Bułgaria - najmłodszy obok Rumunii członek Wspólnoty - jest dla UE powodem do niepokoju od dłuższego czasu. Na celowniku znalazła się w kwietniu, gdy rząd poinformował, że ubiegłoroczny deficyt zamiast 1,9 proc.
PKB wyniósł aż 3,7 proc. Bułgaria poinformowała też, że trudna sytuacja gospodarcza może opóźnić o kilka lat przyjęcie tego kraju do
strefy euro. Minister finansów Simeon Djankov obwiniał wówczas za wyższy deficyt poprzedni rząd, który podpisał wiele umów i kontraktów na inwestycje i zbrojenia o wartości 1,09 mld euro i nie poinformował o tym nowego gabinetu.
Nagły wzrost deficytu, który został ujawniony równocześnie z wybuchem kryzysu w Grecji, poważnie zaskoczył rynki finansowe.
Unijna misja do Bułgarii będzie jedną z pierwszych prowadzonych według nowych reguł, które dadzą Eurostatowi prawo do audytu, wglądu i kontroli w gospodarcze dane poszczególnych krajów. W odpowiedzi na słowa Rehna bułgarski resort finansów poinformował w komunikacie, że "nie jest zmartwiony ani zaskoczony" informacjami o wysłaniu przez UE misji do Sofii. "Spodziewaliśmy się jej już po ogłoszeniu danych o deficycie za ubiegły rok" - czytamy w komunikacie.
Bułgaria jest najbardziej kłopotliwym członkiem UE także z powodu wszechobecnej korupcji i nieprawidłowości przy wydawaniu unijnych funduszy. Właśnie z powodu korupcji UE w 2008 roku zamroziła wypłacenie Bułgarii 825 mln euro funduszy pomocowych.