce musiały wydać 21,81 jednostek PPS - sztucznej waluty, w której Eurostat liczy siłę nabywczą w państwach UE. Był to wydatek o 50 proc. wyższy niż średnia dla wszystkich 27 państw UE.
Większym obciążeniem dla domowych budżetów w UE rachunki za gaz były tylko dla przeciętnego Szweda.
Na dodatek koszt gazu dla ludności rośnie u nas najszybciej w UE. W pierwszej połowie zeszłego roku
Polska zajmowała ósme miejsce na liście państw UE, w których gaz dla ludności jest najdroższy w odniesieniu do siły nabywczej. W ciągu pół roku na tej liście przesunęliśmy się aż o sześć miejsc do góry.
Nic dziwnego, bo w drugiej połowie zeszłego roku w większości państw Europy ceny gazu - już w wielkościach bezwzględnych - mocno spadły. W całej UE ten spadek cen dla ludności wyniósł 16 proc. w stosunku do drugiej połowy 2008 r. Polska należała do nielicznych państw UE, w których gaz drożał.
- Za gaz z importu nie płacimy w jednostkach PPS, ale w dolarach. I do rachunków trzeba doliczyć opłatę za utrzymanie sieci gazociągów - podkreśla Sławomir Hinc.
To jednak nie wszystko. W zeszłym roku ceny gazu w Zachodniej Europie spadły, bo tamtejsze firmy ograniczały import drogiego gazu z Rosji i sprowadzały tańszy surowiec od konkurencji. Przebojem był skroplony gaz z Kataru - dwa, trzy razy tańszy od rosyjskiego surowca. Polska nie miała takich szans, bo w
imporcie gazu wciąż jesteśmy zależni od monopolu Gazpromu.
W tym roku rosyjski koncern postanowił bronić rynku w Europie i zaoferował swoim zachodnim partnerom rabaty 10 do 15 proc. na dostawy gazu z kontraktów długoterminowych. - W Polsce nie ma podstaw do rewizji cen, bo Polska nie ogranicza zakupów rosyjskiego gazu i chce zwiększyć jego import - mówił pod koniec maja wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew na konferencji prasowej w
Warszawie.
Nic dziwnego, że Gazprom chce wykorzystać swój monopol do windowania cen w Polsce, bo ma problemy z jego
eksportem. W maju do Europy Zachodniej rosyjski koncern wysłał tylko 7,5 mld m sześc. gazu, ponad jedną trzecią mniej niż przed rokiem - ogłosiło rosyjskie ministerstwo energetyki.