"Od Aten po
Berlin - banki i firmy muszą zapłacić za kryzys", "Imię kryzysu to kapitalizm" - to niektóre hasła z transparentów sobotnich demonstracji. W niemieckiej stolicy przeciwko planom oszczędnościowym rządu Angeli Merkel protestowało ok.15-20 tys. osób, w południowym Stuttgarcie - 10-20 tys. osób (szacunki policji i organizatorów).
To reakcja na ogłoszony w zeszły poniedziałek pakiet cięć, które mają obniżyć rekordowo wysokie zadłużenie Niemiec (ponad 80 mld euro). Rząd Merkel chce m.in. zlikwidować dodatkowe świadczenia dla bezrobotnych, zrezygnować z finansowania ubezpieczenia rentowego dla osób długotrwale pozbawionych
pracy oraz zmniejszyć zasiłki rodzicielskie. W przyszłorocznym
budżecie te cięcia mają dać 11,2 mld euro oszczędności, a do 2014 r. oszczędności mają wynieść 80 mld euro.
Włosi mają podobne plany. I tam w sobotę na ulicę też wyszli demonstranci - manifestację w Rzymie zorganizowali związkowcy z CGIL, największego związku zawodowego w kraju, zrzeszającego 5 mln członków. Według związkowców, przez centrum Rzymu przemaszerowało 100 tys. osób, według policji - ok. 25 tys.
Chodzi o cięcia zapowiedziane w maju przez premiera Silvio Berlusconiego - rząd chce w ciągu najbliższych dwóch lat zaosczędzić 24,9 mld euro, m.in. przez zamrożenie płac w sektorze publicznym.
Rządowy plan "dotyka jedynie niektórych ludzi i nie stymuluje gospodarki, ani inwestycji, ani miejsc pracy dla młodych ludzi - tłumaczył dziennikarzom Guglielmo Epifani, główny sekretarz CGIL.
Związkowcy wezwali członków do strajku generalnego - ma się odbyć 25 czerwca.