O tym, że przedstawiciele
GPW prowadzą nieformalne rozmowy z domami maklerskimi na temat wydłużenia czasu notowań, napisał piątkowy "Parkiet".
Zarząd giełdy chciałby, żeby notowania, które zaczynają się o 9, kończyły się o 17.30 - tak jak ma to miejsce na giełdach w Londynie, we Frankfurcie czy na giełdach sojuszu Euronext (w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie). Zwiększyłoby to konkurencyjność polskiego rynku wobec alternatywnych zagranicznych platform obrotu akcjami. Domy maklerskie niechętnie myślą o tych planach, ponieważ wiązałoby się to z wydłużeniem czasu
pracy zarówno punktów obsługi klienta, jak i central biur maklerskich.
1 września 2008 roku giełda wydłużyła sesję poprzez przesunięcie startu notowań z godz. 9.30 na 9. Już wtedy prezes giełdy Ludwik Sobolewski zapowiadał wydłużenie notowań do 17.30. - Oznacza zwiększone koszty, jednak w dłuższej perspektywie taki krok będzie korzystny dla akcjonariuszy - mówił wtedy "Gazecie Wyborczej" Mariusz Bieńkowski z Biura Maklerskiego Banku Gospodarki Żywnościowej.
Zdaniem Rolanda Paszkiewicza, szefa Centralnego Domu Maklerskiego Pekao, wydłużenie sesji giełdowej o godzinę sprawi, że trzeba będzie zmienić organizację czasu pracy
maklerów. Już teraz porządny makler instytucjonalny przychodzi do pracy na godz. 7. Poza tym obroty z polskiego rynku po godz. 16.30 mogą być bardzo małe - niewielu polskich inwestorów będzie chciało siedzieć 10 godzin w pracy.
- To jest poważny problem, bo z jednej strony są wymagania klientów, ale z drugiej pamiętajmy, że makler to nie automat, mamy swoje prawa - mówi Paszkiewicz.